Miniona majówka rozpoczęła start sezonu na jedno z ulubionych zajęć Polaków, czyli grillowanie.
Jak dalej pisze Andrzej Strojny z Warsaw Enterprise Institute (WEI), niestety, miłośnicy karkówki z rusztu muszą mieć się na baczności. Gąszcz lokalnych regulacji, przepisów przeciwpożarowych i regulaminów spółdzielni sprawia, iż niewinny obiad na świeżym powietrzu może zakończyć się słonym mandatem. Zanim więc rozstawimy sprzęt i przygotujemy węgiel, warto zadać sobie pytanie o to, co adekwatnie przepisy mówią o grillowaniu. Prawo krajowe nie zawiera jednego, uniwersalnego zakazu używania grilli. Wszystko zależy od tego, gdzie dokładnie chcemy go rozpalić i jak sprawę regulują władze lokalne lub zarządcy terenu.
Domy jednorodzinne, czyli wolność w granicach rozsądku
Wbrew częstym obawom w polskim prawie nie istnieje żadna ogólnokrajowa ustawa, która odgórnie zakazywałaby rozpalania rusztu na własnej działce. Właściciele domów jednorodzinnych cieszą się zdecydowanie największą swobodą, ale i tutaj obowiązują pewne ramy, oparte w dużej mierze na bezpieczeństwie i dobrosąsiedzkich relacjach. najważniejsze znaczenie mają przepisy przeciwpożarowe zawarte w ogólnopolskim rozporządzeniu MSWiA ws. sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków. Mówią one jasno, iż używanie otwartego ognia jest zabronione w miejscach, gdzie może to doprowadzić do zapalenia się materiałów palnych. W praktyce wymusza to zachowanie podstawowej ostrożności, czyli odstawienie grilla od drewnianych wiat, suchych zarośli czy graniczących z działką pól i lasów. Prawo kategorycznie zabrania używania otwartego ognia w odległości mniejszej niż 100 metrów od granicy lasu.
Druga istotna kwestia to przepisy Kodeksu cywilnego. Artykuł 144 zakazuje działań, które zakłócałyby korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę. Prawnicy nazywają to immisjami. jeżeli rozpalony grill dymi tak mocno, iż celowo wlatuje prosto w okna sąsiada i uniemożliwia mu otwarcie okna czy korzystanie z własnego ogrodu, może to stanowić podstawę do sporu cywilnego, a przy złośliwym i uporczywym zachowaniu choćby do interwencji policji.
Absurdy w parkach miejskich i nadgorliwa walka ze smogiem
Przeregulowanie staje się najbardziej widoczne, gdy chcemy spędzić czas w przestrzeni publicznej. Władze wielu miast, w tym Warszawy, pozwalają na biesiadowanie w parkach czy w wyznaczonych strefach nad Wisłą. W stolicy legalnie i swobodnie rozpalimy grilla na przykład na Polu Mokotowskim, w Parku Skaryszewskim, Parku Bródnowskim, Parku Górczewska, w Forcie Bema czy na nadwiślańskiej plaży Poniatówce, pod warunkiem korzystania ze specjalnie wyznaczonych miejsc. Całkowity zakaz obowiązuje za to chociażby w Ogrodzie Krasińskich. Niestety, urzędnicy przy okazji często tworzą gąszcz biurokratycznych pułapek. Nierzadko dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których regulamin danego terenu zielonego teoretycznie pozwala na piknik, ale przewiduje mandat dla rodziny, która postawiła mały ruszt w niewłaściwej odległości od parkowej alejki spacerowej.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w miastach takich jak Kraków, które rygorystycznie walczą ze zjawiskiem smogu. Szczytem urzędniczej nadgorliwości są powracające próby podciągania małych, przenośnych grilli węglowych pod obostrzenia uchwał antysmogowych. Przepisy te zostały stworzone do eliminacji starych, dymiących pieców grzewczych. Przenośne grille z definicji nie są instalacjami grzewczymi, a emisja z nich to zaledwie ułamek procenta całkowitych zanieczyszczeń. Mimo to, w trosce o rzekomy porządek i czyste powietrze, samorząd systematycznie wyłącza kolejne tereny rekreacyjne z możliwości opiekania mięsa, spychając legalne grillowanie do nielicznych i zatłoczonych punktów.
Balkony w blokach i osiedla zamknięte
Grillowanie na własnym balkonie to szybka droga do konfliktu. Używanie tradycyjnego grilla na węgiel w bloku wielorodzinnym narusza wspomniane wcześniej przepisy przeciwpożarowe. Ryzyko zaprószenia ognia na sąsiedni balkon lub uszkodzenia elewacji jest po prostu zbyt duże.
Na zamkniętych osiedlach i w nowoczesnym budownictwie sytuacja pozostało bardziej rygorystyczna. Wspólnoty mieszkaniowe w swoich wewnętrznych regulaminach wprowadzają twarde zakazy rozpalania tradycyjnych grilli na loggiach i w przydomowych ogródkach na parterze. Jedyną w pełni legalną i bezkonfliktową alternatywą pozostaje sprzęt elektryczny.
WEI ostrzega przed nadmierną biurokracją
Do kwestii coraz bardziej rygorystycznych obostrzeń odnosi się Andrzej Strojny, Główny Analityk WEI. Jego zdaniem władze i lokalni decydenci idą o krok za daleko w próbach mikrozarządzania czasem wolnym obywateli.
– Kolejne lokalne zakazy narzucane na mieszkańców w okresie majówki pokazują, jak bardzo lubimy komplikować sobie życie. Mam tu na myśli konkretne, urzędnicze absurdy, takie jak próby podciągania małych przenośnych grilli węglowych pod rygorystyczne obostrzenia uchwał antysmogowych czy tworzenie przeregulowanych zasad korzystania z parków miejskich. Zdarzają się sytuacje, w których regulamin pozwala na piknik, ale przewiduje mandat dla rodziny, która postawiła mały ruszcik w złej odległości od alejki – podkreśla ekspert.
Dym z okazjonalnego, rekreacyjnego grillowania odpowiada zaledwie za promil całkowitej rocznej emisji gazów cieplarnianych
Uzasadnianie ograniczeń lub całkowitego zakazu grillowania walką o czyste powietrze to merytoryczne nieporozumienie. Jak pokazują dane środowiskowe, dym z okazjonalnego, rekreacyjnego grillowania odpowiada zaledwie za promil całkowitej rocznej emisji gazów cieplarnianych. Prawdziwym problemem dla jakości powietrza w Polsce są przestarzałe piece grzewcze, niska emisja kominowa, przemysł i transport, a nie kilka brykietów i kiełbasa z rożna w niedzielne popołudnie. Prawo powinno ułatwiać nam życie, a nie niepotrzebnie krępować ludzi, którzy chcą odpocząć przy grillu.














