FIFA – Polska Piłkarska Pasja na Ekranie

twojacena.pl 1 tydzień temu

Fifka

Patrzcie, jak się wystroiła! Normalni ludzie wstają rano i grzecznie do roboty idą, a ta?! Po takim błocie w białych spodniach?!

Ale przecież ona nie chodzi pieszo! Zawsze tą swoją furą śmiga! Cały autobus by mogła zabrać!

Ciesz się, iż chociaż ubrana! Widziałaś, co ona na szyi nosi?

Nie. A co?

Tatuaż! No właśnie! Kto takie rzeczy robi?! Jak z zakładu karnego, na Boga! Młoda jeszcze, a już taka zrobiona! Co by jej matka powiedziała, gdyby to widziała?! Ech, nie ma kontroli stracona dusza

Ławeczka pod blokiem aż huczała od komentarzy, gdy Zuzanna przechodziła obok.

A co się dziwić, skoro siatki z zakupami już dawno stoją pod nogami, a do domu się nie spieszy, bo tam tylko rutyna i żadnej radości? To chociaż pogadać, poplotkować, bo wszystko takie samo… Dzieci duże albo małe, gotowanie, sprzątanie I już tej euforii jakby mniej, bo gdzie jej szukać, skoro zwykłemu człowiekowi rzadziej trafia się coś dobrego? Więcej jest tylko troski i myślenia, jak wyżywić dzieci i pomóc, jak trzeba. Babciom zostaje szczęście, gdy mogą przynieść wnukom smakołyk i wycałować ciepłe główki. Ale i to nie wszystkim dane. O, na przykład synowie Kowalskiej zabrali jej nadzieję na wnuki, bo dzisiejsze młode to wolą po świecie podróżować, a nie dzieci rodzić. Jak im się to udaje, nikt nie wie! Pewnie, jak tej Zuzanny, córki Natalii.

A przecież była porządną dziewczyną! Do szkoły biegała, dobrze się uczyła, kłaniała się zawsze grzecznie. A co teraz?! Odkąd matki nie ma, równie dobrze mogłoby jej nie być. Włóczy się całymi dniami. Nie pracuje. Gdyby chociaż studiowała, ale gdzie tam! Córka Nowakowej mówiła, iż Zuzka poszła w zupełnie niewłaściwe rzeczy! Tatuaże robi! Salon otworzyła! Gdzie to się słyszało?!

Kiedy kilka lat temu nagle odezwał się jej ojciec, wszyscy mieli nadzieję, iż dziewczyna wróci na adekwatne tory. Miał jej pomóc, pokazać, jak się żyje. Co z tego wyszło? Kupił jej ten straszny samochód, co pół parkingu zajmuje, i zniknął, zostawił młodą na pastwę losu. A ona taka młodziutka! Dopiero co dwudziestka stuknęła. Można tak zostawić dziewczynę? A jak kogoś sobie znajdzie, co nie trzeba? Straci mieszkanie po matce, i ten samochód, co wszystkim w oczy kole.

O, już pojechała! Dokąd? Po co? Kto to wie! choćby się nie obejrzała! Fifka i już! W białych spodniach

A Zuzanna nie miała czasu martwić się opinią sąsiadek. I po co? Wystarczyło jej własnych spraw. Dziś dzień zaplanowany od świtu do nocy. Tyle rzeczy do załatwienia, iż chciałaby, by doba miała przynajmniej te dwie godziny więcej! Mama zawsze powtarzała, iż Zuzia nie umie gospodarować czasem, ale musi się tego nauczyć.

Zuzka, od tego dużo zależy! Jedni miotają się, narzekają, iż na nic nie mają czasu i im nie wychodzi. Zazdroszczą tym, którzy wszystko ogarniają. A to proste! Człowiek, który szanuje swój czas, zrobi tyle, ile zechce.

Ale jak się z tym czasem dogadać, mamo?

