Ivan i Maria, czyli opowieść o marzeniu o wielkim domu, miłości wystawionej na próbę, bogatym przyby…

polregion.pl 6 godzin temu

Dziennik Marii

Nigdy nie marzyłam o wielkim mieście, tak jak niegdyś Janek, który zawsze powtarzał, iż niczego mu tu nie brakuje. Uwielbiał nasze Mazury jeziora, pola, okoliczne lasy, serdecznych sąsiadów. Kiedy odebrał skromny majątek po babci, zainwestował wszystko w hodowlę świń. Wyobrażał sobie, iż z czasem postawi porządny dom, a starego malucha zamieni na coś nowszego.

Był jeszcze jeden jego plan chciał, żebym to ja, Maria, została panią tego domu. Chodziliśmy ze sobą, choć dostrzegałam, jak wszystko idzie mu powoli, a dom wciąż miał tylko fundamenty.

Lubię wyglądać dobrze, jestem dla wielu tu najładniejsza, ale szczerze? Nigdy nie planowałam walczyć o coś własnymi rękoma. Lubię powtarzać koleżankom:

Po coś mi ta uroda, niech mąż się o mnie troszczy. Trzeba znaleźć takiego, co wszystko mi załatwi. Moja uroda ma swoją cenę.

Przecież Janek buduje, samochód ma, tylko trzeba poczekać, aż mu się wszystko ruszy namawiała mnie Basia.

A ja bym chciała wszystko od razu! marudziłam, wydymając usta. Ile można czekać na cokolwiek od Janka? Przecież on pieniędzy nie ma!

Janek wiedział, iż bardziej liczę na wygodne życie niż na miłość do niego, ale miał nadzieję, iż pokocham go z czasem. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie przyjazd Pawła do naszej miejscowości. Przyjechał do babci z Warszawy z kolegą na wakacje. W klubie stał znudzony, patrząc z lekceważeniem na miejscowe dziewczyny, dopóki nie pojawiłam się ja.

Początkowo nie zwracałam na Pawła uwagi, ale dowiedziawszy się, iż pochodzi z majętnej rodziny, ojciec jest znanym urzędnikiem, gwałtownie przekierowałam zainteresowanie. Paweł był ode mnie starszy, lubił imponować, potrafił oczarować słowem i kwiatami. Kiedy wręczał mi piękne bukiety, wiedziałam, iż takie można dostać tylko z dostawą z miasta. Czułam się doceniona.

Janek zauważył, iż przyjmuję podarunki od Pawła, i wściekał się:

Nie bierz od niego tych kwiatów, po co mnie drażnisz?

Przestań, to tylko kwiaty, czemu się tak gotujesz?

Janek w końcu stanął z Pawłem twarzą w twarz:

Przestań kupować kwiaty Marii, bo to moja dziewczyna i mam wobec niej swoje plany.

Skończyło się na bójce, dobrzez iż chłopaki Janka ich rozdzielili. Od tego dnia między mną a Jankiem pojawiła się przepaść. Zaczęliśmy unikać siebie wzajemnie. Wiedziałam, iż Paweł jest tylko przejazdem na wakacjach, a potem wraca do Warszawy.

Rozmyślałam: Muszę coś wymyślić, żeby Paweł zabrał mnie ze sobą do miasta. Nie ma tu dla mnie przyszłości, a czas goni

Zaplątać Pawła w domową sytuację nie było trudno. Rodzice pojechali na targ, wszystko obliczyłam idealnie: wiedziałam, iż tata, chłop uparty, przyjdzie bez zapowiedzi. Zastał nas z Pawłem w dość kompromitującej sytuacji. Ja, roztrzepana, narzuciłam na siebie szlafrok, Paweł choćby jeszcze nie dopiął spodni. Rodzice stali jak wryci.

Co tu się dzieje?! rozgniewany ojciec gromił nas wzrokiem.

Wszystko jasne. Paweł, teraz musisz się ożenić z naszą córką, inaczej pokażę ci, ile jestem wart zagroził.

Co było za drzwiami, nikt nie wie, ale następnego dnia pojechaliśmy wszyscy do Urzędu Stanu Cywilnego w Olsztynie. Mama szykowała mnie do wyjazdu do stolicy. Wieść gwałtownie obiegła całą wieś. Janek bardzo to przeżył, ale starał się tego nie okazywać.

Paweł w duchu złorzeczył sobie:

Po co mi to było? Taka wiejska dziewczyna, a okazała się sprytniejsza niż przypuszczałem.

A ja tylko powtarzałam sobie:

Będzie dobrze. Urodzę mu dzieci, pokocha mnie w końcu, będzie dumny. interesujące jak przyjmą mnie jego rodzice?

Nieoczekiwanie rodzice Pawła byli bardzo zadowoleni, iż znalazł dziewczynę spoza miasta, ładną i pracowitą. Te miejskie panienki, które przyprowadzał, interesowały się tylko pieniędzmi. A ja wiadomo, i ugotuję, i posprzątam.

Siadaj, Marysiu, rozgość się u nas witała mnie serdecznie teściowa Zofia, a Mieczysław, ojciec Pawła, też patrzył życzliwie.

Starałam się być dobrą żoną. Mieszkaliśmy w przestronnym mieszkaniu, rodzice Pawła traktowali mnie jak córkę. Paweł powoli zaczął mnie doceniać, choć miałam wrażenie, iż ślub ciągle uważa za moją pułapkę.

