Jak kosa na kamień – Historia mojej cioci Poli, która wyszła za mąż pod presją rodziny, choć przysię…

polregion.pl 3 dni temu

KOSA TRAFIŁA NA KAMIEŃ

Moja rodzona ciotka, Jadwiga, wyszła za mąż z przymusu. Najstarsze siostry wywierały nacisk, rodzice poganiali. Ich argumenty były nie do podważenia:

Ile to dziewczyna będzie się ociągać, a i tak do małżeńskiego chomąta ją zaprzęgną Albo chcesz, Jadwigo, doczekać do siwej kity i zostać starą panną? W naszym rodzie nie ma niezamężnych! Kto ci poda szklankę wody na starość?…

Jadwiga, patrząc na ojca notorycznego pijaka już jako dziecko przysięgła sobie, iż nigdy nie wyjdzie za mąż. Postanowiła poświęcić życie karierze. Jednak w dniu 28. urodzin, nasłuchała się tylu dobrych rad i pouczeń od rodziny, iż w końcu zdecydowała się założyć rodzinę.

Kandydat na męża, Kacper, znalazł się bardzo szybko. Najpewniej cała rodzina już go wytypowała i przygotowała. Po dwóch tygodniach znajomości oświadczył się Jadwidze. Ona obojętnie skinęła głową, jakby mówiła: Niech będzie, zgadzam się. W duchu dodała: Może z czasem go pokocham.

Kacper miał już swoje lata i wykrystalizowany charakter. Wzięli ślub w biegu, a świadek na weselu wzniósł toast: Jak miłość, to do ślubu, jak nie to do ojca!. Dopiero z biegiem lat Jadwiga w pełni zrozumiała sens tej ludowej mądrości.

Ruszyła szara codzienność. Już po miesiącu Jadwiga chciała się rozwieść. Wszystko ją drażniło, z każdym dniem czuła narastające rozczarowanie. Mąż okazał się kłótliwy, uparty i nie do zniesienia. A Jadwiga miała równie twardy charakter. Ich związek, w najlepszym razie, był typowym przypadkiem: kosa trafiła na kamień.

Po roku rodzina się powiększyła. Bocian przyniósł synka, Mateusza. Jadwiga zajęła się macierzyństwem, męża zaczęła ignorować na noc przygotowywała mu łóżko na składanym tapczanie, bo, jak mówiła, jest zmęczona, nie dosypia, a on nie pomoże, nie zainteresuje się

Latem Jadwiga wyjechała z Mateuszem do rodziców do wsi, na podkarpacie. Wylewała matce swoje żale:

Mamo, chcę się rozwieść. Sama wychowam syna. Małżeństwo to nie dla mnie! Czasami chciałabym zamknąć oczy i zasnąć na zawsze. Nie mogę odnaleźć się w życiu rodzinnym. Nienawidzę już Kacpra. Po co brnąć dalej?

Mama poradziła:

Zostań z nami przez jakiś czas. Może zatęsknisz za mężem? Rozwodzić się nie waż się! Wytrzymaj! Mąż z żoną jak woda z mąką jak się zmiesza, nie odłączysz.

Szczerze mówiąc, innej rady Jadwiga się nie spodziewała Tylko dlaczego ma cierpieć? Mateusz widzi stosunki rodziców. Podrośnie i nie będzie miał złudzeń, iż to nie jest miłość. Po co chłopcu dorastać w takim klimacie? Jakiej lekcji nauczy go taka rodzina?

Matka Jadwigi cierpiała całe życie. Ojciec pił na umór, jadł, spał i narzekał. Matka zaś od piątej rano była na nogach: dojenie krowy, gotowanie świń, koszenie siana, pielenie ziemniaków Zimą, po napaleniu w piecu i ugotowaniu obiadu, mogła się na chwilę położyć. Pracy we wsi nigdy nie brakowało

Trzy córki uciekły do miasta przed tą przyszłością. Z rodzicami został ich syn, brat Jadwigi, który cierpiał na upośledzenie umysłowe. Tego Jadwiga nie mogła zrozumieć. Czemu matka, wiedząc jaki jest ojciec, zdecydowała się na czwarte dziecko? Gdy pytała o to matkę, ta tylko wzruszała ramionami: Twój ojciec chciał syna. Dziewczyn w domu było już dosyć…

Rodzice do końca swoich dni opiekowali się synem. niedługo po śmierci rodziców brat Jadwigi poszedł w ich ślady, mając 60 lat. Nie potrafił i nie chciał dbać o siebie.

Po rozważeniu wszystkiego, Jadwiga zdecydowała się nie sprawiać matce przykrości i wróciła do męża.

Dwa lata później na świat przyszedł drugi syn, Włodek. Jadwiga miała nadzieję, iż z drugim synkiem rodzina się scali. Niestety, bardzo się pomyliła. Kacper ignorował Włodka, bo ten przypominał mu wyglądem teścia-pijaka.

