FIFA: Piłkarskie Emocje na Boiskach Świata

newskey24.com 22 godzin temu

Fifa

Popatrz, wystroiła się! Normalni ludzie rano do pracy idą, jak Bóg przykazał, a ta? Po naszym błocie w białych spodniach?! Dokąd ona idzie?!

Ona przecież pieszo nie chodzi! Zawsze tym swoim samochodem! Minibus całości!

Jeszcze powinnaś dziękować, iż w ogóle ubrana! Widziałaś, co ma na szyi?

Nie. A co tam?

Tatuaż! Ot co! Kto takie rzeczy robi?! Jak po odsiadce, mówię ci! Młoda, a już taka pokiereszowana! Co by jej matka powiedziała, gdyby żyła i to zobaczyła?! Eh, nie ma kto pilnować dusza zagubiona

Ławka przy bloku zabulgotała, patrząc w ślad za Julią.

A czemu nie obgadać? Jak siatki z zakupami stoją już przy nogach, a do domu iść nie chce się wcale, bo tam tylko rutyna: dzieci duże czy małe, sprzątanie, gotowanie A przyjemności już żadnej, chyba iż od święta, bo gdzie tę codzienną euforia teraz wytrzasnąć? Zwykłym ludziom kilka jej w życiu dostaje. Wszystko więcej troska, więcej myśli, jak dzieciom pomóc i wnukom coś przynieść, żeby się ucieszyły, żeby serce ogrzać, kiedy całujesz ich ciepłe główki. Całe szczęście w nich tych małych Tylko nie każdy to ma. Ot, pani Teresie dzieci powiedziały, żeby wnuków w ogóle nie oczekiwała, bo teraz nikt już nie rodzi, tylko po kurortach jeżdżą, Panie Boże przebacz, i tylko beztroska w głowie. Ciekawe, jak im się to udaje Pewnie takie, jak ta Julia, córka Natalii.

A była taka normalna dziewczyna! Do szkoły biegała, dobrze się uczyła, zawsze grzeczna. A teraz? Odkąd matki zabrakło, już o siebie zupełnie nie dba. Całymi dniami się wałęsa, nie pracuje. Jakby jeszcze studiowała ale nie! Córka Nowakowej opowiadała, iż Julia zajęła się czymś wstydliwym! Tatuaże robi! Własny salon otworzyła, wyobrażasz sobie? W głowie się nie mieści!

Jak parę lat temu Julia zobaczyła ojca, każdy myślał, iż postawi ją na nogi. Nauczy, jak żyć. A co? Kupił jej to wielkie auto, które połowę podwórka zajmuje, i wyjechał, zostawiając dziewczynę samą sobie. Ona wtedy była taka młoda! Ledwo dwadzieścia lat skończone. Jak można tak zostawić dziecko?! Co, jak kogoś niewłaściwego przyprowadzi do mieszkania? I straci wszystko auto, mieszkanie po matce Kto wie!

O! Pojechała! Gdzie? Po co? Kto ją tam wie! choćby się nie obejrzała! Fifa! Prawdziwa Fifa! W białych spodniach

Julia nie miała ani czasu, ani chęci zaprzątać sobie głowę plotkami sąsiadek. Własnych problemów jej nie brakowało. Dzisiaj miała dzień rozpisany co do minuty. Tyle spraw, iż marzyła o dwóch godzinach więcej doby! Mama zawsze jej powtarzała, iż musi nauczyć się szanować swój czas.

Julka, tyle od tego zależy! Jedni miotają się bez celu i na nic im nigdy nie wystarcza czasu, narzekają, zazdroszczą innym, a przepis na sukces jest prosty przyjaźń z własnym czasem. Wtedy człowiek zdąży wszystko, a choćby więcej.

Ale jak się zaprzyjaźnić z czasem, mamo?

Nie marnuj go. Ustal, co dla ciebie jest w życiu ważne i tyle mu czasu poświęć. I trochę na odpoczynek bo nie można być maszyną. Jak tylko obowiązki, to człowiek zwariuje. jeżeli odpoczynku nie zostawisz, wypalisz się i co z tego przyjdzie? Tylko zmęczenie i żal

A czemu?

Nie jesteś z żelaza. Nie warto się zajeżdżać.

Ale wszystkiego się zrobić nie da, mamo

Nie wszystko naraz. Odpocznij czasem, wrócisz z nowymi siłami. I nie przekraczaj własnego limitu.

