Przez ostatnie dwadzieścia lat mieszkałem wraz z córką i jej mężem w naszym domu na Mazowszu, ale od jakiegoś czasu czuję, iż wyczerpałem już swoje siły i cierpliwość.
Mam 65 lat i jestem dziadkiem siedmiorga wnuków. Wiele osób może pomyśleć, iż to błogosławieństwo siedmioro wnucząt pod jednym dachem! Sam dawniej tak uważałem, gdyby tylko nie wiązało się to z codziennym doglądaniem tej gromadki i niemilknącym hałasem, który towarzyszy mi od rana do wieczora. Moja córka, Agnieszka, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, jak dużo dzieci już mają…
Kiedy przyszła na świat szósta wnuczka, usiadłem poważnie z Agnieszką przy kuchennym stole. Nigdy nie sądziłem, iż w wieku 65 lat będę musiał rozmawiać z własną dorosłą córką o antykoncepcji! A gdy ogłosili, iż na świat przyjdzie siódme dziecko, zakręciło mi się w głowie. Nasz dom, choć spory pięć pokoi musiał pomieścić teraz dziewięć osób.
Miało być inaczej. Ja z żoną całe życie ciężko pracowaliśmy, by postawić ten dom, kupić trochę ziemi pod Płońskiem. Teraz zięć, Marcin, nazywa się rolnikiem i uprawia naszą ziemię, Agnieszka pomaga mu w gospodarstwie, a ja cały dzień spędzam w kuchni, karmiąc tę moją własną miniklasę. Dzieci rosną, mają coraz większy apetyt. Nikt nie chce zjeść wczorajszego barszczu wszystko musi być świeże jak w porządnej polskiej kuchni.
Po narodzinach szóstej wnuczki miałem nadzieję, iż Agnieszka zrozumie mój punkt widzenia i da mi trochę wytchnienia. Miałem cichą nadzieję, iż chociaż czasem odpocznę od dziecięcego płaczu i przewijania pieluch, ale niestety los napisał inny scenariusz.
Cały czas miałem kontakt z moim bratem, Januszem, który żyje samotnie w Krakowie. Jego córka wyjechała do Wielkiej Brytanii, więc często dzwoniliśmy do siebie.
Pewnego razu zadzwonił i poprosił, żebym do niego przyjechał. Miał kłopoty ze zdrowiem. Bardzo się o niego martwiłem, ale jednocześnie poczułem ulgę. Wreszcie mogłem oderwać się od codziennego kieratu. Teraz Janusz ma się lepiej, a ja nie potrafię sobie wyobrazić powrotu do domu, gdzie czeka mnie gwar i harmider.
Przez ten czas zatrzymałem się u brata i przypomniałem sobie, jak bardzo lubię czytać gazety, słuchać polskiej muzyki i oglądać stare filmy. Nareszcie poczułem, czym może być spokojna starość nie musząc czekać, aż wnuki dorosną, żeby chociaż na chwilę odpocząć. Ale boję się powiedzieć o tym rodzinie…
Ostatnio Agnieszka dzwoni do mnie coraz częściej i prosi, żebym wrócił, bo nie daje już sobie rady sama. Siedzę więc przed oknem, patrzę na krakowskie Planty i zastanawiam się, co powinienem zrobić.
Nauczyłem się, iż choć rodzina jest najważniejsza, to i swoje granice trzeba stawiać. Czasem trzeba zadbać o siebie, żeby jeszcze móc być wsparciem dla innych.