Nie marnuj go. Nie wydawaj na głupoty. Zdecyduj, co jest dla ciebie ważne i poświęć temu tyle czasu, ile trzeba. Nie zapomnij o odpoczynku, rozrywce, bo bez tego w końcu się wykończysz. Nie można robić tylko tego, co trzeba. I trochę zabawy i lenistwa jest ważne. Jak przesadzisz, też źle. Najlepiej mieć wszystko poukładane… I mi będzie spokojniej…

Pamiętała te rady, ale trudniej było je stosować. choćby kalendarz sobie kupiła, ale i tak ciężko było ze wszystkim zdążyć. Co poradzić, skoro wszystkie sprawy ważne i każda się niecierpliwi? Dzisiaj na trzy wykłady, a ledwie na jeden zdąży, bo pojawiło się dwóch klientów i do Kasi musi skończyć jechać. Gdzie Kasia tam i Ola, więc na chwilę nie wyjdzie. Potem jeszcze do Artura zaglądnąć i pomóc się spakować I jeszcze z nowymi trzeba porozmawiać, bo ruszają w teren za tydzień, a Zuzka choćby imion ich nie zna. Oby zdążyła ze wszystkim!

Korek, w którym Zuzanna utknęła, trochę się rozładował, więc dodała gazu. Samochód zareagował natychmiast, miękko i cicho, jakby uspokajając. Spokojnie, ze wszystkim zdążymy! Przecież po to cię ojciec kupił, żeby czas oszczędzić!

Zuzia gwałtownie pogładziła kierownicę.

Dziękuję, tato!

Kto by jej powiedział parę lat wcześniej, iż będzie dziękować ojcu wyśmiałaby go. Nienawidziła go prawie tak długo, jak siebie pamiętała.

Matka nigdy złego słowa o nim nie powiedziała. Wręcz przeciwnie: Twój ojciec, Zuzko, taki bystry, cała jesteś do niego podobna.

Ale ona nie potrafiła zrozumieć, jak taki mądry człowiek mógł zostawić swoje dziecko jeszcze w pieluchach i wyjechać tak daleko, żeby choćby nie spytać, jak się ma.

I te myśli kisiła w sobie latami, gniew narastał, psuł duszę.

W przedszkolu, podczas zabawy z dziećmi, gryzło ją, iż inne dziewczynki tańczą z tatą, a ona sama, i to było dla niej tak bolesne, iż już płakać sił nie miała, tylko patrzyła suchymi oczami i nie mogła się odwrócić.

W szkole tylko zaciskała zęby i oddawała za przykrości, zazdroszcząc tym, które od razu krzyczały: Powiem tacie! On ci pokaże!.

Przed maturą strasznie pokłóciła się z przyjaciółką Justyną, gdy ta oznajmiła:

Tata mówi, iż mogę iść, gdzie chcę na studia. Jak się nie dostanę sama, opłaci mi prywatnie. A jak zdam, kupi mi samochód za zaoszczędzone pieniądze.

Przyjaciółkowały się od trzylatków, ale w tym momencie zrozumiała, iż to już koniec. Nie zazdrościła, raczej bolało ją, iż Justyna wiedziała wszystko i nie marnowała okazji, by dopiec.

Nigdy nikomu nie zazdrościła. Po co? Z mamą żyły nie gorzej niż inni. choćby za granicę jeździły, ciuchy modne miały, a ten telefon na szesnaste urodziny cudo!

Ale największym prezentem był dzień, w którym w drzwiach stanął ten, którego chciała zobaczyć choć raz.

Wybuchła awantura, straszna Krzyczała, płakała, nie słuchała mamy. Zrzucała matczyne ręce i wybuchała:

Jesteś zdrajczynią! Po co on tu przyszedł?! Nie chcę go znać!

Nie wiedziała wtedy, iż mama już wiedziała. Wyniki badań nie pozostawiały złudzeń ich życie zaraz miało się zatrzymać w jakiejś bolesnej, ostrej chwili, po której zostanie tylko ciemność i lawina kamieni, które wydawały się podstawą pod stopami…

I nagle już nie było oparcia, tylko błoto z malinowego kisielu, którego jako dziecko Zuzka nie znosiła, a teraz powoli, jak we śnie, wciągał przyszłość…

Mama sama powiedziała prawdę:

To moja wina, Zuzia. To ja nie pozwoliłam twojemu ojcu się z tobą kontaktować… Mnie miej za złe!