Julia pamiętała te słowa, ale trudno było wcielać je w życie. choćby kalendarz nie pomagał, skoro klientki były umówione na dziś, trzy wykłady na uczelni, a do tego, jeszcze musiała podjechać do Kasi. A gdzie Kasia tam i Sandra. To nie na pięć minut Potem na chwilę do Arka, pomóc mu spakować rzeczy Nowi pracownicy powinna ich poznać, a to wszystko dziś!

Korek, w którym Julia utknęła, lekko się rozluźnił, więc dodała gazu. Auto zareagowało posłusznie, miękko, prawie czule, jakby zapewniało ją, iż wszystko się uda.

Julia pogładziła kierownicę.

Dzięki, tato.

Jeszcze niedawno by sama się śmiała na myśl, iż mogłaby dziękować ojcu. Wręcz go nienawidziła prawie tyle lat, ile pamiętała siebie samą.

Matka zawsze mówiła o nim dobrze. Że mądry, iż do niego podobna. Tylko Julia nie potrafiła zrozumieć, jak taki mądry człowiek mógł ją zostawić, nie myśleć o własnym dziecku.

Złość w niej narastała latami. W przedszkolu nigdy nie zatańczyła z tatą na balu, bo go nie było. W szkole, gdy ją ktoś dręczył, zaciskała zęby, zazdroszcząc dziewczynom, które zawsze mogły zawołać: Moje powie tacie!. Przed maturą pokłóciła się z najlepszą przyjaciółką, Martą, gdy ta powiedziała:

Tata zapłaci, jak nie dostanę się na studia. I jeszcze mi auto kupi.

Julia wtedy zrozumiała, iż nie chodzi o zazdrość. To była żal iż Marta doskonale wie, jak Julia marzy o tacie, i często wbijała jej szpilę właśnie w to miejsce.

Generalnie jednak Julka nikomu nigdy nie zazdrościła. Po co? Były z mamą samowystarczalne. choćby za granicą były na urlopie, ubrania modne była, telefon fajny, prezent na szesnaste urodziny.

Ten prezent nie był jednak najważniejszy. Zaraz pojawił się na progu jej pokoju mężczyzna, którego tak bardzo chciała choć raz zobaczyć.

Zrobiła wtedy scenę. Krzyczała, płakała, odpychała matkę:

Zdradziłaś mnie! Po co go tu przyprowadzasz?!

Nie wiedziała wtedy, iż matka jest już śmiertelnie chora i lada chwila ich życie zmieni się nieodwracalnie. Wszystko, co wydawało się dotąd solidne, rozpadnie się.

To moja wina, Julka. W rozstaniu z tatą, w tym, iż cię odciąłam od niego Ja, rozumiesz? Obwiniaj mnie.

Ale dlaczego?! matczyne palce były chłodne, a Julka nie odwagi, by cofnąć rękę.

Byłam urażona matka spojrzała na nią z rezygnacją i ciężko opowiedziała całą prawdę.

Julia dowiedziała się wtedy o małżeństwie rodziców w młodym wieku, o tym, jak żadna z rodzin nie chciała jej narodzin, bo była problemem, a nie wymarzoną wnuczką. Ojciec rzucił studia przez konieczność utrzymania rodziny; matka już nigdy nie wróciła na uczelnię. Wzajemne pretensje, żale, rozczarowanie Narodziny dziewczynki zamiast chłopca i matka spakowała się do ciotki.

On cię szukał. Pisał, dzwonił Ale wtedy powiedziałam, iż nie jesteś jego dzieckiem

Boże, mamo! Dlaczego?

Ciągle mi to wmawiano I uwierzyłam. Chciałam cię chronić. Dziecko nie powinno słuchać nienawiści.

Wyrwała rękę i podeszła do okna. Uderzyła pięścią w parapet. Czarne grudki ziemi z kaktusa, którego dostała kiedyś od Marty, rozsypały się wszędzie jak każde słowo mamy, brudząc biel parapetu.

Julia przyniosła ścierkę. Zmyła wszystko i położyła się obok chorej matki, wymuszając na niej szczerość, do końca.

Dopiero wtedy wszystko zrozumiała życie jest dziwne. Dziś wiesz wszystko, jutro pojawia się nowe ogniwo w historii i pęknięcia. Trzeba coś z nimi zrobić

Czy jej wybaczyła? Może Nie była tego na sto procent pewna. Ale była wdzięczna, iż poznała prawdę. Jednak coś istotnego zawsze już zostanie za zamkniętymi drzwiami.

Pozwoliła ojcu zostać. Odejdę, gdy skończysz osiemnaście mówił. Ale Julia się uparła:

Nie! Teraz masz być przy mnie, tatusiu. Bardzo tego chcę.

