Gorycz na dnie duszy — „Już dawno dom dziecka za tobą płacze! Wynoś się z naszej rodziny!” – krzycza…

polregion.pl 2 dni temu

Gorycz na dnie duszy

„Już dawno dom dziecka cię woła! Wynoś się z naszej rodziny!” krzyczałem wtedy, aż głos mi się załamywał.

Obiektem mojego największego rozżalenia był kuzyn Michał.

Boże, jak ja go kochałem jako dzieciak! Lniane włosy, niebieskie jak chabry oczy, wesołe usposobienie. Cały Michał.

Często rodzina zbierała się przy świątecznym stole. Spośród wszystkich kuzynów, wyróżniałem właśnie Michała. Potrafił gawędzić jak mało kto, żartobliwie i z wdziękiem. Miał też ogromny talent plastyczny. Bywało, w jedną wieczór szkicował na gwałtownie pięć, czasem sześć obrazków ołówkiem.

Patrzyłem z podziwem, nie mogłem oderwać oczu od tych dzieł. Ukrytkiem zbierałem te rysunki i chowałem w biurku. Były dla mnie bardzo cenne.

Michał był starszy ode mnie o dwa lata.

Kiedy miał czternaście lat, nagle zmarła jego mama. Po prostu nie obudziła się

Pojawiło się pytanie: co z nim zrobić, gdzie go skierować? Najpierw wszyscy szukali jego ojca. Łatwo nie było go znaleźć, bo ojciec od dawna był po rozwodzie, z nową rodziną i nie chciał burzyć sobie życia.

Reszta krewnych wzruszała ramionami każdy miał swoje troski, swoje rodziny Nagle cała rodzina się ulotniła, ni widu, ni słychu.

Mając już dwoje własnych dzieci, moi rodzice zdecydowali się zostać opiekunami Michała. Jego mama była młodszą siostrą mojego ojca.

Na początku ucieszyłem się, iż Michał zamieszka z nami. Ale

Już pierwszego dnia jego pobytu coś mnie zaniepokoiło. Mama, chcąc ulżyć sierocie, zapytała:

Może masz na coś ochotę? Śmiało, mów, nie krępuj się.

Michał bez zastanowienia odpowiedział:

Kolejka elektryczna.

A trzeba wiedzieć, iż taka zabawka kosztowała wtedy krocie. Byłem tym życzeniem niemile zaskoczony! Pomyślałem: Przecież straciłeś matkę, a marzysz o zabawce Jak to możliwe?

Rodzice natychmiast spełnili życzenie Michała. Później poszło już gładko „Kupcie magnetofon, dżinsy, firmową kurtkę” To były lata osiemdziesiąte. Wszystko było drogie, trudno dostępne, a rodzice, ograniczając własne dzieci, spełniali prośby sieroty. Ja i brat rozumieliśmy sytuację, nie narzekaliśmy.

Gdy Michał skończył szesnaście lat, zaczęły się dziewczyny. Kuzyn był bardzo towarzyski. Co gorsza, zaczął podrywać i mnie swoją kuzynkę. Ale jako zapalony sportowiec umiałem unikać jego nieprzyzwoitych gestów. Nieraz zdarzyło nam się pobić. Płakałem przez niego nie raz.

Rodzice nic nie wiedzieli, nie chciałem ich martwić. O takich sprawach dzieci zwykle milczą.

Odprawiony przeze mnie z kwitkiem Michał natychmiast zaczął podrywać moje koleżanki. A one wręcz rywalizowały o jego względy.

Michał też potrafił kraść. Bezczelnie i bez skrupułów. Pamiętam, miałem skarbonkę. Odkładałem na prezenty dla rodziców, odmawiając sobie szkolnych śniadań. Pewnego dnia skarbonka pusta! Michał oczywiście wszystkiego się wyparł, choćby drgnięcie powieki, ani trochę wstydu. Moja dusza rwała się z bólu! Nie rozumiałem, jak można kraść w swoim własnym domu? Michał burzył naszą rodzinną równowagę. Ja się unosiłem, a Michał naprawdę nie rozumiał, o co mam żal. On był przekonany, iż wszystko mu się należy. Znienawidziłem go. I wtedy wykrzyczałem na cały głos:

Wynoś się z naszej rodziny!

Pamiętam jaką litanię mu wygarnąłem Tyle słów, iż w worek by nie pomieścił.

Mama ledwo mnie wtedy uspokoiła. Od tego czasu Michał przestał dla mnie istnieć. Ignorowałem go na każdym kroku. Później wyszło na jaw, iż reszta rodziny wiedziała, jaki jest z niego element. Mieszkaliśmy w innym rejonie miasta, a krewni mieli to blisko i sporo widzieli.

Byli nauczyciele Michała ostrzegali moich rodziców:

Niepotrzebnie bierzecie taki ciężar na siebie, Michał zepsuje i wasze dzieci.

W nowej szkole pojawiła się dziewczyna Grażyna. Ona pokochała Michała na całe życie. Zaraz po maturze wzięli ślub. Urodziła im się córka. Grażyna wszystko znosiła bez słowa jego wieczne kłamstwa, zdrady i humory. Jak to mówią: na pannie bieda tułała, a jak wyszła za mąż, to i przybyło.

Całe życie Michał wykorzystywał wielką miłość Grażyny, która jakby przyrosła do niego duszą.

Michał został powołany do wojska. Służył w Bydgoszczy. Tam dorobił się drugiej rodziny. Jak? Musiał ją założyć podczas przepustek. Po demobilizacji został w Bydgoszczy, bo urodził mu się tam syn.

Grażyna, bez wahania, pojechała do Bydgoszczy i zrobiła wszystko, by sprowadzić męża do domu.

Nigdy nie doczekaliśmy się od Michała słowa podziękowania. Chociaż przecież rodzice przyjęli go nie dla tego.

Teraz Michał ma sześćdziesiąt lat. Chodzi do kościoła, z Grażyną mają pięcioro wnuków.

Niby wszystko dobrze, ale gorycz po jego pobycie w naszej rodzinie została mi na zawsze

I z miodem bym jej nie przełknął.

Dziś wiem jedno nie zawsze bohaterem jest ten, kogo z dzieciństwa stawialiśmy na piedestale. Nie wystarczy mieć talent, uśmiech i błysk w oku, żeby być porządnym człowiekiem. Wierność wartościom w rodzinie jest ważniejsza niż najpiękniejszy rysunek.

Idź do oryginalnego materiału