Holandia: Komisja zatwierdziła eutanazję dwuletniego dziecka. Kraj przekroczył kolejną granicę

pro-life.pl 3 dni temu

Holenderska komisja oceniająca przypadki zakończenia życia u dzieci po raz pierwszy w historii zaakceptowała uśmiercenie dwulatka. To pierwszy udokumentowany przypadek zastosowania przepisów, które od 2024 roku pozwalają na eutanazję dzieci od roku do dwunastu lat. Sprawa pokazuje, dokąd prowadzi droga, którą Holandia poszła ponad dwadzieścia lat temu.

Chodzi o chłopca urodzonego przedwcześnie, w 26. tygodniu ciąży, podczas zagranicznego wyjazdu rodziców. Późniejsze badania wykazały u dziecka rozległe uszkodzenie mózgu. W wieku ośmiu miesięcy zdiagnozowano u niego dziecięce skurcze padaczkowe. W chwili śmierci miał niespełna 24 miesiące. Komisja oceniła jego wiek rozwojowy na około sześć tygodni. Nie mówił, a uszkodzenia mózgu odebrały mu też wzrok.

To małe dziecko, bezbronne, całkowicie zależne od dorosłych nie zostało otoczone opieką aż do naturalnego kresu. Zakwalifikowano je do procedury, którą holenderskie prawo nazywa „aktywnym zakończeniem życia”. Po imieniu trzeba to nazwać zabiciem.

Wątpliwości, które ustąpiły miejsca decyzji

Z dokumentacji wynika, iż decyzja wcale nie była oczywista. choćby dla systemu, który ją później zaakceptował. Lekarz prowadzący, po prośbie rodziców o zakończenie życia dziecka, zwrócił się o konsultacje do specjalistów spoza regionu. Ci zgodzili się, iż stan chłopca jest nieodwracalny. Mieli jednak wątpliwości czy cierpienie naprawdę jest „nie do zniesienia” i „bez możliwości złagodzenia”. Wskazywali na opiekę paliatywną i inne metody leczenia napadów.

Byli więc lekarze, którzy uważali, iż jeszcze coś da się zrobić, zamiast po prostu odebrać dziecku życie. Ich głos nie przeważył. Po kolejnej konsultacji uznano, iż „rozsądnej alternatywy” nie ma. I to wystarczyło, by komisja stwierdziła, iż lekarz mógł dojść do przekonania o „beznadziejnym i nie do zniesienia” cierpieniu.

Najpierw sen, potem śmierć

Za zgodą rodziców przeprowadzono procedurę. Komisja uznała, iż spełniono „wymogi należytej staranności”. Najpierw wprowadzono dziecko w sen, czyli sedacja od midazolamu i morfiny, potem propofol i tiopental. Język dokumentu jest chłodny, kliniczny. Rzeczywistość, którą opisuje, jest prosta: uśpiono dziecko po to, żeby już się nie obudziło, zmarło.

Prawo, które miało dotyczyć „wyjątkowych przypadków”

Przepisy obejmujące dzieci od pierwszego do dwunastego roku życia obowiązują w Holandii od 1 lutego 2024 roku. Zapewniano wtedy, iż będą dotyczyły tylko „niewielkiej grupy” nieuleczalnie chorych dzieci w terminalnej fazie. Decyzję ma podejmować lekarz razem z rodzicami i jeżeli to możliwe, po konsultacji z samym dzieckiem.

Jak dziecko o rozwoju sześciotygodniowego niemowlęcia miałoby wyrazić zgodę na własną śmierć? Ten zapis, który miał być gwarancją ostrożności, w praktyce okazuje się fikcją. Furtką, przez którą przechodzi się bez przeszkód, kiedy dorośli uznają, iż tak będzie „lepiej”.

Formalnie aktywne zakończenie życia przez cały czas jest w Holandii czynem zabronionym. Sprawa trafi jeszcze do prokuratury. Sama prokuratura przyznaje jednak, iż opinia komisji ma „duże znaczenie”. jeżeli lekarz działał z „należytą starannością”, śledztwo jest mało prawdopodobne. Prawo, które miało chronić najsłabszych, w praktyce staje się instrukcją, jak bezpiecznie odebrać życie, nie łamiąc procedur.

Kolejny krok po równi pochyłej

To pierwszy opublikowany przypadek zastosowania rozszerzonych w 2024 roku zasad wobec dziecka w wieku od roku do dwunastu lat. Regulacja od początku budziła w Holandii spory. Precedens pokazuje mechanizm znany z historii legalizacji eutanazji w tym kraju: to, co miało zostać wyjątkiem dla dorosłych umierających w cierpieniu nie do opanowania, z czasem obejmowało kolejne grupy, osoby z demencją, chorych psychicznie, a teraz małe dzieci, które nie są w stanie wyrazić własnej woli.

Życie ludzkie bez względu na niepełnosprawność, wiek czy prognozę ma godność, której nie nadaje ani nie odbiera lekarska ocena „jakości życia”. Cierpienie dziecka wymaga miłości, obecności i realnej opieki paliatywnej, a nie eliminacji cierpiącego. Państwo, które instytucjonalizuje zabijanie najbardziej bezbronnych obywateli, przestaje być stróżem życia. Staje się jego arbitrem.

Sprawa dwuletniego chłopca z Holandii to nie odosobniony incydent. To zapowiedź tego, co dzieje się, gdy społeczeństwo raz uzna, iż niektóre życia są „mniej warte przeżycia”.

Jb

Źródło: dorzeczy.pl/onet.pl

Idź do oryginalnego materiału