W ostatnim felietonie ostro skrytykowałem skrajną prawicę, m.in. starego Kaczyńskiego, nawiedzonego Brauna, cwaniarę Zajączkowską, prymitywa Mateckiego i wykształconego chama Czarnka za sianie nienawiści, szczucie i podgrzewanie emocji, podział społeczeństwa oraz rozpowszechnianie propagandowych bredni. Natychmiast odezwał się obrońca Prawdziwych Polaków, prawdopodobnie Prawdziwy Polak. W liście do redakcji (czyt. str. 12) zmieszał mnie z błotem. Przedtem raczył zarzucić, iż Passa „utrzymuje się z pieniędzy warszawskich podatników”. Jak na Prawdziwego Polaka przystało walnął cepem na oślep, aby tylko sponiewierać i wyszydzić. To, iż Passa jest w 100 proc. gazetą prywatną i od pierwszego wydania w 2000 roku ma tyle wspólnego z warszawskimi podatnikami, co ja z chińskim baletem, jakoś do niego nie dotarło. Według Prawdziwego Polaka „moja facjata bardziej zachęca do zadzwonienia na policję, niż do choćby pobieżnej analizy mojego tekstu… kaptur, lekceważąco trzymany papieros, ciemne okulary i mina cwaniaka”.