I oto stałem – po raz kolejny przed
tym największym z wielkich kościołów Konstantynopola – przed
Hagia Sophia. Ubrany byłem odpowiednio, miałem zakryte kolana i
ramiona, kobiety do tego musiały mieć zasłonięte włosy (podobnie
jak było i u nas przed liberalizacją zasad uczestniczenia we Mszy
Świętej; włosy są III-rzędową cechą płciową, atraktantem, a
biologii się nie oszuka; jak tu wielbić Boga jak chuć się
włącza?). Wszyscy wchodzący ze mną do wnętrza spełniali wymogi
formalne, gdy wtem: ochrona cofnęła jedną z pań. O co poszło?
Oto na chuście skromnie okrywającej głowę wymalowane były flagi
Zjednoczonego Królestwa. No jak to tak? Ktoś wchodzi do narodowego
skarbu Turcji (Republika Turecka opiekuje się Hagią Sophią, na
stulecie swego powstania zmienili ją z muzeum na powrót w meczet),
a tu ktoś eksponuje symbole innego kraju? Skandal. Nie wejdzie. Na
nic przekonywania, pani musiała założyć inną chustę, a tą w
brytyjskie flagi głęboko schować do torebki. Chociaż chcieli
skonfiskować.
Nawa Hagia Sophia - dziś tylko dla muzułmanów
Barbarzyńcy, ktoś powie. A może – rzecz u
naszych rodzimych ojkofobów zupełnie nieznana – dumni ze swojego
kraju i jego symboli? - Ta flaga – znajoma Turczynka wskazała
na olbrzymią flagę Turcji powiewającą na wzgórzach nad Bosforem –
mówi wszystkim przybyszom: to nasza ziemia, nasza flaga, nasz kraj.
Witamy tu wszystkich serdecznie, ale muszą wiedzieć, iż to nasze
wszystko. Stanowisko dla mnie może i trochę zbyt ostre, ale to
tylko dowód na to, iż zmiękłem bombardowany tą całą liberalną
pseudokulturą. Bo tak naprawdę ma to sens, choćby jeżeli jest (bo
jest) trochę przerysowane. Szacunek dla flagi, dla własnej ziemi,
kraju, powinien być czymś oczywistym. A u nas nie jest –
najpierw 50 lat okupacji i wmawiania Polakom przewodniej roli Partii
i ZSRS, teraz wysyp tenkrajowców i unijczyków, którzy jak sroka w
gnat lampią się w Unię E***pejską. Drodzy moi, niebieska płachta
z dwunastoma gwiazdkami (twórca kierował się symbolami maryjnymi,
straszna sprawa dla eurosocjalistów - choć jako osoby najczęściej niezbyt lotne mogli się choćby nie zorientować) nie jest żadnym symbolem
narodowym, flagą – więc technicznie nie można jej znieważyć.
Marsz Niepodległości z flagami Polski
Ta
duma nie może być jednak przesadzona. Któregoś razu – w czasie
studiów – spotkałem Turka z wymiany studenckiej. Pogadaliśmy,
wiadomo, jak człowiek z człowiekiem (nie był przyjacielem Kurdów,
rzekłbym nawet, iż darzył ich nieskrywaną nienawiścią i pogardą
– zresztą nami, jako giaurami też lekko gardził; ale alkohol
konsumował), w końcu pokazał na mapie satelitarnej (wszyscy wiemy
na jakiej) gdzie mieszka. Była to jakaś miejscowość w Jonii zdaje
się, na azjatyckim wybrzeżu Morza Egejskiego. Hacjenda jak na
tureckich telenowelach, z basenem. A obok, na przylądku nad
morzem... - O – stwierdziłem – Macie greckie ruiny. -
One nie są greckie! - oburzył się mój rozmówca – One są
nasze! Tureckie! No, człowieku! Pomyślałem tak, oczywiście,
bo nie wchodziłem w dyskusję, Strasznie się zaperzył. Kiedy
Grecy stawiali tamtą świątynię protoplaści mojego rozmówcy żyli
jeszcze gdzieś w jurtach na środkowoazjatyckich stepach, i nie jest
pewne czy wynaleźli już kumys albo technikę wytopu rud żelaza.
Straszna przesada.
Fragmenty ateńskiego Partenonu (w Londynie, no bo gdzie)
Zresztą sami to doskonale znamy. Liczne grupy
etniczne dawnej Rzeczypospolitej na potęgę kradną Polaków i robią
z nich własnych bohaterów – prym wiodą chyba Białorusini, którzy
za Białorusina uważają każdego, kto kiedyś choćby przejazdem
był na terenach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego (podobnie
robią bałkańscy Macedończycy, o czym kiedyś wspominałem na
blogu). Jakoś nie mogą zwalczyć kompleksów swojego pochodzenia
(ale przynajmniej nie wybierają sobie na bohaterów narodowych
zbrodniarzy, jak inni z naszych sąsiadów). Historia wbrew pozorom
nie jest sprawą prostą.
Niszczejące dziedzictwo Rzeczypospolitej w Wilnie
Ale wracając do Turcji – tam nie ma
ojkofobii (chyba, iż jesteś Kurdem walczącym o powstanie
niepodległego Kurdystanu; komunistów-independystów turecka armia
mocno spacyfikowała ostatnimi czasy, w zeszłym roku PKK ogłosiła zakończenie działalności; ich lider Abdullah Ocalan odsiaduje
dożywocie gdzieś na wyspie na Morzu Marmara), jest olbrzymia duma z bycia Turkiem. Przez setki lat
czerpaliśmy nawzajem ze swoich kultur, nie tylko w dziedzinie
uzbrojenia, może pora też się czegoś nauczyć?
Turecki rekonstruktor historyczny, a piękny jak husarz bez skrzydeł
Choć
oczywiście nie bierzmy niczego bezkrytycznie, jak ojkofobii z Unii
E***pejskiej. Miejmy swój rozum, nie ma co hodować jakichś Szarych
Wilków, jeszcze jakiegoś papieża by zastrzelili. Ale uczmy się,
do jasnej ciasnej, tej dumy. Jak samo siebie nie będziemy szanować,
to nikt nie będzie. A Turcja, stworzona przez Mustafę Kemala Paszę,
Atatürka, jest szanowana na arenie międzynarodowej.
Atatürk
I nie boi się wyrażać swoich opinii. Ani stanowiska.
Flaga Tureckiej Republiki Cypru - nieuznawanej międzynarodowo - górująca nad Nikozją ku zgryzocie greckich mieszkańców wyspy
Gdy zaś jacyś
politycy zaczynają coś kręcić wchodzi armia i bierze – niczym
Marszałek Piłsudski w 1926 roku naszych polityków – rozbestwione towarzystwo za mordy. Ech.
Absolutyzm oświecony.