Fałszywe piękno
Nie wierzę! Naprawdę się rozstaliście?! Żartujesz sobie?! Zosia spojrzała na mnie z takim zaskoczeniem, iż aż zrobiło mi się niezręcznie. Jej oczy rozbłysły, brwi uciekły wysoko, a usta otworzyły się w szczerym zdumieniu aż trudno było jej uwierzyć w tę wiadomość. Przecież ty byś Natalkę na rękach nosił! Całą waszą parę wszystkim stawiałam za wzór Sama marzyłam o takim związku!
Naprawdę, Zośka Sam nie wierzę. Westchnąłem ciężko i spojrzałem w okno. Za szybą lał rzęsisty, jesienny deszcz, po szybie płynęły potoki wody, rozbijające się na drobne krople. Taki obrazek świetnie oddawał moje nastroje. Czułem się zupełnie pusty w środku. Tęsknota za pięcioma latami związku nie pozwalała o sobie zapomnieć, wszystko widziałem w szarych barwach. Gdzieś tam, gdzie kiedyś było ciepło jej spojrzenia, przytulenia, wspólne marzenia o przyszłości, została tylko dziura. Zacisnąłem pięści aż do knykci i z trudem opanowałem drżący głos: To już koniec, rozumiesz? Koniec
Ale dlaczego? nie dawała mi spokoju Zosia, przysuwając się bliżej i wpatrując się w moją twarz. Natalia czekała na ciebie przez pół roku, gdy byłeś w delegacji! Oddana, wierna, nie zawracała sobie głowy żadnymi amantami!
Skąd możesz to wszystko wiedzieć? Przecież mieszkasz daleko westchnąłem ponuro i uśmiechnąłem się gorzko. To chyba wasza kobieca solidarność?
Może i brakuje mi do Warszawy trochę kilometrów, ale pamiętaj, mam szeroką siatkę znajomych odpowiedziała bez urazy, z lekkim, ale zaciekawionym uśmiechem, w którym jednak dało się wyczuć troskę o mnie. Mam kogoś, kto miał ją na oku. Wiem, iż wzięła się za siebie, o szczegółach nie słyszałam, ale Zmieniła fryzurę, zaczęła chodzić na siłownię, trochę podrasowała garderobę. I wszystko to zrobiła, kiedy cię nie było. Bardzo się starała, Michał.
No właśnie! Przez to się rozstaliśmy! Niemal wybiegłem do przedpokoju po telefon, który zostawiłem w kurtce. Moje ruchy były nerwowe i gwałtowne, jakbym chciał uciec od myśli. Gorączkowo przeszukałem kieszenie, wyjąłem telefona i wróciłem do Zosi. Chcesz, to ci pokażę, co się wydarzyło Przypominasz sobie, jak przed wyjazdem wyglądała Natalia?
Oczywiście! Zosia przewróciła oczami, przez chwilę zamyśliła się, jakby odtwarzając sobie w głowie obraz Natalii. Sympatyczna dziewczyna. Długie, proste, jasny blond włosy, duże niebieskie oczy, zgrabny nosek Figura niczego sobie, chociaż góra nie była zbyt obfita, ale sądziłam, iż tobie wszystko pasuje?
I już! Dla mnie wszystko w niej było jak trzeba! wybuchłem nieco za głośno, po chwili ucichłem do cichego szeptu. Zacisnąłem dłoń na telefonie, spojrzałem surowo przed siebie. Dla mnie była ideałem! Kochałem właśnie taką, jaka była. Ale wystarczyło, iż wyjechałem, i jej koleżanki zrobiły jej pranie mózgu iż mnie nie zatrzyma, jeżeli się nie zmieni. I ona ona uwierzyła. Przekonały ją, iż jak się nie odpicuje, rzucę ją bez żalu.
Naprawdę to takie straszne? Zosia wyraźnie zaczęła się niepokoić; jej palce zaciskały się na podłokietniku fotela, a brwi zmarszczyły się z troską. Bardzo chciała wyobrazić sobie, co mogło się wydarzyć, ale nie ogarniała jeszcze skali zmian.
Spójrz sama! Wsunąłem jej ekran telefonu niemal przed nos. Na wyświetlaczu była Natalia w ogóle nie ta sama dziewczyna.
Piękne fałdy włosów, z których Natalia słynęła i które były jej dumą, zostały ścięte krótko, brutalnie pofarbowane na platynowy blond. Zamiast lekkości i kobiecości kanciasta ostrość. Nad ustami widać było ślady specjalisty, który trochę przesadził usta zrobiły się nienaturalnie pełne, jak obce na jej twarzy. Dziesięć kilo mniej ale zamiast zgrabnej sylwetki wychudzenie: ostre obojczyki, żebra widoczne pod skórą, ramiona filigranowe aż do przesady. Cera blada, podkrążone oczy jak po nieprzespanej nocy. No i największy koszmar: powiększyła biust choć przecież zawsze wiedziała, iż cenię naturalność i nigdy bym jej nie popierał przy takich pomysłach!
Patrzę na nią, ona po mnie przyszła na lotnisko I myślę, iż może lepiej przejść bokiem i udawać, iż jej nie poznaję głos mi drżał ze wzburzenia. Odwróciłem się gwałtownie, uderzyłem pięścią w ścianę, aż zabolało. Jak można przez pół roku zrobić sobie coś takiego?! Przecież zawsze mówiłem, iż dla mnie jest idealna, iż nie chcę żadnych rewolucji!
