Fotografia to nie tylko obrazy, ale także narzędzia, materiały i techniki, które przez niemal dwa stulecia kształtowały sposób patrzenia na świat.
Karol Wilczyński – fotograf, kolekcjoner i twórca Małego Objazdowego „Muzeum” Fotograficznego – od lat gromadzi, naprawia i prezentuje historyczny sprzęt fotograficzny. W rozmowie opowiada o swojej drodze do fotografii, o kolekcjonowaniu aparatów, o pracy z dawnymi technologiami i o tym, dlaczego prywatne inicjatywy mogą dziś odegrać istotną rolę w ochronie dziedzictwa fotograficznego.
Mateusz Kiszka: Na początek chciałbym zapytać o twoją drogę do fotografii. Jak trafiłeś na Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu?
Karol Wilczyński: Moi rodzice są artystami, więc w pewnym sensie było dość naturalne, iż trafiłem do liceum plastycznego. Z czasem jednak okazało się, iż nie był to dla mnie najlepszy wybór. Szkoła funkcjonowała w bardzo instruktażowym modelu – nauczyciel mówił, jak coś powinno wyglądać i jak należy to zrobić. Po kilku latach przeniosłem się do prywatnego liceum plastycznego i to była ogromna zmiana.
Tam nauczyciele nie narzucali gotowych rozwiązań, tylko zadawali pytania: dlaczego robisz coś w ten sposób? czy nie warto spróbować inaczej? Nagle pojawiła się przestrzeń do myślenia i eksperymentowania.
Dzięki temu, kiedy później trafiłem na Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu, nie miałem poczucia gwałtownego przeskoku między szkołą a studiami. Już wcześniej pracowałem w podobnym trybie.
M.K.: Jak wyglądała praca nad fotografią na studiach?
K.W.: Jedną z najważniejszych rzeczy była metoda pracy nad projektem fotograficznym. Najpierw powstawał konspekt – trzeba było opisać pomysł, założenia i cel działania. Dopiero później wykonywało się zdjęcia. Na końcu następowała analiza: czy fotografie rzeczywiście realizują pierwotną ideę, czy może projekt w trakcie pracy rozwinął się w innym kierunku.
Często pojawiał się też tekst towarzyszący zdjęciom. Pojedyncza fotografia czasem potrafi obronić się sama, ale w przypadku rozbudowanego cyklu kontekst bywa ważny. Fotografie posiadają często rozbudowaną warstwę znaczeniową, która może być nieczytelna dla widza bez odpowiedniego słownego komentarza.
M.K.: Kiedy pojawiła się fascynacja sprzętem fotograficznym?

fot. Tobiasz Jankowiak
K.W.: Na początku w ogóle nie myślałem o kolekcjonowaniu aparatów. Sprzęt był po prostu narzędziem pracy. Na studiach fotografowałem głównie średnim formatem. Największym wydatkiem był zakup aparatu Mamiya RB67 Pro S – w tamtym czasie rozbudowany zestaw kosztował około dziesięciu tysięcy złotych.
Wielki format był wtedy poza moim zasięgiem finansowym, więc zacząłem szukać innych sposobów pozyskania sprzętu.
Trafiłem na możliwość kupowania w Czechach kartonów z częściami do starych aparatów. W jednym z takich kartonów znalazłem trzy niemal kompletne aparaty wielkoformatowe. Wszystkie przywróciłem do życia dzięki czemu miałem narzędzia do realizowania projektów fotograficznych w trzech formatach 10x15cm, 18x24cm i 30x40cm
M.K.: Jakie projekty powstały w tym czasie?
K.W.: Między innymi fotografie parków Poznania oraz cykl poświęcony drogom prowadzącym do miasta. Fotografowałem wielkim formatem i wykonywałem duże stykowe odbitki. Praca z takim aparatem wymaga zupełnie innego podejścia. Każde zdjęcie jest przemyślane i przygotowane. Ten proces spowalnia fotografowanie, ale jednocześnie pozwala zobaczyć więcej.
M.K.: Po studiach zajmowałeś się fotografią zawodowo?
K.W.: Tak, przez kilka lat pracowałem komercyjnie – robiłem zdjęcia ślubne i fotografie wnętrz dla hoteli, czy gospodarstw agroturystycznych. Później trafiłem do rodzinnej firmy mojego ojca, która zajmuje się produkcją przedmiotów z metali kolorowych. Miałem pomóc tylko przez kilka miesięcy, a zostałem na wiele lat. Paradoksalnie, właśnie wtedy fotografia wróciła do mnie w zupełnie innej formie.
M.K.: W postaci kolekcjonowania sprzętu?
K.W.: Jak już wspomniałem, na początku kupowałem stare aparaty głównie po to, by naprawić je i z nich korzystać. Wszystko zmieniło się podczas rozmowy z Adamem Krasickim w Obornickim Ośrodku Kultury, w którym niebawem miał odbyć się festiwal „Fotocooltura 2016”. Chciałem tam zaprezentować swoje prace, jednak Pan Adam zapytał mnie:

