
HARRY POTTER I INSYGNIA ŚMIERCI CZĘŚĆ 1
– To tylko fantazja – powiedziała przyjaciółka, gdy mówiłam, iż kolejne moje szare komórki umierają w trakcie oglądania „Harrego Pottera i Insygni Śmierci 1”. I ja ten argument rozumiem! Po prostu jestem za stara na opowieści dziwnej treści od Rowling.
Nasza trójka wybrańców szuka wspomnianych już insygni i to trochę po omacku. Najpierw jednak muszą się zmierzyć z przejętym przez zuoli Ministerstwem Magii. Brzmi fajnie? Tylko do tego momentu, w którym zaczniecie myśleć.
Bo – powiedzmy sobie szczerze – jak banda obdartusów, zuoli, mogła przejąć Ministerstwo Magii, gdzie pracują: a) bardzo potężni czarodzieje, b) jest ich w cholerę dużo?
No, ale dobra: mózgownico, przestań myśleć!
To powiedziawszy, zrobiłam sobie dwudniową przerwę od teamu Pottera i wyszło to filmowi na dobre XD.
Tym razem mózg nie myślał – to znaczy myślał, ale wolał robić bekę z głupoty bohaterów. Najmądrzejsza okazała się Hermiona (Emma Watson), a najgłupszy Potter (Daniel Radcliffe), a najszlachetniejszy Ron (Rupert Grint). Zresztą, z tym drugim to mamy motyw a’la Frodo.
A adekwatnie to trochę się zdecydować nie mogę, czy Frodem na miarę naszego niedorobionego pokolenia ma być Potter (to noszenie zuego naszyjnika!), czy jednak Ron (ten ciężar na szyi, te cienie pod oczami, gdy nosi naszyjnik, bo Hermiona tak zdecydowała!).
Decyzję pozostawiam Wam xD.
Niestety, w tym filmie jakiś turbo ładnych zdjęć nie ma, ale jest za to jedna dość dynamiczna scena ucieczki, która całkiem fajnie i realistycznie jest oddana. Widać, iż twórcy akurat na to mieli dość dobry pomysł.
Ogólnie niektóre sceny – miałam wrażenie – są jakieś takie losowe, ale może dlatego, iż oglądałam film partiami. A może nie, może po prostu narracja lekko się gdzieś pogubiła.
Tak czy siak nie polecam i zarazem szykuję się do starcia z ostatnią odsłoną Insygni. Ufff…











