
Zdarzają się takie chwile kiedy wycofujemy się z działania bo potrzebujemy tymczasowego odizolowania się, przetrawienia czegoś, by np. poradzić sobie z trudnościami albo dojść do ładu z samym sobą. Świat zewnętrzny przygasa, mniej nas zajmuje. Potrzebujemy spędzać więcej czasu w samotności, życiowe tempo zwalnia na jakiś czas. Niby nic się nie zmienia a jednak, w środku nas tyle się dzieje. Niczym gąsienica w stadium kokonu chowamy się i przykrywamy warstwą ochronną po to, aby móc wewnątrz siebie przejść jakąś istotną dla nas, niekoniecznie zawsze spektakularną, ale jednak ważną, transformację. Nie ma w tym nic złego, to naturalny proces poznawczy nim przejdziemy do działania, najpierw potrzebujemy etapu kontemplacji. Oczywistym jest, iż każdy pokonuje ten etap w indywidualnym tempie. Dobra wiadomość jest taka, iż w kokonie nie da się być wiecznie – z czasem następuje powrót do życia w formie mniej lub bardziej dojrzałego motyla ... 😊













