Jad zazdrości

polregion.pl 3 godzin temu

Jad zazdrości

Włodku, boję się Celina nerwowo ścisnęła serwetkę w dłoniach, a jej głos drżał, gdy wypowiadała ostatnie słowo. Spojrzała na mężczyznę, w jej oczach odbijał się czysty lęk. Znowu te wiadomości

Drżącymi palcami wyjęła telefon z torebki, odblokowała ekran i podała Włodzimierzowi. Ten uważnie przeczytał przesłane SMS-y: Dziękuję za cudowny wieczór, Już za Tobą tęsknię, Kiedy się znowu zobaczymy?, niedługo znów się spotkamy, Będę na Ciebie czekać po pracy, na naszym miejscu i zmarszczył brwi, a głęboka bruzda pojawiła się między nimi.

Kiedy dokładnie przyszły? spytał spokojnie, niemal bez emocji, oddając jej telefon.

Ostatnia przyszła przed pięcioma minutami. Właśnie wtedy, kiedy złożyliśmy zamówienie wyznała Celina, czując, jak ściska jej się żołądek. I tak dzieje się prawie zawsze, kiedy jesteśmy razem. Ktoś jakby obserwował nas każdą sekundę, wiedział, gdzie jesteśmy i co robimy

Włodzimierz oparł się o oparcie krzesła, przesunął dłonią po brodzie. Jego spojrzenie się zaostrzyło jakby już rozważał możliwości i analizował wszystkie scenariusze.

Pokaż mi wszystkie wiadomości. I daty, jego głos był twardy, stanowczy, pozbawiony cienia strachu.

Celina nerwowo przewinęła czat, pokazując zawartość konwersacji. Włodzimierz śledził uważnie, zauważając godziny i treści wiadomości, nie okazując emocji, ale wyraźnie koncentrując się, śledząc każdy szczegół. Wśród tekstów pojawiały się inne: Nie mogę przestać o Tobie myśleć, Pamietasz naszą ostatnią rozmowę? Czekam na ciąg dalszy, Wiesz, gdzie mnie znaleźć, jeżeli zmienisz zdanie. Każda kolejna wiadomość pogłębiała poczucie, iż ktoś wślizguje się w ich życie, niewidzialną ręką próbując zakłócić ich szczęście.

To zastanawiające wymówił w końcu z nutą stali w głosie. Działa metodycznie. Jakby celowo chciał wywołać wrażenie, iż masz kogoś poza mną i zawsze tak, bym o tym się dowiedział, kiedy jesteśmy razem. Zbyt dobrze zaplanowane.

Celina opuściła ramiona, przytłoczona niewidzialnym ciężarem. Miała dwadzieścia pięć lat, pracowała jako projektantka w niewielkim biurze i marzyła, by znaleźć kogoś, z kim można zbudować prawdziwą relację nie dla pozycji czy pieniędzy, ale dla czułości, zrozumienia i wzajemnej opieki. Włodzimierz, trzydziestopięcioletni prawnik, wydawał się być właśnie takim człowiekiem: solidnym, troskliwym, słuchającym uważnie. Przy nim czuła bezpieczeństwo uczucie tak rzadkie i cenne.

Spotykali się już pół roku. Przez ten czas Celina zdołała zauważyć jego opanowanie, dystans do problemów, poczucie humoru i szczere zainteresowanie jej światem. Nie wywierał presji, nie popędzał, ale nie krył, iż widzi w niej przyszłą żonę. A ona coraz częściej myślała, iż mogłaby zrobić ten krok ku wspólnej przyszłości.

Nie rozumiem, kto mógłby tak robić wyszeptała, a jej głos był pełen smutku i niepewności. Nie mam tajemniczych wielbicieli. Nie dawałam nikomu powodu Poza tym te zwroty: nasze miejsce, nasza rozmowa ktoś próbuje stworzyć iluzję bliskiej relacji, która nigdy nie istniała. Jakby ktoś bawił się nami jak marionetkami

Pozwól mi się tym zająć przerwał jej Włodzimierz, z błyskiem determinacji w oczach. Znam kogoś w odpowiednich służbach. Sprawdzimy, czyje to numery. Przeczuwam, iż to nie przypadek. Ktoś działa bardzo świadomie.

Przez następne dni Włodzimierz głównie się sprawą zajmował. Celina starała się nie myśleć o codziennym lęku, rzucając się w wir pracy i spotkań z koleżankami; łapała się na każdym dowcipie i każdej drobnostce, która mogła na moment zagłuszyć napięcie. Ale strach powracał jak zimny wąż owijający się wokół serca. Każde sprawdzenie telefonu przyprawiało ją o dreszcze przez chwilę czuła ulgę, gdy nie pojawiała się żadna nowa wiadomość, ale po chwili znów wracał niepokój.

