Przez ostatnie dwadzieścia lat mieszkałam razem z córką Jolantą i jej mężem Piotrem, ale moje siły są już na wyczerpaniu.
Mam sześćdziesiąt pięć lat, jestem babcią siedmiorga wnucząt. Wiele osób mówi mi, iż jestem ogromną szczęściarą i z zewnątrz rzeczywiście tak to wygląda tyle dzieci, tyle radości. Jednak nikt nie wie, jak bardzo jestem już zmęczona ciągłą opieką nad nimi i codziennym ogłuszającym hałasem. Jolanta zdaje się nie dostrzegać, ile pracy kosztuje opieka nad taką gromadą
Kiedy pojawiła się na świecie szósta wnuczka, usiadłam z Jolantą do poważnej rozmowy. Nie przypuszczałam, iż przyjdzie mi tłumaczyć trzydziestopięcioletniej kobiecie podstawy antykoncepcji. Gdy ogłosili, iż spodziewają się siódmego dziecka, zakręciło mi się w głowie. Nasz dom ma pięć pokoi, a teraz mieszka nas w nim dziewięcioro.
Jolanta ma szczęście, iż przez całe życie pracowałam razem z moim mężem, aby zbudować większy dom i kupić trochę ziemi w okolicach Lublina. Teraz Piotr nazywa siebie rolnikiem; uprawia pola, a córka we wszystkim mu pomaga. Ja natomiast całe dnie spędzam w kuchni, gotując obiady dla tej klasy szkolnej. Dzieci rosną i każdy chce coś innego nikt nie zje wczorajszej zupy, wszystko musi być świeże.
Kiedy urodziła się szósta wnuczka, łudziłam się, iż Jolanta zauważy moje zmęczenie i iż będę miała w końcu więcej czasu w oddech, odpoczynek od krzyków, płaczu i pieluch. Ale wtedy wszystko znów potoczyło się nie tak, jak trzeba.
Cały czas pozostaję w kontakcie z moim bratem Andrzejem, który mieszka samotnie w Krakowie jego córka wyjechała do Londynu na stałe.
Któregoś wieczoru zadzwonił do mnie, prosząc żebym przyjechała. Miał poważne problemy zdrowotne i bardzo się nim martwiłam, ale prawdę mówiąc poczułam ulgę, iż mogę choć na chwilę wyrwać się z mojego kieratu. Teraz Andrzej czuje się lepiej, a ja po tych kilku tygodniach wakacji nie wiem, czy dam radę wrócić do domu i słuchać znów niekończących się okrzyków dzieci. Tutaj, w Krakowie, przypomniałam sobie jak bardzo kochałam kiedyś czytać książki, słuchać spokojnej muzyki, obejrzeć dobry film. Po raz pierwszy od lat poczułam, iż mogę cieszyć się końcówką życia, nie musząc czekać, aż moje wnuki się usamodzielnią. Nie mam jednak odwagi powiedzieć tego Jolancie
Dzisiaj córka zadzwoniła do mnie i zażądała, żebym jak najszybciej wracała, bo sama sobie nie radzi. Co powinnam zrobić? Stać się znowu częścią tamtego zamieszania, zrezygnować już na zawsze z siebie?















