Dziennik Jana
Nigdy nie marzyłem o wyjeździe z rodzinnej wsi do miasta. Uwielbiałem przestrzeń, rzekę, pola i lasy oraz moich sąsiadów. Postanowiłem zostać rolnikiem, hodować świnie i sprzedawać mięso a z czasem, jeżeli się powiedzie, planowałem rozwinąć swoje gospodarstwo. Marzyłem, iż wybuduję duży dom samochód już miałem, chociaż był stary i niepozorny, a pieniądze po sprzedaży babcinego domu zainwestowałem w biznes.
Miałem też jeszcze jedno wielkie marzenie: ożenić się z Marysią i uczynić ją gospodynią mojego domu. Byliśmy już razem parą, ale Marysia widziała, iż początki w gospodarstwie nie są proste, nie miałem wielkich pieniędzy, a dom dopiero zacząłem stawiać.
A ona piękność jak z obrazka. Chyba choćby nie planowała osiągnąć czegoś w życiu sama.
Po coś mi ta uroda? Niech mąż mnie utrzymuje, muszę tylko znaleźć takiego, co wszystko mi zapewni. Piękność ma swoją cenę śmiała się do swoich przyjaciółek.
Janek buduje dom, samochód ma, tylko trzeba poczekać, pewnie jeszcze się rozkręci mówiła jej serdeczna koleżanka Zosia.
A ja bym chciała wszystko na już! fukała rozkapryszona Marysia ileż można czekać, Janek przecież nie ma pieniędzy.
Kochałem ją, choć czułem, iż jej uczucia do mnie to nie do końca to, czego bym pragnął, jednak miałem nadzieję, iż z czasem mnie pokocha. Wszystko by się pewnie ułożyło, gdyby do naszej wsi nie przyjechał Artur. Pojechał z kolegą do swojej babci na wakacje. Na miejscowe dziewczyny patrzył z góry, w klubie wręcz się nudził, dopóki nie zobaczył pięknej Marysi.
Marysia na początku nie zwracała na nieznajomego większej uwagi, ale kiedy się dowiedziała, iż pochodzi z bogatej rodziny, a jego ojciec jest w mieście znanym urzędnikiem, od razu przełączyła swoją sympatię na Artura. Był od niej starszy, miał doświadczenie w kobietach, potrafił pięknie mówić i zabiegał o nią, obsypując ją kwiatami Marysia wiedziała, iż takich bukietów nie dostanie się w naszej wsi i domyśliła się, iż zamawia je dostawą z miasta, co odpowiednio doceniła.
Patrzyłem z zazdrością, jak Marysia przyjmuje od Artura kwiaty.
Nie bierz od niego bukietów, po co mnie drażnisz? próbowałem jej tłumaczyć.
Oj, przestań, to tylko kwiaty, czemu się wściekasz?
W końcu nie wytrzymałem i podszedłem do Artura:
Przestań dawać kwiaty Marysi, to moja dziewczyna i mam wobec niej swoje zamiary.
Artur machnął ręką, nie chciał choćby słuchać, zaczęła się szarpanina; dobrze, iż moi koledzy nas rozdzielili. Po tym wydarzeniu relacje z Marysią ostygły. Marysia mnie unikała, ja też czułem żal. Ona dobrze wiedziała, iż Artur jest tylko na miesiąc we wsi, potem pojedzie i ślad po nim zaginie.
Muszę coś wykombinować i wyjechać z nim do miasta. Tutaj nic mnie już nie czeka, trzeba działać gwałtownie myślała.
Zaciągnęła Artura do siebie pod byle pretekstem, rodzice byli wtedy na bazarze w mieście. Tak wszystko zaplanowała, by rodzice przyłapali ich razem. Oboje leżeli rozgrzani w łóżku, gdy do domu weszli jej rodzice. Matka oniemiała, ojciec był wściekły.
Co tu się wyprawia?! krzyknął ojciec, patrząc na nich.
Marysia spuściła głowę, a Artur stał jak skazaniec.