Dlaczego? ręce mamy były zimne i twarde. Ale bała się cofnąć, bo może za chwilę wreszcie się dowie, dlaczego musiała całe życie gapić się na drzwi, zamiast dorastać z tatą.

Byłam urażona

Z jakiego powodu?! Mamo, odpowiedz! Za co można się tak obrazić, by odebrać mi ojca

Ja ci wszystko powiem. Tylko słuchaj i nie przerywaj. To nie jest łatwe…

I dowiedziała się. O ślubie rodziców, o tym, jak była niechcianym dzieckiem, planom popsutym jednym nieplanowanym brzuchem. O tym, jak mama musiała rzucić studia, jak ojciec porzucił swoje, żeby zarabiać. I o jeszcze jednym powodzie do wyrzutów: zamiast chłopca dziewczynka, i już jechała z małą Zuzką do ciotki, a ojciec choćby nie wiedział, iż córka już nigdy go nie zobaczy.

On cię szukał. Pisał, dzwonił… Ale powiedziałam, iż nie jesteś jego córką

Boże, mamo! Po co?!

Wszyscy mi to powtarzali, iż lepiej tak będzie Zraniłam i ciebie, i jego. Myślałam, iż to była ochrona… Ale dzisiaj wiem, iż tylko szkoda.

Zuzanna, wyrwała rękę, podeszła do okna, walnęła pięścią w parapet. Doniczka z kaktusem z prezentu od Justyny aż podskoczyła, a ziemia rozsypała się po białej farbie, jak słowa mamy brudno się zrobiło, i posprzątać trzeba, bo zostanie ślad.

Przyniosła szmatę. Wytarła okno. Potem usiadła przy łóżku mamy, jak dziecko, i powiedziała:

Opowiadaj. Wszystko. Bez kłamstw.

Już nie będę

Dzięki temu w końcu poznała całą prawdę. przez cały czas miała więcej pytań niż odpowiedzi, ale zrozumiała, iż życie to przewrotna rzecz. Dziś myślisz, iż wszystko jasne, a jutro jedna nowa wiadomość i cały uporządkowany świat pęka w szwach. I sam musisz zdecydować, co dalej…

Czy wybaczyła mamie? Pewnie tak Ale pewności nie miała.

Jedno wiedziała: była wdzięczna matce, iż nie zamilczała i przyznała się do wszystkiego. Może nie do wszystkiego Najważniejsze zostało za zamkniętymi drzwiami wieczorem, w szeptach z ojcem, który trzymał mamę za ręce w najtrudniejszych chwilach. O tych rozmowach z ojcem nie pytała. Nie chciała.

Zresztą nie było czasu. Musieli uczyć się żyć razem, bo ojciec nie zgodził się oddać jej ciotce.

Pojadę, gdy powiesz, ale najpierw muszę być przy tobie do osiemnastki.

Zostań, proszę! Tak długo cię nie było! Zostań, tato…

Natalia, matka Zuzanny, żyła dłużej niż lekarze wróżyli. Prawie dwa lata. Było ciężko, ale Zuzanna mogła powiedzieć to były najpiękniejsze i najtrudniejsze lata jej życia. Bolało ją, iż los dał im tylko tyle

Wtedy właśnie zaczęła rysować.

Czemu wcześniej nie? Sama nie wiedziała. Dzieliła się szkicami, bazgrała po marginesach, ale nie traktowała tego poważnie.

Ej, nieźle!

Ojciec, kiedyś zerkając na rysunki, zagwizdał z uznaniem.

Zobacz!

Zdjął koszulkę, a Zuzanna aż się zachłysnęła. Na jego plecach widniał kolorowy tatuaż tak piękny, iż jej bazgroły przy nim były jak dziecięce rysunki kredą po tapecie.

Mój kumpel robił. Chcesz, zapytam go, czy popatrzy jak rysujesz? Może weźmie cię pod skrzydła.

Chcę!

Nikt z sąsiadów choćby nie zauważył, kiedy zniknęła. Niemal rok spędziła z ojcem w Warszawie. Uczyła się zawodu, po czym wróciła do rodzinnego miasta.