Natalia, matka Julii, mimo fatalnych prognoz lekarzy, przeżyła jeszcze niemal dwa lata. Trudny, pełen bólu czas i najpiękniejszy w ich życiu. Julia czuła, iż los okrada ich ze wspólnych chwil.

Wtedy właśnie zaczęła rysować.

Nigdy wcześniej nie traktowała tego poważnie, coś czasem bazgrała po marginesach, ale nie miała odwagi próbować.

No nieźle! ojciec zagwizdał na jej prace.

Zarzucił koszulkę przez głowę na jego plecach była niesamowita kolorowa dziara.

Kolega robił. Chcesz, dogadam dla ciebie? Pooglądałby twoje rysunki.

Bardzo chcę!

Nikt choćby nie zauważył, kiedy Julia się wyprowadziła. Rok spędziła z ojcem w Warszawie, ucząc się sztuki tatuażu. Potem zatęskniła za domem.

Chcę wrócić, tato

Zrozumiał. Pozwolił jej, się spakować, sam przywiózł sprzęt i dokumenty o nowo otwartym salonie w centrum miasta.

To teraz twoje. Masz tu klucz, dokumenty i auto. Pracuj, ucz się zawód masz, ale studia ukończ, to ważne.

Julia nie dowierzała własnemu szczęściu. Pierwsza klientka, pierwszy zachwyt sąsiada Kuby, potem kolejne osoby, remont, reklama wszystko było możliwe, bo tata był blisko. W końcu musiał wyjechać.

Dokąd?

Do rodziców. Pamiętasz, mówiłem. Jestem ci potrzebny, ale tam są jeszcze bardziej.

Julia rzuciła się z powrotem w wir pracy i studiów. Zatrudniła dwie osoby do pomocy.

W tamtych dniach poznała Kasię.

Pewnego wieczoru przyszła zadbana kobieta, bez makijażu, za to z podkrążonymi oczami.

Przepraszam Można porozmawiać z tatuażystą? zaczęła.

To ja Julia.

Dziecko, nie żartuj, już wołaj kogoś dorosłego

Julia przewertowała album z pracami i podała jej swój.

Moje prace. jeżeli odpowiadają, proszę mówić, co pani chce zrobić.

Imię Tutaj

Kasia pokazała na przedramię.

Żebym widziała cały czas

Już więcej nie powiedziała. Julia widząc walkę ze łzami, tylko zamknęła drzwi na klucz, odsłoniła żaluzje i rzekła stanowczo:

Siadaj. Zrobię.

Boli? Wiem odparła cicho Kasia. Usiadła.

Sandra

O niej więcej Julia dowiedziała się dopiero dwa dni później, gdy spotkała Kasię przy szpitalu wojewódzkim.

To pani?

Ja. Dzięki Ładnie wyszło.

Dziękuję

Bardzo. Sandrze się spodobało.

On

Ona. Moja córka.

Kasia wyciągnęła dłoń.

Katarzyna.

Julia.

Chcesz poznać Sandrę?

Julia nie wahała się ani sekundy:

Chcę!

Mała dziewczynka z oklejonym plastrem szkłem od okularów natychmiast porwała Julię za rękę:

Masz orzeszki? Albo chociaż nasionka? Nic nie masz? Czym ty karmisz wiewiórki?

Jakie wiewiórki?

No, z ogonkami! W parku są! Co dzień je z mamą szukamy! Mama mówi, iż tyle im orzechów daję, iż niedługo spadną z drzewa z nadwagi!

Julia zaśmiała się.

Nie spadną. Skaczą cały czas, nie przytyją.

Ty mądra jesteś!

Mało, bo dalej się uczę.

Przedstawiły się sobie poważnie: Sandra Katarzyna Nowicka i Julia Antonina Wiśniewska.

Dziecięcy śmiech popłynął pod szarymi sosnami, a Kasia po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła.

Przy następnej wizycie Julia przyniosła kieszenie pełne orzechów.

O leczeniu Sandry Kasia opowiedziała Julii później, w knajpce pod salonem, dłonie grzejąc o filiżankę herbaty.

Można coś zrobić? spytała Julia.

Tak To już nie wyrok. Gdy przyszłam do ciebie tamtego wieczoru, nie dawali jej żadnych szans.

Potem pojawił się nowy chirurg, Artur I powiedział, iż to jeszcze nie wszystko Wczoraj Sandrę operowali. Jest teraz w reanimacji, wyproszono mnie Boję się, Julia Tak bardzo się boję i nie mam z kim się tym strachem podzielić.

Sama wszystko? A ojciec Sandry?

Od dawna nas nie ma. Zdecydowałam się na dziecko sama wybrałam go uczciwie, ale bez miłości. On o wszystkim wiedział. Kiedy zaszłam w ciążę, odszedł

Nie rozumiem Ale to już nieważne. Sandra jest.