No dobrze. Artur, teraz musisz poślubić naszą córkę, albo pożałujesz. Chodź ze mną do pokoju fuknął ojciec.
O czym rozmawiali, nikt nie wie, ale już następnego dnia młodzi pojechali do urzędu, z ojcem Marysi, a jej matka przygotowywała ją do wyjazdu do miasta. Wieść rozniosła się po całej wsi, wszyscy plotkowali. Ja byłem zdruzgotany, choć na zewnątrz po sobie niczego nie pokazywałem.
Artur sam siebie przeklinał.
Po co było mi to wszystko, czemu uległem urokowi dziewczyny ze wsi. Nie taka naiwna, jak się wydawała, przebiegła i cwana.
A Marysia ciągle marzyła, iż w mieście znajdzie szczęście i życie jak z bajki:
Nic to, pokocha mnie, dzieci mu urodzę, będzie jeszcze dumny, iż tak się stało, tylko jak mnie przyjmą jego rodzice? zamyślała się.
Ale ku jej zdziwieniu, Artura rodzice bardzo się ucieszyli, iż przywieźli taką miłą i swojską narzeczoną, bo dość mieli miejskich panienek, których interesowały tylko pieniądze.
Wejdź, Marysiu, nie krępuj się, czuj się jak u siebie powitała ją serdecznie jego mama, Krystyna, a ojciec, pan Andrzej, tylko się uśmiechał.
Marysia starała się być dobrą gospodynią. Mieszkanie wielkie, cztery pokoje, przyjęto ją ciepło. Artur powoli docenił jej starania i uznał, iż jednak nie jest tak wyrachowana, jak sądził.
Fakt, złapała mnie na ślub, ale wygląda na to, iż naprawdę wierzy, iż będziemy szczęśliwi myślał Artur, choć sam w to nie wierzył. Nie prowokuje pytań, chyba czuje się winna, do wsi wracać nie zamierza, charakter chowa pod korcem.
Snując plany na przyszłość, miał nadzieję na szalone życie pośród koleżanek z miasta. Ale nagle Marysia zaskoczyła wszystkich przy kolacji wyznaniem:
Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko
Gratulacje, Marysiu, już dawno marzyliśmy o wnuku! cieszyła się Krystyna, a Artur zrozumiał, iż teraz nie ma co mówić o tym, iż ciąża nie w porę.
Niedługo potem odbył się ślub. Rodzice podarowali im mieszkanie, umeblowane. Po ślubie widziałem, iż Artura zupełnie nie cieszyło, iż zostanie ojcem.
Nic to, jak zobaczy syna, wszystko się zmieni myślała Marysia, nie wiedząc, jak bardzo jej mąż jest już wewnętrznie rozdarty.
Po ślubie Artur rzucił się w wir delegacji.
Taka praca, ciągle muszę wyjeżdżać tłumaczył się, a Marysia ufała mu, nie mając pojęcia o jego prawdziwym zajęciu.
Nie żaliła się rodzicom, iż mąż ciągle znika, nocuje poza domem. Po prostu czekała i szykowała obiad na jego powrót. Tęskniła jednak i za wsią, i koleżankami, coraz częściej też wspominała mnie.
Zaczęła wątpić, czy jej wybór był słuszny, a gdy pytała męża, czy ją kocha, ten odpowiadał wymijająco. Krystyna widziała, iż synowa jest smutna, wiedziała, iż Artur nie jest dobrym mężem.
Gdy urodził się syn, wszyscy się cieszyli. Artur najpierw się wzruszył, ale to nie trwało długo. Płacz dziecka, pieluchy i brak snu gwałtownie budziły w nim irytację. Marysia też już nie miała siły gotować wymyślnych obiadów. Artur miał wszystkiego dość, uciekał z domu.
Szybko też zobaczył, iż jego koleżanki z miasta stronią od żonatego mężczyzny.
Co ja teraz zrobię z tą wieśniaczką? Żadnego wykształcenia, do pracy się nie nada, przecież nie poślę jej na kasę w sklepie czy sprzątanie. Reputację rodziny muszę chronić. Pewnie taniej by mnie wyszły alimenty…
Miał stałą partnerkę na boku Katarzynę miała własne mieszkanie, była przy kasie, dzieci nie chciała. Tam u niej odpoczywał, wyjeżdżali za miasto, bawili się.