Na piąty dzień Włodzimierz zadzwonił do niej wieczorem.

Celinko, wiem już, kto wysyłał wiadomości powiedział poważnym tonem. To były różne anonimy, ale udało się ustalić, kto kupował karty SIM. To była Jagna.

Celina zaniemówiła prawie wypuściła telefon z rąk. Jagna, przyjaciółka z uniwersytetu, dwadzieścia osiem lat, rozwódka, matka dwóch dzieci. Znali się od lat, dzielili sekretami i wspierali się. Ostatnio jednak między nimi zapanowało napięcie początkowo ledwo zauważalne, ale narastające. Jagna coraz częściej narzekała na samotność, iż faceci nie chcą kobiety z dziećmi, iż jej życie to tylko niekończąca się lista codziennych spraw i rozczarowań.

Jagna? szepnęła Celina, w głosie słychać było ból i niedowierzanie. Dlaczego? Jak to możliwe?

Myślę, iż sama to czujesz. Zazdrość, Włodzimierz mówił spokojnie, ale z goryczą. Ty jesteś wolna, odnosisz sukcesy, tworzysz nowy związek. A ona czuje się pozbawiona wszystkiego

Kilka tygodni wcześniej Celina, Włodzimierz i Jagna uczestniczyli razem w imieninach wspólnej znajomej. W salonie unosił się zapach przekąsek i szampana, goście rozmawiali i żartowali. Celina w nowej sukience w kolorze morskiej zieleni wyglądała olśniewająco materiał delikatnie opływał jej sylwetkę, podkreślając urodę. Włodzimierz trzymał się przy niej tutaj nalał kieliszek, tam podał tartinkę, tam jeszcze zaprosił do rozmowy, zawsze taktownie wciągając ją w towarzystwo.

No proszę, jak z okładki, rzuciła Jagna z wymuszonym uśmiechem. Stała nieco z boku, ręce skrzyżowane, nerwowo poprawiając rękaw zwykłego beżowego swetra. Wszystko idealne: stylizacja i kawaler.

Dzięki uśmiechnęła się Celina z wdzięcznością. Rzeczywiście, sukienka niespodziewanie dobrze się układa.

Pewnie, Jagna zerknęła na własny sweter, spuszczając wzrok. Ja choćby nie mogę sobie na to pozwolić. Z dziećmi nie do butików mi w głowie. Cała gotówka idzie na inne wydatki

Ależ Jagno, bez przesady, próbowała załagodzić Celina, dotykając delikatnie jej łokcia. choćby w swetrze masz wyjątkowy styl. Zawsze wyglądasz świetnie!

Tak, oczywiście Jagna zaśmiała się nerwowo. Ktoś wszystko dostaje, a ktoś musi wybierać między nową sukienką, a butami dla dzieci.

Jej głos drżał, a potem gwałtownie odwróciła się do ściany. Włodzimierz zmienił temat, zagadując o nowej restauracji w centrum i proponując wyjście w większym gronie. Celina przytaknęła. W kącie sali widziała, jak Jagna obserwuje ich z cichą tęsknotą wśród uśmiechów innych ludzi, tęskniła za lekkością i uwagą, które wydawały się jej niedostępne.

Kolejny niepokojący sygnał pojawił się podczas kawy w pobliskiej kawiarni, gdy za oknem sączył się deszcz. Celina z euforią opowiadała o niedawnym wyjeździe z Włodzimierzem za miasto: spacerowali po złotym lesie, zbierali liście, wieczorem siedzieli przy ognisku. Jagna mieszała cukier w filiżance, a jej ruchy były zniecierpliwione, łyżeczka brzęczała o porcelanę.

Czarujące to wszystko wycedziła przez zęby. Romantycznie, przyroda i idealny facet

Naprawdę było miło Celina przytuliła dłonie do kubka z cappuccino. Może następnym razem pojedziemy wszyscy, choćby z dziećmi? Zimą na narty? Włodek obiecał mnie nauczyć, świetnie jeździ.

Na narty? Jagna podniosła brwi. Może, kiedy znajdę czas. A mam go tyle, co kot napłakał: przedszkole, przychodnie, zajęcia z Maćkiem, potem muszę odebrać Amelię z baletu, zrobić kolację, sprawdzić zeszyty Nie każdemu dane są miłe chwile.