Tęsknię, tato…

Ojciec zaskoczył ją, nie odwodził jej i nie namawiał, by została w stolicy. Poprosił jedynie o kilka tygodni i sam gdzieś wyjechał. Po powrocie pomógł spakować graty i, wyładowawszy wszystko w jej mieszkaniu, położył na stole klucze od auta.

Masz. Teraz twój. I jeszcze to.

Paczka z dokumentami.

A to co?

Twój salon. Spieniężyłem moje mieszkanie, kupiłem ci lokal w centrum. Mały, ale po co większy? Łukasz, twój nauczyciel, pomógł z wyposażeniem. Pracuj i ucz się. Kierunek masz, ale studia warto skończyć. Z samej szkoły kilka wyciągniesz.

Zuzanna słuchała, nie wierząc własnym uszom. choćby gdy wszystko już było gotowe, obejrzała swoją pierwszą pracę na nowym miejscu i usłyszała mnóstwo pochwał od brodatego sąsiada Krzyśka nie mogła uwierzyć, iż jej życie się układa.

Ojciec przygotował lokal, doglądał remontu, zorganizował reklamę, a potem spakował się.

Dokąd?!

Do rodziców. Tam ciężko, jestem potrzebny. Ale przecież wiesz?

Wiem Jesteś ze mną Ale tato! Nie chcę tak Zostań

Wiem, mała, ale muszę…

Po wyjeździe ojca rzuciła się w wir pracy i nauki. Klientów miała pod dostatkiem, zatrudniła dwie pomocnice.

Właśnie wtedy, u kresu wytrzymałości grafika, poznała Kasię.

Młoda, elegancka kobieta weszła do salonu późnym popołudniem, gdy Zuzanna nosem kręciła na opóźniającego się klienta.

Przepraszam Mogę porozmawiać z kimś z obsługi?

Zuzanna spojrzała znad laptopa i notatek:

Ze mną. Ja jestem mistrzyni.

Dziewczyno, błagam, nie żartuj. Zawołaj kogoś dorosłego.

Zuzanna na chwilę zamilkła. Kobieta może dobrze ubrana, fryzura super, ale twarz zmęczona, bez makijażu, cienie pod oczami, krótkie, zaniedbane paznokcie, w oczach stara znajoma tęsknota… Podniosła z półki album.

To moje prace, jeżeli podpasują, proszę mówić, co potrzeba.

Imię O, tu…

Kobieta podwinęła rękaw.

Tutaj, żebym cały czas widziała

Tu jej siła się skończyła. Gdy kobieta walczyła z płaczem, Zuzanna zamknęła salon dokładnie wtedy, gdy zjawił się spóźnialski klient.

Proszę siadać opuściła żaluzje. Robimy.

Boli? Wiem.

Kobieta usiadła, powiedziała tylko:

Ola…

Zuzanna nie pytała. O osobie z tym imieniem dowiedziała się dwa dni później, przypadkiem spotykając kobietę przy szpitalu wojewódzkim.

Pani?

Ja. Dziękuję…

Nie ma za co. Ładnie wyszło?

Tak. Bardzo Oli się podoba…

To…

Ona. Moja córka.

Uścisk ręki, przedstawienie.

Katarzyna.

Zuzanna.

Chce pani poznać Olkę?

Nie wahała się ani chwili. Jeszcze nie wiedziała, iż ta znajomość wywróci jej życie.

Mała dziewczynka, z wielkimi okularami i jednym szkłem w plastrze, podbiła serce Zuzanny od razu. Chwyciła ją za rękę:

Masz orzechy? A pestki? Nic?! Czym nakarmisz wiewiórki?

Jakie wiewiórki?

Takie! Z ogonami! Codziennie z mamą szukamy! Mama mówi, iż przez orzeszki są już tak grube, iż spadają z drzew!

Nie spadną. Cały czas skaczą, więc nie przytyją.

Tak? dziewczynka uśmiechnęła się. Jesteś mądra.

Nie bardzo.

Dlaczego?

Bo się dopiero uczę.

Aaa, jasne. Ojej, zapomniałam!

Poważnie podając dłoń, przedstawiła się:

Aleksandra Katarzyna Wysocka.

Pięknie Zuzanna delikatnie ścisnęła dziecięcą dłoń, omijając plasterek motylka. Zuzanna Janina Błaszczak.