Jadwiga tłumiła łzy. Mimo wszystko, nie żałowała, iż ma dwóch synów. Postanowiła: Całą swoją miłość dam dzieciom. Mężowi ani odrobiny. Tak żyli i mijali się w jednym domu.

Kiedy Mateusz i Włodek stali się nastolatkami, pojawiły się poważne kłopoty alkohol, papierosy, pyskowanie. Co gorsza, synowie z ojcem występowali przeciwko Jadwidze. Chciała, by byli posłuszni, ułożeni płonne nadzieje.

Mąż zaczął pić razem z synami. Rodzina się rozpadała. To był najgorszy czas w życiu Jadwigi. Nie była w stanie poradzić sobie z trzema mężczyznami w domu.

W końcu jej cierpliwość się wyczerpała i Jadwiga wyjechała do starych rodziców. Rodzice przyjęli ją z otwartymi ramionami. Matka pocieszyła:

Jadwigo, wyglądasz starzej niż ja. Widać, życie cię przeczołgało. Ach, ci faceci…

Jadwiga krytykowała matkę za opiekę nad bratrem:

Mamo, czemu się z nim tak cackasz? Bądź ostrzejsza, bo ci na głowę wejdzie!

Matka broniła syna:

Jadwigo, u twojego brata z rozumem krucho, ale co z tego? To nasza krew! Nie wyrzeknę się go! Będę z nim, póki sił starczy!

Jadwiga nie lubiła brata, choć wiedziała, iż nie jest winien swojemu losowi. Czy inaczej mogło być przy takim ojcu pijaku? Jadwidze i jej siostrom się poszczęściło ich ojciec wtedy jeszcze nie był takim alkoholikiem.

Po roku Włodek przyjechał do wsi, żeby powiedzieć, iż ojciec umarł. Przepił się. Jadwiga nie uroniła ani jednej łzy. Tylko westchnęła ciężko:

Wszystko do tego zmierzało. Życie takie krótkie Niech mu ziemia lekką będzie.

Po powrocie do miasta i kilku burzliwych latach z dorosłymi synami, Jadwiga kupiła sobie mały domek pod Warszawą. Pragnęła na stare lata mieć trochę spokoju. Mateusz i Włodek zostali w rodzinnym mieszkaniu.

W tym czasie starszy syn ożenił się. Urodził się wnuk. Jednak coś w tej rodzinie poszło nie tak i Mateusz po roku się rozwiódł.

Włodek wprowadził się do matki po tym, jak z bratem doszło do bójki: poszło o alkohol. Włodek coraz częściej zaglądał do kieliszka, a Mateusz nie zamierzał tolerować jego pijackich wybryków. Pobił go i wyrzucił z mieszkania. Włodek zamieszkał u matki.

Czas płynął

Mateusz żenił się po raz drugi. Po pięciu latach znów został sam żona odeszła. Skwitował to swoim powiedzeniem:

Żeniłem się i przepadłem jak kamień w wodę.

Z trzecią żoną też się nie udało. Była miłość, namiętność, ale żona nagle zmarła w wieku 40 lat zator. Śmierć nikogo nie pyta. Mateusz rozpaczał, w końcu powiedział matce:

Dość już tego. Mam dość ślubów i rozwodów. Będę sam.

Jadwiga dojeżdża teraz do Mateusza sprząta, gotuje mu obiady.

Włodek został sam. Pije, co popadnie. Czasami znika na kilka dni bez śladu. Wtedy Jadwiga, mając już 75 lat, chodzi po okolicy z jego zdjęciem i każdego pyta:

Nie widzieliście mojego syna?

Wszyscy już znają ten scenariusz. Po miesiącu dwóch syn znów się odnajduje, cały i zdrowy. Jadwiga długo go myje, łata podarte buty, pierze niemal szmaty, w które się ubiera. Bieliznę wyrzuca. Na pytanie: Gdzie byłeś?, Włodek coś bełkocze pod nosem. Jadwidze wystarczy, iż go widzi żywego.

Wszyscy, tylko nie Jadwiga, wiedzą, iż Włodek baluje u pewnej kobiety. Ona piła likiery i inne kobiece alkohole, których nie powstydziłby się żaden facet. Zawsze go przygarniała. Ich związek był, jak na ironię, oparty na upijającej miłości Potem pojawiał się nowy amant i Włodek znów trafiał na bruk.

Jadwiga utrzymywała syna z renty. Próby znalezienia mu pracy nie przyniosły rezultatów. Wystarczyło, iż dostał pierwszą zaliczkę i znikał z pieniędzmi. Po kilku dniach wracał z hasłem: Daj, mamo, jeść.

Jadwiga ze smutkiem wspominała swoją matkę, która też tak cierpiała z powodu syna. Teraz pojęła ból matczynego serca. Wszystko się powtórzyło. Własna krew. Nie wyprzesz się.

Cóż, szczęścia nie starczy dla wszystkich Po długiej, wyboistej drodze Jadwiga zrozumiała, iż szybki ślub i weselne pieśni nie były tego warte.

Idź do oryginalnego materiału