Iga, urażona zachowaniem matki, postanowiła zamieszkać z dala od niej.
W ogóle mnie nie szanujesz!
Gniewne echo teściowej rozbrzmiewało w słuchawce, ogłuszając Kingę swoim donośnym oburzeniem.
Kinga westchnęła ciężko, czując ciężar wymagań kobiety, której głos brzmiał tak władczo i ostro. Przypomniała sobie chwilę przed własnym ślubem, gdy wydawało się, iż sama Opatrzność postanowiła się wtrącić i narobić zamętu w jej życiu. Matka narzeczonego, kobieta o surowych zasadach i niezachwianych przekonaniach, zachorowała na zwykłe przeziębienie, ale sądząc po jej słowach choroba przybrała rozmiary średniowiecznej zarazy, zdolnej zgładzić całą rodzinę.
Telefon zadzwonił rano, gdy do uroczystej chwili zostało już kilka czasu. Zaskoczenie gwałtownie zamieniło się w irytację ta wiadomość była kompletnie nie na miejscu. Teściowa zaproponowała przełożenie ślubu na kilka tygodni.
Jak to przełożyć?! Wszystko już ustalone: sala, goście Moi rodzice specjalnie przylecieli z Gdańska! zdziwiła się Kinga.
Iga milczała, słuchając narzeczonej, wiedząc, iż czeka ją trudna rozmowa z matką, której nikt dotąd nie śmiał się sprzeciwić. Ale teraz postanowiła postawić na swoim.
Mamo, przeziębienie to nie koniec świata. Rozumiem twoje obawy, ale nie możemy odwoływać wesela z tak błachego powodu.
Jej stanowczy głos zabrzmiał dla matki zupełnie obco. Kobieta wstrzymała oddech, słysząc takie słowa z ust córki, którą zawsze trzymała pod butem. W słuchawce rozległo się coś w rodzaju stłumionego szlochu, jakby matka walczyła z łzami wściekłości.
No dobrze, skoro wam na moim zdrowiu tak mało zależy Niech będzie po waszemu. Tylko pamiętajcie: jeżeli coś się stanie, to wy będziecie za to odpowiedzialni!
I głośne *klik* po drugiej stronie. W pokoju zapadła cisza, przerywana tylko nerwowym stukaniem palców Kingi o blat stołu.
Dłoń przyszłej teściowej lekko drżała, gdy zaciskała się na telefonie. Serce waliło jak oszalałe, ale myśl była jasna: nie mogą się bawić, kiedy ja cierpię!
Halo, Marysia? To ja. Słuchaj, wiesz musimy przełożyć wesele. Zachorowałam na grypę, więc trzeba poczekać parę tygodni. Tak, tak, Iga się zgadza, przecież martwi się o mnie.
Chwila ciszy, potem współczujący szept:
Ojej, biedaczko! No pewnie, zdrowie przede wszystkim!
Teściowa odetchnęła z ulgą. Kłamstwo nie było przyjemne, ale konieczne.
Kolejny numer:
Cześć, Basia! Tak, dobrze słyszysz. Niestety, musimy odwołać wesele. Strasznie źle się czuję, lekarz każe mi leżeć.
Basia aż jęknęła ze współczucia:
O matko, co za nieszczęście! Trzymaj się, kochanie!
Telefon dzwonił raz za razem, każda rozmowa brzmiała identycznie: Przykro mi, ale musimy przełożyć. Każdy reagował tak samo z przerażeniem i współczuciem.
Tylko mały głosik w głowie teściowej uparcie powtarzał, iż to zła droga, iż skrzywdzi córkę, rodzinę, a w końcu i siebie.
Po ostatnim połączeniu osunęła się ciężko na kanapę, wykończona psychicznie i fizycznie. Telefon wciąż drżał w dłoni, domagając się potwierdzenia decyzji. Po policzkach pociekły ciche łzy.
Wieczorem, gdy goście czekali już na uroczystość, okazało się, iż na sali są tylko najbliższe przyjaciółki Kingi, paru kolegów z pracy Igi i krewni, którzy rzadko widywali się z jej matką. Reszta po prostu zniknęła, usłuchawszy rady teściowej, choć oficjalnie nikt nie odwołał zaproszeń.
Kinga na moment zamarła, czując, jak świat wiruje wokół niej. Potem przyszła fala gniewu zmieszanego z poczuciem niesprawiedliwości.
Mimo wszystko atmosfera była radosna. Ludzie śmiali się, tańczyli, cieszyli chwilą, tworząc wyjątkową, ciepłą aurę.
Tymczasem daleko od sali weselnej teściowa siedziała sama w domu, płakała cicho i przeklinała los za upokorzenie. Jej złość powoli zamieniała się w samotność, która spływała na nią jak fala zalewająca brzeg.
Dla nich moje przeziębienie to nic? Głupstwo starej baby? Czy tak trudno okazać trochę współczucia własnej matce?
Krewni Igi, gdy poznali prawdę, poczuli się oszukani. Niektórzy otwarcie krytykowali zachowanie kobiety, inni woleli milczeć, bojąc się konfliktu.
Iga, dotknięta postępowaniem matki, postanowiła się wyprowadzić.
Wkrótce młodzi małżonkowie wyjechali do Poznania, z dala od teściowej i niemiłych wspomnień.