To jesteśmy znajome!

Dziecięcy śmiech zabrzmiał w szpitalnym parku, a Zuzanna widziała, jak w Kasi na chwilę pojawiła się radość.

Kolejnym razem przyszła już z pełnymi kieszeniami orzeszków

O postępach leczenia Oli Kasia opowiadała dopiero później. Połączyła je cicha przyjaźń, tak krucha, iż każda rozmowa przypominała stąpanie po cienkim lodzie.

Da się coś zrobić?

Tak. To nie wyrok. Teraz już nie. Kasia ogrzewała dłonie o filiżankę herbaty w kawiarni. Gdy do ciebie przyszłam tego wieczora, lekarze powiedzieli zero szans.

Rozumiem…

A potem przyjechał nowy chirurg. Artur… I powiedział, iż to jeszcze nie wszystko…

To czemu płaczesz? Przecież to dobrze! Kasiu! To świetnie!

Wczoraj Olę operowali. Jest na intensywnej Mnie wyprosili na korytarz… Mam takiego stracha, Zuzia nie do opisania.

Jesteś sama? Ojciec Oli?

Zostawił nas jeszcze przed jej narodzinami. Nie byłam święta, Zuzka. Urodziłam Olę dla siebie, wybrałam ojca jak najlepiej. Nie kochałam go, wiedział o tym Nie ma go w naszym życiu. Rozumiesz?

Niespecjalnie, ale to nieważne. Ola jest.

Właśnie…

choćby mi nie próbuj! Jest i będzie! Nie masz prawa się poddać, rozumiesz?! Zuzia niemal krzyczała. Popatrz na swoje ręce! Dobrze widać napis? Starałam się tak dobrać barwy, by było czytelnie! chwyciła Kasię za nadgarstek. Masz obowiązek sprawić, by imię twojej córki nie zostało tylko wspomnieniem pisaną przeze mnie!

Nie krzycz Słyszę…

To przestań się rozklejać! Robotę rób!

Kasia płakała jak dziecko. Zuzanna czuła, iż trzeba poczekać, aż się wypłacze. Odgoniła ciekawskich kelnerów.

Wody, proszę.

Ten wieczór i noc spędziły w salonie, gadając, milcząc, śmiejąc się i płacząc. Nad ranem Zuzanna zapakowała przyjaciółkę do auta i zawiozła do szpitala.

Jadę z tobą.

Masz czas?

Ty to nieszczególna Zuzka parsknęła i znalazła w plecaku szczotkę. Proszę, uczesz się. Dziecko cię się wystraszy!

Oli się powiodło. Ręce Artura były cudotwórcze.

Kiedy pójdę patrzeć na wiewiórki? Ola siedziała już w sali.

Zaraz, wrócimy do zdrowia i jedziemy z Zuzanną do Warszawy. Tam dopiero wiewiórek!

A po co?

Jak to po co?

Po co do Warszawy?

Bo trzeba. Operacja zrobiona, ale teraz konieczna rehabilitacja. Łukasz, znajomy Zuzi, już wszystko zorganizował.

Reha co? Nie mów! Zuzia mi wyjaśni!

Już nie słuchała mamy, bo najważniejsze było to, iż pojadą z Zuzanną w daleką podróż i na pewno będzie weselej niż w smutnej sali szpitalnej pod deszczem.

Mamo!

Tak?

Artur pojedzie z nami?

Nie, ma dużo pracy! I nie mów do niego po imieniu!

Ja mogę!

Dlaczego?

Bo on kocha moją Zuzię! Ola zaśmiała się, gdy Kasia zaniemówiła z wrażenia.

Skąd to wiesz?!

A nie widać?! Ty, mamo, jesteś ślepa! I Zuzia też! Mówię jej, nie wierzy mi! Ola pokręciła głową, a Kasia znów się zdziwiła, ile dzieci rozumieją.

Uczucia Artura i Zuzanny trudno było przeoczyć, jednak sami przed sobą udawali, iż nie ma nic. Rozmawiali przyzwoicie, o pogodzie i samopoczuciu Oli, potem każde się rozchodziło. Pierwszy krok nie został zrobiony.

