A czym ci ta dziewczyna nie odpowiada, co? Przecież to porządna dziewczyna. Skromna, dba o porządek, dobrze się uczy. I kocha cię, Maria Ignacowa spojrzała na syna z wyrzutem.
Mamo, ogarnę to odpowiedział Tomek, tym samym kończąc niekończącą się rozmowę.
Maria wyszła z pokoju, kręcąc głową.
Ogarnie Ile on już tych dziewczyn miał Już pod czterdziestkę, a ciągle wszystko nie tak, nie tak Niedługo żadna mu nie będzie potrzebna myślała, wzdychając ciężko.
Synku, chodź na obiad zawołała Maria z kuchni.
Tomek od razu przyszedł, rozsiadł się przy stole i z apetytem zabrał się za maminy barszcz.
Dzięki, mamuniu. Jak zawsze pycha.
Lepiej żebyś to mówił żonie swojej, nie matce nie dawała spokoju Maria.
Mamo Tomek dopił kompot i już chciał wychodzić, ale matka zatrzymała go gestem.
Poczekaj, synku. Przypomniało mi się coś. Byłam kiedyś u wróżki. A ona mi od razu powiedziała:
Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.
Oj, mamo, nie wierz w takie rzeczy Tomek się uśmiechnął.
W życiu Tomka pojawiały się przeróżne kobiety, zarówno te ukochane, jak i takie, do których serca brakowało.
Aneta była bystra, oczytana i jak na swój wiek zaskakująco mądra. Dawała Tomkowi, starszemu od niej o dziewięć lat, rozsądne rady.
Na początku Tomek to choćby lubił, ale z czasem zaczął ją traktować bardziej jak starszą koleżankę. Nic ponad to. W tym związku wszystko było jakieś blade. Rozeszli się bez żalu.
Z kolei Marta miała ośmioletniego synka. Tomek nie potrafił nawiązać z nim kontaktu, chociaż Martę naprawdę kochał. Była śliczna, ale trudna w obyciu, uparta. Po każdej awanturze a były częste i zupełnie niepotrzebne próbował ją przepraszać prezentami. Ale coś ciągle nie grało. Chyba brakowało spokoju i stabilności.
Weronika wydawała się wręcz ideałem. Rzadko można spotkać taką kobietę…
Tomek choćby się zastanawiał, czy się z nią nie ożenić. Weronika była rozsądna, czysta, ułożona, wymagała, by rozmawiać z nią z wielką ostrożnością, można powiedzieć w białych rękawiczkach.
Zamieszkał choćby u niej, gotów zakładać rodzinę. Chciał mieć z nią przynajmniej dwójkę dzieci.
Jednak
Wrócił raz z delegacji wcześniej i zastał Weronikę w łóżku z byłym kolegą ze szkoły. Po prostu klasyk.
Tomek wrócił więc do mamy. Dał sobie spokój z tą całą romantyką.
Będę singlem. To w sumie niezły układ. Najpewniejsza rodzina jednoosobowa rzucił do mamy z ironią.
Maria tylko wzruszała ramionami i westchnęła:
Synku Naprawdę nie znajdziesz swojej drugiej połówki?
A jednak los się odezwał. I to niespodziewanie.
Tomek pojechał w kolejną delegację. W PKP zajął swoje dolne miejsce. Do przedziału weszła kobieta:
Przepraszam, młody człowieku, czy możemy się zamienić miejscami? Odda mi pan swoje dolne łóżko?
Jasne, nie ma sprawy odpowiedział Tomek.
Zlustrował kobietę wzrokiem nic nadzwyczajnego, ale coś w nim zadrżało. Może to ta jedyna?
Wskoczył na górną kuszetkę, przymknął oczy i zasnął.
Jak dobrze, iż pan już nie śpi. Zapraszam do stołu, poczęstuj się pan zagadnęła kobieta.
Tomek zszedł na dół. Pogadali.
Zofia przedstawiła się nieznajoma.
Tomek. Bardzo mi miło, Zosiu.
Rozmawiali przez całą drogę. Tomek czuł się przy niej swobodnie, nie musiał niczego udawać. Wydawało mu się, iż zna tę kobietę od zawsze.
Wymienili się numerami tak na wszelki wypadek
Minęło kilka tygodni i Tomek zatęsknił do głosu Zofii.
I zaczęło się Spotkania, czułości, obietnice
Nie mógł pojąć, jak tak długo potrafił żyć bez tej kobiety, mając już prawie czterdziestkę!
Wcześniej łatwo odcinał poprzednie związki, a tu zupełnie inaczej. Ani brzegu, ani granicy
Chciał zanurzyć się zupełnie w życiu Zofii.
Ona obdarzyła go czystą miłością, troską, zrozumieniem.
Po trzech miesiącach znajomości Tomek poprosił Zofię o rękę, oddając dosłownie całe serce na dłoni.
Tomek, jestem starsza od ciebie o siedem lat, mam trójkę dzieci. Mieszkamy w akademiku Zofia nie miała w sobie za grosz fałszu, powiedziała wprost.
I jesteś wdową. Zosiu, wiem o wszystkim. Widziałem twoje dzieciaki. Zamieszkacie ze mną. Już postanowione.
Kocham cię całą. Jesteś moją ostatnią i przypadkową kobietą Tomek pocałował Zofię.
Dobrze, Tomek, spróbujmy Zofia poczerwieniała.
Nie spróbujmy, Zosiu. My będziemy razem już zawsze, rozumiesz? Zawsze powiedział i ścisnął jej dłoń.
Maria, kiedy dowiedziała się o planach syna, tylko westchnęła:
No i wybrał Najmniej wyróżniającą się ze wszystkich
Minęło dziewięć miesięcy i w rodzinie pojawiło się słoneczko. Córeczka.
Tomek cieszył się i martwił o Zofię żeby dała radę. Słoneczne dziecko to wielkie wyzwanie.
Dziś ich córeczka ma już osiem lat. Cała rodzina ją uwielbia.
Tomek kocha Zofię nad życie.
Gorzko, a jednak szczęśliwieMaria, patrząc z okna na podwórko, gdzie Tomek właśnie uczył córkę puszczać latawca, po raz pierwszy od lat poczuła w sercu spokój. Dzieci Zofii śmiały się głośno, biegając wokół, a sama Zofia, z kubkiem herbaty, dołączyła do niej przy parapecie.
Pani Mario zaczęła nieśmiało.
Mów mi mamo, Zosiu. Jesteśmy już rodziną.
Obie kobiety uśmiechnęły się do siebie uśmiechem tych, które widziały wiele i w końcu znalazły wspólną przystań.
Tomek spojrzał w górę na matkę i żonę, pomachał im i posłał córeczce całusa na wiatr. Słońce zamigotało złotym refleksem w jej włosach. Maria zrozumiała, iż to, co kiedyś uważała za gorzkie szczęście, było po prostu innym smakiem euforii dojrzalszym, pełniejszym, przenikniętym czułością.
A Tomek? Dziś już nie szukał. Najlepsze rzeczy w życiu przychodzą przypadkiem czasem w przedziale pociągu, czasem zupełnie znienacka. I są prawdziwe, właśnie dlatego, iż nikt się ich nie spodziewał.
Ot, życie proste, śmieszne, trochę nieporadne, ale właśnie takie najłatwiej pokochać na zawsze.