Po jego ślubnych planach i tak wiedziałam swoje. Miasto pełne było jego koleżanek i atrakcji. Jednak gdy przy kolacji oświadczyłam:

Jestem w ciąży. Będziemy mieli dziecko

Zofia prawie popłakała się ze szczęścia. Paweł wiedział, iż o rozmowach nie w porę nie ma już mowy.

Ślub był skromny, rodzice podarowali nam mieszkanie z wyposażeniem. Po ślubie widziałam, iż Paweł nie cieszył się z zostania ojcem.

Gdy pojawi się dziecko, Paweł się zmieni, wreszcie zrozumie, czym jest szczęście powtarzałam sobie naiwnie, nie wiedząc, jak bardzo się mylę.

Po ślubie Paweł rzucił się w wir zabaw. Mówił mi:

Praca nie pozwala mi być w domu, ciągle te delegacje.

Uwierzyłam. choćby nie wiedziałam, czym się dokładnie zajmuje. Nie narzekałam rodzicom ani teściom, po prostu czekałam. Gotowałam mu smaczne posiłki, sprzątałam całe mieszkanie i tęskniłam Za domem, Mazurami, rodzicami i, co zaskakujące, coraz częściej wspominałam Janka.

Zaczęłam mieć wątpliwości, czy dobrze wybrałam. Na pytanie, czy mnie kocha, Paweł zbywał temat. Teściowa Zofia widziała, iż jestem nieszczęśliwa.

Narodziny syna przyniosły wszystkim radość. choćby Paweł przez chwilę był wzruszony. gwałtownie jednak znudziły go pieluchy, płacze i niewyspanie. Byłam przemęczona, nie wyrabiałam się z domem. Paweł chciał uciec.

Wkrótce Paweł odkrył, iż jego stare znajome nie chcą mieć do czynienia z żonatym facetem.

Co za żona wiejska I co ja jej załatwię bez wykształcenia? Nie chcę, by była sprzątaczką albo handlowała na bazarze. Co ludzie powiedzą? Lepiej byłoby płacić alimenty

Miał już kogoś na boku, Katarzynę kobietę z własnym mieszkaniem i dobrą pracą, o dzieciach nie chciała słyszeć. Tam Paweł się relaksował, bawili się, wyjeżdżali.

Kasiu, nie masz pojęcia, jak mam dość domowego rozgardiaszu. Żony nie kocham, syn mnie denerwuje. Marysia no, ładna, ale wieśniara. Do ludzi z nią choćby nie wyjdę.

Zaczęłam podejrzewać, iż Paweł mnie zdradza. Do domu wracał pachnący nieznanymi perfumami, czasem z plamkami szminki. Był złośliwy, krzyczał na mnie, był coraz bardziej opryskliwy. Próbowałam porozmawiać z mamą przez telefon, a ona tylko:

Nie zmuszaliśmy cię do wyjścia za Pawła. Myśleliśmy, iż będziesz z Jankiem. Sama się zdecydowałaś, teraz pij własne piwo. Jak się nasycisz, wracaj, ale już na zawsze…

Czułam się zgnieciona. Przez przypadek zobaczyłam, jak Paweł w nocy, nieświadom, zostawił telefon czytałam wiadomości do Katarzyny i aż przestałam oddychać. Powiedziałam o wszystkim Zofii. Ona tylko:

Pamiętaj, jakbyś chciała rozwodu. Na pewno odbierzemy ci dziecko wiesz, jakie znajomości ma mój mąż. Jakkolwiek by nie było, Paweł to ojciec, ma pieniądze, mieszkanie, a ty? Co możesz zapewnić dziecku bez pracy i wykształcenia?

Sytuacja się pogarszała. Syn miał gorączkę, ząbkował, Paweła nie było, a od Katarzyny dostawał wiadomości: Daj im to, co ci dałam, zasną szybko.

Przestraszyłam się. A jeżeli naprawdę da to dziecku?! Zadzwoniłam do Janka:

Chcę wrócić, boję się o syna.

Przyjadę po ciebie i zabiorę z powrotem na Mazury obiecał Janek. Rodzice Pawła tylko cię straszą. Układaj się do snu z synkiem, jak Paweł pójdzie, dzwoń. Będę czekał na zewnątrz.

To była najdłuższa noc w moim życiu. Ukołysałam synka, udając, iż śpię razem z nim. Paweł zaglądał do pokoju, a potem w końcu wyszedł z domu. gwałtownie spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i zadzwoniłam po Janka. Przyjechał błyskawicznie. Odwieźliśmy się do jego domu, na Mazurach.

Paweł wrócił do pustego mieszkania dopiero wieczorem. Zadzwonił do rodziców.

Nie, synku, nie przyszedł nikt z Marią i dzieckiem przez cały dzień. Uciekła? Zaraz dzwonię na policję! powiedziała przestraszona Zofia.

Mamo, nie dzwoń nigdzie. choćby się cieszę, iż uciekła. Mam jej i syna dosyć. Niech żyje, jak chce. Proszę cię… długo ją przekonywał, aż się zgodziła.

Minął czas. Po rozwodzie wyszłam za Janka. Po niecałym roku nasza rodzina znowu miała się powiększyć. Wtedy po raz pierwszy czułam, co to znaczy szczęście prawdziwe szczęście przy Janku.

Idź do oryginalnego materiału