Korespondencja trwała, choćby gdy Kasia z Olą pojechały do Warszawy. Zuzanna, gdy odsyłała tam kolejne dzieci, wiedziała już, iż potrafi zrobić to, co ważne nie tylko dla Oli. Łukasz wspierał, a Artur patrzył na nią z podziwem, nie mając odwagi mówić o uczuciach. Zuzanna też milczała.

Kto wie, czy zrobiliby ten krok kiedykolwiek, gdyby nie Ola, która po powrocie z rehabilitacji wymusiła na mamie wizytę w szpitalu.

Po co, Ola?

Chcę coś powiedzieć Arturowi.

Co?!

Mamo, czy ty nie rozumiesz?! Muszę!

A mi?

Po tobie!

Artur potraktował tę rozmowę poważnie.

Dobrze, chodź.

Kasia patrzyła, jak córka gestykuluje i tłumaczy Arturowi, a ten coraz bardziej się śmieje.

Dlaczego jej nie powiesz?

Komu i co, Ola?

Zuzi. Że ci się podoba.

To skomplikowane

To nic trudnego! Jesteś dziwny. Przecież ty jej też się podobasz!

Wiem

To czemu milczysz?

Bo mnie nie stać. Wynajmuję pokój przy szpitalu, minie dużo czasu, zanim coś więcej będę miał. A Zuza… ona wszystko ma. Auto, mieszkanie.

I co z tego?

Wiesz, facet powinien mieć co zaproponować dziewczynie.

A miłość to mało? Ola przyglądała się Arturowi poważnie.

Czasem to za mało…

Ola szarpnęła go za kitel i szepnęła do ucha coś takiego, iż Artur parsknął śmiechem.

Nie wygłupiaj się!

A jak mam cię inaczej nazwać?! Idziemy!

Porwała Kasię za rękę:

Do Zuzy!

Ale ona pracuje…

Nic nie szkodzi! Ucieszy się, iż przyszłam!

Kasia mogła tylko zamówić taksówkę.

Z Olą Zuzanna miała osobną rozmowę. Skutek? Natychmiast.

Wieczorem, zamykając salon, była zdecydowana. jeżeli już mała dziewczynka wiedziała więcej niż ona sama, nie ma co zwlekać!

Nie zauważyła od razu Artura. Ciemna, wysoka sylwetka wyszła jej naprzeciw i muzyką zabrzmiało proste:

Cześć.

Kilka miesięcy później ławka pod blokiem znów buczała od plotek.

Nowego chłopaka sobie znalazła! Kim on?! Przemeblował rzeczy, ale nikt go nie zna! Ostrożnie, sama mieszka! Jeszcze ją wyprowadzi w pole

Wygląda na porządnego

Eeee, Kowalska! To, co masz na wierzchu, to nie wszystko!

Trzeba ojcu zadzwonić! Niech przyjedzie i sprawdzi typa!

Ale on tu jest!

Tak? Kiedy?

Parę dni temu widziałam! Coś się tu szykuje, gwarantuję!

Oby

I zobaczyły wszystko.

Zuzannę w białej, obłędnej sukience, która pozwoliła ławce w końcu zobaczyć jej tatuaż na plecach, aż Grzegorzowa sapnęła z zazdrości.

I Artura, prowadzącego ją do auta, ostrzegającego małą Olę palcem, która właśnie sprzedała mu Zuzię i była z siebie bardzo dumna.

I Kasię, płaczącą ze szczęścia, poprawiającą welon i obruszającą się na pytania:

Pozwólcie mi się wypłakać z radości!

I dziwnych ludzi, którzy pojawili się z kwiatami i ściskali Zuzię, jakby była im rodziną.

Nikt nie wiedział, kim byli.

Nikt też nie zrozumiał, dlaczego Zuzanna, zanim wsiadła do samochodu, zdjęła buty na obcasie i zażądała trampek, Bo do prowadzenia się nie nadają! Katia przyniosła z bagażnika.

Artur zawiązał jej sznurowadła.

Wszystko nie jak u ludzi! krzyczała ławka, spoglądając ku odjeżdżającym autom.

A nie mówiłam! Fifka!

No jasne, taka już jest!

Idź do oryginalnego materiału