GORZKIE SZCZĘŚCIE
No i czym ci ta dziewczyna zawiniła? Przecież porządna dziewczyna. Skromna, pachnąca, uczy się dobrze. Ciebie kocha z wyrzutem spojrzała na syna Halina Januszewska.
Mamo, poradzę sobie Antoni jakby postawił kropkę w tej rozmowie, która nie miała końca.
Halina wyszła z pokoju.
Poradzi Tyle już dziewczyn przewinął Sam blisko czterdziestki. Jeszcze chwila i żadna mu już nie będzie potrzebna. Wiecznie coś mu nie pasuje myślała ciężko wzdychając.
Synku, chodź na obiad! zawołała Halina z kuchni.
Antoni zjawił się w sekundę. Z entuzjazmem zaczął pałaszować mamin barszcz.
Dzięki, mamusiu. Jak zwykle pierwsza klasa.
Lepiej jakbyś to żonie swojej mówił, a nie mnie Halina nie mogła dać za wygraną.
Mamo Antoni dopił kompot i już chciał zwiać z kuchni.
Poczekaj, synku. Wiesz, przypomniało mi się Byłam kiedyś u wróżki. I od progu mi powiedziała: Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.
Daj spokój, mamo, nie wierz w takie rzeczy Antoni wybuchnął śmiechem.
…Różne kobiety pojawiały się w życiu Antoniego ulubione i mniej ulubione.
…Alicja była bystra, oczytana, trochę choćby za mądra na swoje lata. Młodszy od Antoniego o dziewięć lat, a rady dawała, jakby dożyła setki. Na początku Antoniemu się to podobało, ale z czasem widział w niej bardziej starszą siostrę. Nic więcej. Wszystko było takie miałkie. Rozeszli się bez żalu.
Magda miała ośmioletniego synka. Antoni próbował się z nim dogadać, ale jakoś nie wyszło. Chociaż Magdę lubił. Piękna była, fakt, ale z charakterkiem. Uparciuch jakich mało. Każdą sprzeczkę próbował kuppić prezentami i własną, i Magdy winę. Kłótnie były o byle co. Czegoś zawsze w tym duecie brakowało. Może spokoju, może stabilności.
Weronika była prawdziwym ideałem. Takich kobiet ze świecą szukać Antoni już prawie się oświadczał. Weronika wydawała się idealna: rozsądna, czysta, poukładana. Rozmawiać z nią trzeba było, jak to się mówi, przez białe rękawiczki.
Antoni choćby zamieszkał u niej. Dzieci planował. I to nie jedno. Ale
Któregoś razu wrócił z delegacji, a Weronika w łóżku z dawnym kolegą z klasy. Klasyk.
Antoni wrócił do mamy. Dość już tych miłostek stwierdził.
Zostanę singlem. Najlepsza rodzina jednoosobowa ironizował przy herbacie z Haliną.
Halina tylko ramionami wzruszała i jęczała:
Serio nie znajdziesz swojej połowy, synku?
A tu niespodzianka los się znalazł. Ni z tego, ni z owego.
Pojechał Antoni w kolejną delegację. W pociągu zajął sobie dolne łóżko. Do przedziału weszła kobieta:
Panie, a może zamienimy się miejscami? Odda mi pan tę dolną koję? Bardzo proszę
Jasne zgodził się Antoni.
Przestudiował kobietę od butów po czapkę. Nic specjalnego, a jednak serce zabiło szybciej. Może to właśnie ta…?
Wspiął się na górę, przymknął oczy i przysnął
Jak dobrze, iż pan już wstał. Zapraszam do stołu. Częstuję się świergotała nieznajoma.
Antoni zszedł. Zaczęli rozmawiać.
Lidia przedstawiła się kobieta.
Antoni. Bardzo mi miło, Lidio.
Gadali do wieczora. Antoni czuł się z Lidią swobodnie, nie musiał prężyć muskułów, popisywać się dowcipem. Jakby znał ją całe życie.
Wymienili się numerami. Tak na wszelki wypadek.
Minęło kilka tygodni. Antoni stwierdził, iż musi znowu usłyszeć Lidię. I się zaczęło Spotkania, buziaki, obietnice przyszłości
Antoni już sam nie rozumiał, jak mógł żyć bez niej czterdzieści lat! Ze wszystkimi poprzednimi kobietami rozstawał się lekko a tu? Kompletnie stracił głowę.
Chciał się zanurzyć w życie Lidii bez reszty. Ta kobieta otoczyła go czułością, troską, zrozumieniem. Po trzech miesiącach znajomości Antoni poprosił Lidię o rękę – prosto z sercem na dłoni.
Antoni, ja jestem od ciebie starsza o siedem lat. Mam trójkę dzieci. Mieszkamy w akademiku Lidia nie potrafiła, nie chciała kłamać. Wszystko wyłożyła jak na tacy.
I jesteś wdową. Lidia, wiem o wszystkim. Znam twoje dzieci. Zamieszkajcie u mnie. Sprawa załatwiona. Kocham każdą twoją rzęsę, nie ma odwrotu. Jesteś moją ostatnią i przypadkową kobietą Antoni pocałował ją w usta.
Dobrze, spróbujmy Lidia odparła nieśmiało.
Nie, Lidio. Nie próbujmy. Będziemy razem do końca świata powiedział Antoni, łapiąc ją za rękę. Słyszysz? Do końca.
Halina, gdy dowiedziała się o planach syna, tylko westchnęła:
Wybrzydzał, wybrzydzał A wybrał najmniej wyróżniającą się z wszystkich
…Po dziewięciu miesiącach na świat przyszło słoneczko córeczka.
Antoni pękał z dumy i martwił się o Lidię. Żeby się nie załamała Słoneczne dziecko to wyzwanie bez końca.
…Teraz ich córka, Marysia, ma już osiem lat. Cała rodzina ją uwielbia.
Antoni też nie przestaje wielbić Lidię.
Gorzkie, ale jednak szczęścieCzasem, gdy dzień dobiega końca, Antoni stoi w oknie i patrzy na swoją rodzinę: Lidia czyta Marysi, starsi chłopcy rozmawiają o swoich sprawach, w kuchni pachnie zupa jego mamy. Z boku wszystko wygląda zwyczajnie a jemu serce rozsadza czułość. I czasami czuje to coś, o czym mówiła wróżka Halinie: szczęście, które nie da się przeliczyć na prostą radość. Trochę gorzkie, trochę słone, pełne zadrapań i blizn, ale jego wywalczone, wymodlone, niespodziewane.
Z tej codzienności, pełnej drobnych kłopotów i śmiechu, układa się opowieść, której nigdy nie chciałby zamienić na żadną inną. Czasem jeszcze żartuje przy stole:
No i co, mamo, miała ta wróżka rację? puszcza oko do Haliny, a Halina wyciera łzy ukradkiem.
Bo szczęście bywa gorzkie. Ale nie każdy ma tyle szczęścia, żeby to zrozumieć i pokochać właśnie takie.