Mówiła bez złości, ale w jej głosie brzmiała niezgoda z rzeczywistością. Jedna z koleżanek próbowała rozładować atmosferę, ale Jagna tylko znów stuknęła filiżanką.

Celina zamilkła. Chciała dodać otuchy, ale słowa ugrzęzły w gardle. Położyła rękę na dłoni Jagny.

Wiem, iż Ci ciężko. Może następnym razem rzeczywiście spędziliśmy dzień razem, z dziećmi?

Jagna uśmiechnęła się blado, wycierając łzę. Nie trzeba, lepiej korzystaj ze swojej wolności.

Wtedy Celina potraktowała to jako zwyczajne rozżalenie, nie dostrzegła narastającej zazdrości nie jadowitej, a bolesnej, wynikającej z poczucia niesprawiedliwości. Teraz, wspominając te zdarzenia, zaczęła rozumieć, jak głęboko Jagna wszystko tłumiła.

Co robimy? spytała cicho, ale już z większą pewnością.

Idziemy do niej. Teraz. Porozmawiamy otwarcie, oświadczył Włodzimierz.

Pojechali do mieszkania Jagny. Ta, widząc ich w drzwiach, pobladła i odsunęła się od wejścia, jej twarz stężała, a dłonie niemal automatycznie zacisnęły się na ramionach.

Wy? Co się stało? spytała z drżeniem w głosie.

Nie udawaj ostro odpowiedział Włodzimierz. Wiemy, iż to Ty wysyłałaś Celinie te wiadomości. Mamy na to dowody.

Jagna cofnęła się jeszcze o krok, opierając plecy o ścianę, jakby zaraz miała się osunąć po ziemi. Twarz jej zdradzała zarówno złość, jak i obezwładniający żal.

Tak, to ja! i co z tego?! Myślisz, iż mogłam patrzeć, jak Ty, Celina, dostajesz wszystko, a ja zostaję sama? Ty zawsze miałaś szczęście. Piękna, wolna, bez trosk! A ja Ja nikomu niepotrzebna!

Jej głos się łamał, oczy błyszczały łzami. choćby nie wiesz, co to znaczy czuć się zbędną. Za każdym razem, gdy mówiłaś o Waszych randkach, aż paliłam się z zazdrości. Po prostu chciałam, żebyś poczuła się tak jak ja żeby Twój świat się zadrżał. Żebyś wiedziała, jak to jest, gdy wszystko się sypie.

Celina słuchała, czując ból ściskający gardło. Patrzyła na dawną przyjaciółkę, z którą dzieliła niejedną noc, przeżywała rozpad jej małżeństwa, a teraz stawała przed nią niemal obca kobieta, pełna goryczy.

Chciałaś zniszczyć moje życie tylko dlatego, iż Ci ciężko? zapytała cicho, bardziej smutna niż rozgniewana. Chciałaś, żebym straciła zaufanie Włodka?

A co miałam robić?! Jagna zaśmiała się gorzko. Ty wiecznie w centrum uwagi, ja zawsze z boku. choćby mężczyźni, którzy się mną interesowali, odchodzili. Bo dzieci, bo problemy Ty wciąż uśmiechnięta, beztroska.

Włodzimierz stanął obok Celiny, zasłaniając ją. Dość, wystarczy tego, Jagno, powiedział stanowczo. Podszedł bliżej, odcinając Celinę od trujących słów.

Oczy Jagny zaiskrzyły się, potem zamgliły łzami.

Macie zamiar zgłosić to na policję? próbowała prowokować, susząc łzy rękawem.

Policja nie jest potrzebna, spokojnie oznajmił Włodzimierz. Ale jeżeli jeszcze kiedyś Celina dostanie taką wiadomość, nie będziemy mieli wyjścia. Chcemy tylko, żebyś dała jej spokój.

Jagna spojrzała na Celinę z wyrazem tęsknoty i żalu.

Przecież zawsze wiedziałaś, iż Ci zazdroszczę! wyrzuciła przez zęby. Pamiętasz, na moich urodzinach w zeszłym roku? Wszyscy mówili tylko o Tobie, o Twoim awansie. A ja z tortem stałam w kącie sama. Nikt choćby nie spytał, jak się czuję.

Celina przypomniała sobie tamtą scenę tak wyraźnie, jakby wydarzyła się przed chwilą. Cały wieczór była w centrum uwagi; Jagna niemal cały czas stała na uboczu z torcikiem i świeczkami. Dopiero teraz Celina zrozumiała, co się wtedy działo.

Nie chciałam przytłaczać Cię moim szczęściem wymówiła łamiącym się głosem. Nigdy nie uważałam Cię za konkurentkę. Po prostu czułam się szczęśliwa.

