Większość osób jedzie w Tatry wtedy, kiedy wszyscy. W piątek po pracy, z powrotem w niedzielę wieczorem. Taki plan wydaje się najprostszy, ale ma swoją cenę, i to w dosłownym sensie. Wystarczy przesunąć przyjazd o dwa, trzy dni, żeby zobaczyć Podhale w zupełnie innym wydaniu. Ten sam hotel, te same szczyty i ta sama woda w basenach, a wrażenia z pobytu zupełnie inne. Przyjrzyjmy się, skąd biorą się te różnice i komu taki wariant opłaca się najbardziej.
Weekend pod Tatrami ma ukryte koszty
Rachunek za nocleg to tylko część wydatków. W piątek po południu zakopianka potrafi stać od Lubnia niemal do Nowego Targu. Trzy godziny w korku to paliwo, nerwy i stracony wieczór. W niedzielę scenariusz powtarza się w drugą stronę. Z dwóch dni wypoczynku zostaje realnie półtora. Tłok na drogach dojazdowych rzadko trafia do kalkulacji przy rezerwacji, a powinien.
Do tego dochodzą kolejki. Na parkingu przy Palenicy Białczańskiej w sobotę o ósmej rano zaczyna brakować miejsc. W popularnych lokalach w Zakopanem na stolik czeka się nieraz pół godziny. Krótki wypad zamienia się wtedy w logistyczne zadanie, a nie w odpoczynek. W poniedziałek czy środę te same miejsca obsługują gości bez pośpiechu. Kelner ma czas doradzić, a w wypożyczalni nikt nie pogania przy przymierzaniu butów.
Dlaczego ceny noclegów spadają od niedzieli
Branża hotelowa działa według prostej zasady. Gdy chętnych jest więcej niż pokoi, stawki rosną. Noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę są oblegane przez większość roku. Od niedzieli do czwartku obłożenie wyraźnie maleje. Obiekty odpowiadają na to niższymi cenami w dni robocze i pakietami na kilka nocy. Poza feriami, świętami i długimi weekendami różnica sięga choćby kilkudziesięciu procent. Przy pięciu nocach dla rodziny robi się z tego kwota, za którą da się opłacić zabiegi albo kilka kolacji.
Wtorek w termach to inny świat
Najlepiej widać to w miejscach, które przyciągają tłumy. W sobotnie popołudnie w termach trudno o wolny leżak, a w saunach robi się ciasno. We wtorek baseny są przestronne, a w kabinie saunowej siedzi kilka osób. Termy BUKOVINA mają 12 basenów wewnętrznych i zewnętrznych oraz strefę saun Góralskie Łospary. W środku tygodnia korzysta się z nich tak, jak zostały pomyślane. Bez pośpiechu i bez szukania miejsca na ręcznik.
Goście Hotelu BUKOVINA mają tu jeszcze jedną przewagę. Na baseny schodzą prosto z pokoju, w szlafroku, z pominięciem kasy. Woda o temperaturze od 30 do 38°C jest taka sama w każdy dzień. Zmienia się tylko liczba osób, z którymi trzeba się nią dzielić. Bogata w minerały woda geotermalna dobrze rozluźnia mięśnie po całym dniu na szlaku.
Szlaki bez tłumu dają więcej niż wygodę
Kto szedł nad Morskie Oko w sierpniową sobotę, pamięta sznur ludzi na asfalcie. W środę ta sama droga odzyskuje swój charakter. Słychać potok, można przystanąć bez blokowania innych. Spokojniej jest też w schroniskach i na Rusinowej Polanie. Mniejszy ruch oznacza również swobodniejsze mijanie się na wąskich odcinkach, gdzie w tłoku łatwo o potknięcie. Na szlaku idzie się własnym tempem, a nie tempem kolumny przed sobą. Łatwiej też o zdjęcie bez obcych ludzi w kadrze i o miejsce na ławce przy schronisku.
Laptop w plecaku, czyli praca z widokiem na Tatry
Coraz więcej osób łączy wyjazd w góry z pracą zdalną. Taki model najlepiej działa właśnie od poniedziałku do piątku. Rano kilka godzin przy biurku w pokoju, w ciszy i bez porannych dojazdów. Po południu krótki szlak, rower albo basen. Wieczorem kolacja bez zmywania naczyń. Warunek jest jeden: stabilne Wi-Fi i spokojne miejsce do pracy, a w hotelu z dala od zgiełku o jedno i drugie łatwiej. Dla wielu osób to sposób, by naładować baterie bez brania urlopu na cały tydzień.
Komu najbardziej opłaca się wyjazd w dni robocze
Nie każdy może wziąć wolne w środku tygodnia. Grupa osób z taką swobodą rośnie jednak z roku na rok. Najwięcej zyskują:
- seniorzy, niezwiązani urlopem, którzy mogą wybrać najkorzystniejsze terminy;
- osoby pracujące zdalnie, łączące poranek przy laptopie z popołudniem na szlaku;
- rodzice dzieci przedszkolnych, jeszcze niezależni od kalendarza szkolnego;
- pary planujące dłuższy urlop, dla których tydzień od poniedziałku to pięć pełnych dni;
- miłośnicy zabiegów, bo w tygodniu łatwiej o dogodną godzinę w strefie wellness.
Jak ułożyć plan od poniedziałku do piątku
Dobry tygodniowy pobyt ma swój rytm. Poniedziałek najlepiej zostawić na spokojny dojazd i wieczór w ciepłej wodzie. Wtorek i środa sprawdzą się na dłuższe wycieczki, na przykład do Doliny Pięciu Stawów albo na Rusinową Polanę. Czwartek można poświęcić regeneracji, czyli saunom, masażowi i książce na tarasie. Więcej praktycznych argumentów za takim terminem zebrano w poradniku https://www.hotelbukovina.pl/blog/pobyt-w-gorach-w-tygodniu-dlaczego-bywa-spokojniejszy-i-tanszy-niz-weekend na blogu hotelu. Dobrze przeczytać go jeszcze przed wyborem dat. Przy kilku nocach opłaca się też wariant z obiadokolacją, bo wieczorem nie trzeba krążyć po Zakopanem w poszukiwaniu stolika.
Kiedy środek tygodnia nie daje przewagi
Reguła ma swoje wyjątki i trzeba o nich powiedzieć wprost. W czasie ferii zimowych, wakacji i świąt obłożenie jest wysokie każdego dnia. Podobnie wygląda długi weekend listopadowy czy majówka. Wtedy różnice cenowe między dniami tygodnia się zacierają. Ważniejsza od dnia przyjazdu staje się rezerwacja z wyprzedzeniem. Na terminy świąteczne i feryjne pod Tatrami chętni zgłaszają się choćby kilka miesięcy wcześniej. Poza tymi okresami przesunięcie wyjazdu choćby o jedną noc potrafi odmienić cały pobyt.
Ten sam hotel, inne wakacje

Weekend w górach też ma sens, zwłaszcza gdy nie ma innej możliwości. jeżeli jednak kalendarz daje trochę luzu, warto spróbować choć raz. Bukowina Tatrzańska leży na wysokości blisko 1000 m n.p.m. i w tygodniu ma wyjątkowo spokojny charakter. Rano panorama Tatr jest na wyciągnięcie ręki, wieczorem cisza robi się niemal namacalna. Wielu gości po takim wyjeździe nie wraca już do weekendowego schematu. Oszczędność jest miłym dodatkiem, ale prawdziwą wartością okazuje się tempo, które pozwala naprawdę odpocząć.
* Artykuł opublikowany we współpracy z Hotelem Bukovina