Kasiu, choćby nie wiesz, jak mnie ten domowy rozgardiasz dobija. Żony nie kocham, dziecko mnie denerwuje, Marysia to wciąż wieś i tyle, mam tego dość. Jak mam się z nią gdzieś pokazać, jak ona o niczym innym niż o krowach nie rozmawia.
Marysia zaczęła podejrzewać, iż nic z jej rodzinnego szczęścia z Arturem nie będzie. Coraz częściej wyczuwała, iż ma kogoś na boku często wracał do domu z zapachem obcych perfum, czasem ze śladami szminki na ubraniu, był coraz bardziej rozdrażniony, krzyczał na syna, a choćby na nią, raz chciał ją uderzyć.
Zadzwoniła ze skargą do swojej mamy, ale usłyszała tylko:
Nikt cię do ślubu z Arturem nie zmuszał. Sądziłam, iż wyjdziesz za Janka, sama wybrałaś i teraz ponosisz konsekwencje. Jak się nasycisz tego życia, to wracaj, ale definitywnie, bez wahania.
Marysia była załamana, ale pewnej nocy, gdy Artur spał, podglądnęła jego telefon. Zobaczyła wiadomości od Katarzyny i zaniemówiła Z żalem poszła z tym do teściowej, ta pogroziła jej:
Pamiętaj, Marysiu, jak przyjdzie ci do głowy rozwód odebrzemy ci syna. Wiesz, jakie mój mąż ma znajomości. Choć Artur nie jest dobrym ojcem, to jednak jego stać na wszystko, a ty masz tylko podstawówkę i żadnego zawodu. Co możesz zaoferować dziecku?
Kiedy syn miał gorączkę, ząbkował, a Artura denerwował jego płacz w tym czasie Katarzyna wysyłała SMS-y, żądając, by władał wreszcie domem i przyjechał do niej. Artur odpisał, iż przyjedzie, jak syn się uspokoi i żona zaśnie. Ona napisała: Podaj im to, co ci dałam, usną szybciej.
Artur poszedł do łazienki, zostawiając telefon na stole, Marysia przeczytała wszystko. Przeraziła się.
A jeżeli naprawdę mi poda jakieś proszki co, jeżeli nas czymś otruł…
Zadzwoniła do mnie do Janka wyznała wszystko. Powiedziałem jej:
Przyjadę po was i zabiorę do domu.
Ale rodzice Artura grożą, iż zabiorą mi syna.
Nie przejmuj się, tylko straszą. Najpierw postaraj się uspokoić synka, niech Artur wyjdzie, a potem dzwoń, będę czekał w pobliżu.
Marysia ułożyła synka do snu, położyła się obok i udawała, iż śpi. Usłyszała, jak Artur zagląda do sypialni, potem wyszedł z domu. gwałtownie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, zadzwoniła do mnie. Przyjechałem od razu i zabrałem ją z synem na wieś, do siebie.
Artur wrócił dopiero następnego wieczora i zorientował się, iż żony z synem nie ma w domu. Zadzwonił do swojej matki.
Nie było u nas Marysi z wnukiem. Uciekła? Trzeba zadzwonić na policję zaniepokoiła się Krystyna.
Mamo, nie dzwoń, nie trzeba choćby mi ulżyło. Daj im spokój przekonywał ją długo. W końcu ustąpiła.
Minął czas. Ożeniłem się z Marysią po jej rozwodzie z Arturem. Mieszkaliśmy w dużym domu, a niedługo spodziewaliśmy się kolejnego dziecka. Marysia w końcu zrozumiała, iż to ja jestem jej prawdziwym szczęściem. I ja nauczyłem się, jak ważne są cierpliwość, rozsądek i miłość. Bo czasem po burzy naprawdę wychodzi słońce trzeba tylko umieć poczekać i nie bać się podać pomocnej ręki.