fot. Tobiasz Jankowiak
„Jakim sprzętem robisz takie zdjęcia i czy nie można byłoby pokazać ich wraz z fotografiami na wystawie ?”.
Zacząłem przygotowywać wystawę i okazało się, iż w moim niewielkim studio fotograficznym mam po szafach schowanych sześćdziesiąt osiem aparatów i wiele innych sprzętów fotograficznych. Po ustawieniu całego sprzętu w gablotach – pół żartem, pół serio – pomyślałem, iż skoro wygląda to jak muzeum, to może warto je pokazywać w różnych miejscach.
Tak powstało Małe Objazdowe „Muzeum” Fotograficzne.
M.K.: Na czym polega jego działalność?
K.W.: Organizuję wykłady, pokazy i warsztaty fotografii analogowej z wykorzystaniem historycznego sprzętu. Czasami przygotowuję wystawy we współpracy z muzeami czy domami kultury. Sprzęt trafia też na plany filmowe jako rekwizyty do produkcji historycznych.
Najważniejsze jest jednak dla mnie doświadczenie bezpośredniego kontaktu przedmiotu z zainteresowanym. Wtedy, gdy osoba może spojrzeć przez matówkę i zobaczyć obrócony obraz z prawa na lewo i w dodatku do góry nogami.
M.K.: Twoje muzeum funkcjonuje jednak inaczej niż instytucjonalne muzea.
K.W.: Tak, bo to inicjatywa oddolna. Nie mam fundacji ani dużego zaplecza instytucjonalnego. Największe problemy są trzy: czas, pieniądze i miejsce. Pracuję zawodowo, więc „muzeum” rozwijam głównie w wolnym czasie. Do tego dochodzi kwestia przechowywania sprzętu – aparaty, powiększalniki i archiwa zajmują ogromną przestrzeń.
M.K.: Masz też dość krytyczne zdanie o systemie muzealnym w Polsce.
K.W.: Moim zdaniem przepisy muzealne są bardzo archaiczne. Nie mówię o konkretnych muzeach – często pracują tam świetni ludzie – ale o systemie prawnym, który powstał w zupełnie innych realiach. Paradoks polega na tym, iż wiele muzeów powstało dzięki prywatnym kolekcjonerom, którzy przekazywali swoje zbiory instytucjom publicznym. Tymczasem, dziś prywatny kolekcjoner adekwatnie nie ma możliwości funkcjonowania w tym systemie.
M.K.: Twoja kolekcja obejmuje bardzo szeroki zakres historii fotografii.

fot. Tobiasz Jankowiak
K.W.: Najstarszym obiektem jest dagerotyp z lat czterdziestych XIX wieku. jeżeli chodzi o akcesoria, jednym z najstarszych jest obiektyw Lerebours et Secretan z lat pięćdziesiątych XIX wieku. Aparaty i akcesoria znajduję w różnych miejscach – na strychach, targach staroci, u handlarzy czy innych kolekcjonerów. Czasem ktoś dzwoni i mówi:
„Mam karton części po aparatach, może pana zainteresują?”.
Nigdy nie wiadomo, na co się trafi.
M.K.: Masz w kolekcji szczególnie niezwykłe obiekty?
K.W.: Jest ich sporo. Na przykład rotacyjna migawka Lancastera z końca XIX wieku czy też olbrzymia porcelanowa kuweta firmy Villeroy & Boch lat siedemdziesiątych XIX wieku. Mam też prototypowe obiektywy do aparatu Ostrowid firmy Kamera Polska z Chodzieży – na świecie są znane trzy egzemplarze, z czego dwa znajdują się w MOMF. Można by tak dłuższą chwilę wymieniać. Każdy taki obiekt jest jak fragment historii techniki fotograficznej.
M.K.: Jak patrzysz na współczesną fotografię w epoce cyfrowej?
K.W.: Nie mam problemu z tym, iż powstają miliardy zdjęć. Fotografia zawsze była medium demokratycznym. Znaczenie ma to, czy ktoś potrafi się zatrzymać i pomyśleć nad kadrem. Trochę bardziej niepokoi mnie rozwój sztucznej inteligencji, bo coraz trudniej jest odróżnić obraz wygenerowany od fotografii dokumentującej rzeczywistość.
M.K.: O czym marzy Małe Objazdowe „Muzeum” Fotograficzne?
K.W.: Powiem przewrotnie: marzę o tym, żeby ktoś kiedyś zatrudnił mnie w muzeum fotografii i żebym mógł robić to, co robię teraz, ale w godzinach pracy.
Sprzęt i kustosz już jest, teraz potrzeba tylko odpowiedniego miejsca. Bo dziś wszystko dzieje się po godzinach.
A przecież najważniejsze jest to, żeby ludzie mogli zobaczyć te przedmioty i poznać historię fotografii.
Projekt MOMF to prywatna inicjatywa Karola Wilczyńskiego. Pomysł na powstanie Projektu zrodził się na Festiwalu „Fotocooltura 2016”, gdzie po raz pierwszy prócz fotografii został zaprezentowany zbiór aparatów i akcesoriów fotograficznych. W 2022 roku miało miejsce przedpremierowe otwarcie stałej ekspozycji Projektu MOMF, które odbyło się w Kowanówku pod Obornikami Wielkopolskimi.
W tym samym roku Karol Wilczyński wraz z Tomaszem Bielawskim i Antonim Florczakiem zainicjowali powstanie Międzynarodowych Zjazdów Kolekcjonerów Fotograficznych. Pierwszy zjazd zorganizowany został w 2024 r. przez Antoniego Florczaka w Janowie Lubelskim. Drugi przez Karol Wilczyńskiego w Kowanówku w 2025 r., a ostatni przez Marylę Michalską w Wałczu w 2026 r. Kolejny odbędzie się w Policach. Celem międzynarodowych zjazdów jest nie tylko wymiana wiedzy i doświadczeń wśród znawców, ale przede wszystkim udostępnianie kolekcji i wiadomości z nimi związanych dla odwiedzających.
Więcej informacji o projekcie MOMF ⇒ tutaj.