Ale jak mam nie widzieć w Tobie rywalki? Jagna przesunęła ręką po głowie, szarpiąc przy tym włosy. Ty powtarzasz, iż jestem ważna A czuję, jakby mnie nie było. Mam dzieci, kredyt, samotność po rozstaniu, a Ty Ty choćby nie musisz walczyć o uwagę.

Włodzimierz słuchał bez przerywania, w końcu powiedział łagodnie: Zazdrość to Twój wewnętrzny ból. Ale postąpiłaś krzywdząco wobec drugiej osoby, zamiast szukać pomocy. Niosłaś w sobie żal, a wybrałaś złą drogę.

Jagna opuściła głowę, drżała ledwo hamując płacz. Łzy lały się ciurkiem po policzkach.

Przepraszam, wyszeptała słabo. Nie chciałam, żeby zaszło to tak daleko. Wszystko się w mnie gromadziło: rozwód, samotność, codzienność taka sama dzień w dzień Nie umiałam sobie poradzić.

Celina czuła ból, żal i jednocześnie współczucie. Jagna wyglądała teraz nie jak intrygantka, ale jak zagubiona, zmęczona kobieta, która nie widziała już innego wyjścia.

Nagle przypomniała sobie rozmowę z kawiarni sprzed kilku tygodni, gdy Jagna powiedziała, patrząc w brązową plamę kawy:

Wiesz, czasem mam wrażenie, iż prowadzisz zupełnie inne życie. Wszystko Ci się udaje, masz czas na hobby, pracę, miłość A ja wciąż to samo. Dzieci, sklep, pranie, lekcje Czasem już rano nie chcę wstać. Znowu od nowa

Wtedy Celina próbowała ją podnieść na duchu, proponowała pomoc w szukaniu lepszej pracy. Jagna jednak odsunęła się, mówiąc: Kto mnie przyjmie z dwójką dzieci? Szefowie wolą kogoś młodszego, bez problemów. Ty możesz wybierać, ja jestem uwięziona. To boli.

Celina przyjęła te słowa za chwilową gorycz. Teraz wiedziała, to był krzyk o pomoc, którego nie usłyszała.

Jagno, znów zadrgał głos Celiny, gdybyś powiedziała prosto, poradziłybyśmy sobie razem. Ale tym, co zrobiłaś, przekreśliłaś wszystko. Nie wiem, czy potrafię zapomnieć, iż próbowałaś rozbić mój związek

Rozumiem, Jagna otarła oczy. Nie oczekuję przebaczenia. Wpadłam w taki wir, iż myślałam, iż jak Tobie trochę ubędzie szczęścia, to mi się polepszy. Durne, wiem

Włodzimierz położył dłoń na ramieniu Celiny. Było minęło. Celinka, czy wystarczy Ci to wyjaśnienie?

Celina milczała przez chwilę, patrząc na zasmuconą, cichą Jagnę. Poczuła, jak żal i złość cichną, ustępując miejsca współczuciu.

Odpuszczam, bo wiem, iż to wynik cierpienia, a nie czystej złości powiedziała. Ale nie chcę przyjaźni pełnej rywalizacji i ukrytej żółci. Bądź dla siebie dobra, naucz się cieszyć szczęściem innych. Wtedy może będziemy mogły znowu być blisko.

Jagna kiwnęła głową, pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.

Dziękuję, iż mnie wysłuchałaś. I przepraszam, iż zabrakło mi odwagi, by Ci powiedzieć wszystko wprost.

Celina z Włodzimierzem wyszli. Na zewnątrz powoli zapadł wieczór, pod latarniami błyszczał mokry bruk, a zapach jesiennych liści mieszał się z wilgocią. Celina głęboko wciągnęła powietrze.

Czuję się pusta wyznała, wtulając się w ramię Włodka. Wszystko się wyjaśniło, ale czuję stratę. Jakby coś cennego się urwało.

To naturalne, objął ją Włodzimierz, przytulając mocno. Zdrada boli, ale teraz wiesz prawdę. Masz mnie obok nie jesteś sama.

Tak, uśmiechnęła się przez łzy, ale już z nową iskrą w oku. Idziemy dalej. Razem.

Ruszyli przed siebie. Z każdym krokiem Celine czuła, jak ciężar powoli znika. Wiedziała, iż czeka ją jeszcze dużo pracy nad sobą i relacjami, ale u boku szedł ktoś, kto widział ją taką, jaką naprawdę była. I był gotów kroczyć razem, cokolwiek by się działo. A to w tamtych czasach, oznaczało najwięcej.

Idź do oryginalnego materiału