Jest ale

Nie! Jest i będzie. Nie masz prawa się poddać!

Julia nagle podniosła głos:

Popatrz na to imię na ręce. Zrobiłam je tak, coby je było dobrze widać. Masz obowiązek, rozumiesz? Nie możesz zostawić Sandry tylko w pamięci.

Kasia się rozpłakała. Julia przeczekała, wygoniwszy kelnerów wzrokiem.

Całą noc spędziły razem, w salonie rozmawiając, milcząc, śmiejąc się i płacząc. Rano Julia zawiozła Kasię do szpitala.

Pojadę z tobą.

A ty masz czas?

Kasia, ty jesteś dziwna westchnęła Julia, wyjmując ze swojego wielkiego plecaka szczotkę do włosów. Proszę, uczesz się. Dziecko się przestraszy!

Z Sandrą udało się operacja była sukcesem. Julia zaprzyjaźniła się także z Arturem niedługo wszyscy widzieli, co ich łączy.

Mamo, a Artur z nami pojedzie?

Dużo ma pracy.

Ja mogę nazywać go po imieniu, bo on kocha moją Julię!

Skąd ty to bierzesz?!

No przecież widać! Jak ty nic nie rozumiesz

Uczucia Artura do Julii były oczywiste dla wszystkich poza nimi. Połowę rozmów zamieniali w formalności, a potem szli do swoich spraw.

Po odjeździe Kasi z Sandrą do Warszawy na dalsze leczenie Julia uznała, iż może pomagać nie tylko Sandrze i tak zabrała się za wolontariat, przewożąc dzieci do specjalistów. Auto stało się minidomem w trasie, z tabletami i bajkami.

Artur podziwiał ją w milczeniu.

Pierwszy krok nie był zrobiony aż do powrotu Sandry.
Dziewczynka przekonała matkę, żeby pojechać z nią do Julii jeszcze raz.

Mamo, bo ja muszę z Arturem porozmawiać.

O czym?

Mamo, czemu ty nic nie rozumiesz! Muszę mu powiedzieć!

Artur słuchał poważnie i śmiał się potem ze słów Sandry:

No i czemu jej nie powiesz?

Komu i co?

Julii, iż ją lubisz.

To nie takie proste

Miłości nie wystarczy? spojrzała na niego.

Czasem to za mało.

Sandra przestała zwracać uwagę, objęła mamę i pociągnęła ją do wyjścia:

Chodź, idziemy do Julii. Będzie się cieszyć.

Ustaliła sobie poważną rozmowę z Julią i zadziałało.

Wieczorem Julia zamykała salon pełna determinacji. Skoro choćby dziecko widziało to, przed czym ona sama się broniła, czas przestać uciekać przed własnym szczęściem.

Nie zauważyła idącego prosto na nią Artura. Zabrzmiało ciche:

Cześć.

Kilka miesięcy później ławka znów szumiała.

Kogoś sobie znalazła! Przywiózł rzeczy, a nikt nic o nim nie wie! Jeszcze ją wykołuje!

Z wyglądu porządny

O rany, dużo ty wiesz! Niby twoje porządne, a co robią? Lepiej nie mówić!

Zadzwonić do ojca, to przyjedzie i wyjaśni!

Jest tu znowu!

Słuchajcie, widziałam go ostatnio. Coś się dzieje, zobaczycie!

I zobaczyli.

Julię w białej, nieprawdopodobnej sukni, która pozwoliła wszystkim podziwiać jej tatuaż na plecach aż zatkało choćby Grzybowską.

Artura, prowadzącego Julię do ołtarza, Sandrę sprzedającą Julię pannie młodej za uśmiech i uścisk.

Kasię, która ryczała ze szczęścia, co chwilę poprawiając welon Julii i machając ręką na pytania: Dajcie mi się wypłakać, to są łzy radości!.

Dziwnych gości z odległych stron, co z bukietem tuliły Julię, jakby była własną córką.

Nikt nie wiedział, kim byli.

Nikt też nie wiedział, skąd Julia tuż przed odjazdem zdjęła ślubne szpilki i założyła trampki, które przytargała przezorna Kasia z bagażnika, deklarując z uśmiechem: W tym się nie da prowadzić samochodu.

Artur zawiązał jej sznurówki, a potem wsadzili się do auta, rozbawiając całą ławkę.

No tak, wszystko nie tak jak u ludzi! rozbrzmiewało przy blokowej ławce.

A bo to Fifa!

Pewnie, Fifa!

Idź do oryginalnego materiału