– Grzesiu, spójrz, jaką sukienkę kupiłam! Podoba ci się?
Grzegorz podniósł wzrok i się uśmiechnął.
– No to zakręć się! Bardzo ładna. Do twarzy ci w niej – powiedział czule.
– Mnie też się spodobała. Przeszukałam cały sklep, już myślałam, iż nic nie znajdę.
– A w ostatniej chwili zobaczyłam tę i zakochałam się.
– Na urodziny Krysi w lecie w niej pójdę.
– Nie, w tym nie idź – Grzegorz przybrał poważną minę.
– Dlaczego? – zmartwiła się Kasia.
– Bo będziesz ładniejsza od solenizantki. Tak nie można.
Kasia roześmiała się, a Grzegorz pomyślał, jaki piękny śmiech ma jego żona.
– Oj, daj spokój!
Podeszła do lustra i znów podziwiała zakup. Błękitna sukienka naprawdę jej pasowała.
Jej szare oczy wydawały się teraz jeszcze bardziej niebieskie.
Grzegorz patrzył na żonę i czuł ucisk w żołądku. Wciąż jej nie powiedział.
Nie wiedział, jak zacząć. Liczył, iż jakoś się ułoży.
– A kiedy mieliśmy jechać na wakacje? – spytała Kasia, patrząc na męża przez lustro.
– We wrześniu – odpowiedział ochrypłym głosem.
– Musimy przedtem poszukać kostiumów. Mam tylko dwa, to mało.
Grzegorz zamknął oczy. Prawdy dłużej nie dało się ukrywać.
– Kasieńko, usiądź, proszę – powiedział.
Kobieta odwróciła się, wciąż uśmiechnięta. Zobaczyła poważną twarz męża i uśmiech zgasł.
– Co się stało, Grzesiu? – spytała przestraszona.
– Mam złe wieści.
– Boże, nie męcz! Wszyscy żyją? Mama w porządku?
– Wszyscy zdrowi – uspokoił ją Grzegorz. Ujął jej dłonie.
– Moja firma zbankrutowała – powiedział.
Kasia patrzyła na niego, próbując to zrozumieć.
Pobrali się pięć lat temu. Grzegorz był starszy o dziesięć lat.
Wtedy Kasia szalała za nim, wiek nie miał znaczenia.
Jego interesy dopiero nabierały tempa, nikt nie mógł jej zarzucić, iż jest z nim dla pieniędzy.
Każdy, kto ich znał, widział, jak bardzo się kochają.
Byli jak dwie połówki jednej całości. Bez kłamstw, bez brudu.
Firma Grzegorza rozwijała się błyskawicznie po ślubie.
Zamienili ciasne mieszkanie na dom, kupili samochody, jeździli na wakacje.
Grzegorz uważał, iż mężczyzna po ślubie bierze na siebie utrzymanie rodziny.
Nie wiedział nawet, ile Kasia zarabia. Zwykle wydawała na siebie i drobne zakupy.
Głównym żywicielem był on. Tak czuł się lepiej.
Dziś miał powiedzieć o porażce.
Myślał nawet, iż jeżeli Kasia zechce odejść, to ją zrozumie.
– Od dawna tak jest? – spytała cicho.
– Od kilku miesięcy. Myślałem, iż się wygrzebię. Dziś ogłosiliśmy upadłość. Przykro mi.
Opuścił głowę, wstydził się spojrzeć jej w oczy.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – spytała z urazą.
– Nie chciałem cię w to wciągać.
– Grzesiu! Jesteśmy rodziną. W dobrej i złej doli, pamiętasz?
– Nie chciałem obciążać twoich kruchych ramion – westchnął.
– Dobrze – uśmiechnęła się i poklepała go po ramieniu. – Damy radę. Co planujesz?
– Muszę zrobić bilans. Znajdę pracę, jakąkolwiek.
– Okej – wstała z kanapy. – Sukienkę oddam.
– choćby o tym nie myśl! – zerwał się Grzegorz.
– Nic się nie stanie. Mam pełną szafę sukienek.
– Kosztuje tyle, co zakupy na dwa tygodnie. Teraz to ważniejsze – dodała.
– Jak się ułoży, kupię sobie inną, jeszcze ładniejszą.
Wieczorem zrobili budżet. Z pensją Kasi powinno wystarczyć na pół roku.
– W ostateczności sprzedamy jeden samochód – powiedziała.
– Od jutra szukam pracy. jeżeli trzeba, pójdę jako kurier – zapewnił Grzegorz.
Kasia milczała, wsparła głowę na jego ramieniu.
– Przejdziemy przez to razem – powiedziała wreszcie.
Grzegorz poczuł, iż ciężar staje się lżejszy.
Nie był sam. Miał ją.
I to było najważniejsze.