Nie byłem w stanie się uspokoić. Łaziłem po pokoju, wymachując rękoma, raz zatrzymując się w miejscu, innym razem kręcąc się nerwowo jak dzikie zwierzę w klatce. Twarz mi płonęła, potem bladła. Zaciskałem dłonie w pięści, przecierałem twarz, jakby chciał wymazać z pamięci to, co zobaczyłem.
Zosia jak nikt rozumiała moją frustrację. To jej żaliłem się na szefa, który wysłał mnie na tę idiotyczną delegację do Wrocławia na całe pół roku. Nie chciałem zostawiać swojej, martwiłem się, nie mogłem zabrać jej ze sobą ostatni rok studiów, egzaminy, a i moja robota wymagała obecności w biurze. Przez te miesiące dzwoniłem do Natalii codziennie, wspierałem, opowiadałem, jak tęsknię. I teraz wracam i widzę inną kobietę, jakby ją ktoś podmienił.
Michał, może ona po prostu chciała ci się przypodobać? delikatnie podeszła Zosia, próbując mnie uspokoić. Może ktoś wmówił jej, iż ty docenisz takie zmiany
Gorzko się uśmiechnąłem:
Przysporzyć mi radości? Ale gdzie ona teraz jest? Kochałem ją taką, jaka była. Teraz nie wiem już, z kim mam do czynienia.
Najwięcej zamętu wywoływał fakt, iż Natalia przez cały czas odmawiała wideorozmów. Za każdym razem, gdy proponowałem Skypea, zbywała mnie milutko, zapewniając, iż szykuje niespodziankę, która mnie powali. Zabrzmiało to choćby uroczo, ale w środku miałem mdłości. Nie dawało mi to spokoju: a może już dawno ma kogoś innego, tylko nie chce zrywać przez telefon? Ta myśl drążyła mnie od środka, nie dawała pracować.
W końcu nie wytrzymałem i poprosiłem kolegę z Krakowa, który mieszkał kilka ulic od Natalii, by zorientował się w temacie: popytał, poobserwował, niech mi powie, co się dzieje. Zgodził się, choć sceptycznie.
Po dwóch dniach zadzwonił:
Mówi, iż szykuje niespodziankę oznajmił z niepewną miną. Ale nie jestem pewien, czy ci się spodoba. Na pewno się zdziwisz. I spokojnie nie ma żadnego nowego chłopaka, zadaje o tobie pytania, przejmuje się, kiedy wrócisz.
Trochę mi ulżyło. Odetchnąłem z ulgą. Może przesadzam z paniką? Może naprawdę chce mnie tylko zaskoczyć i nie mam się czego bać? Najważniejsze, iż mnie nie okłamała, nie zdradza, nie ma żadnych równoległych romansów. Myśl, iż czeka, dodawała mi otuchy.
Dziś wiem, iż powinienem był wtedy jednak poprosić o zdjęcie, które kolega chciał mi wysłać zobacz, co na nią wstąpiło. Ale byłem głupi: Nie, dziękuję, wolę niespodzianki. Gdybym spojrzał, może gwałtownie wróciłbym do Warszawy, może uratowałbym sytuację! Może wziąłbym ją w objęcia i przekonał, iż jest dla mnie idealna taka, jaka jest Ale teraz już za późno.
W dzień powrotu byłem tak zestresowany, iż nie mogłem wysiedzieć w miejscu. Sprawdzałem zegarek co pięć minut, dłubałem przy kurtce w samolocie, potem w taksówce obgryzałem paznokcie. Serce waliło mi na oślep, dłonie miałem spocone, przed oczami przesuwały się obrazy: wychodzę z hali przylotów, dobiega do mnie Natalia, rzuca mi się na szyję, czuję zapach jej włosów. A potem wracamy do domu, parzymy herbatę, siadam na kanapie i opowiadamy sobie godzinami, co było, jak się czuliśmy, śmiejemy się i przytulamy.
Rzeczywistość była brutalniejsza. Kiedy zobaczyłem ją pod wyjściem z lotniska, zamarłem. To nie była ta sama dziewczyna. Jej wygląd był nie do poznania. Przez chwilę myślałem, iż może pomyliłem osoby. Zamrugałem, próbując pojąć, co widzę, poczułem chłód w żołądku.
Michał! Tak za tobą tęskniłam! Natalia rzuciła się ku mnie z wyciągniętymi ramionami, ale odsunąłem się nie pozwalając się objąć. Uśmiech jej zgasł, w oczach błysnął ból i niedowierzanie, ręce zawisły w powietrzu. Stała przez moment zaskoczona.
Co się dzieje? Przecież to ja! Mój prezent aż taki szokujący? w jej głosie przebrzmiewała nadzieja, choć była mocno podenerwowana. Gładziła włosy nerwowo, jakby tym gestem chciała odzyskać moje względy.
Nie poznaję cię. Gdzie zniknęła moja ukochana dziewczyna? powiedziałem beznamiętnie, tłumiąc emocje. Chciałem wykrzyczeć wszystko, co mnie gnębiło, ale wokół tylu ludzi Odsunąłem się jeszcze o krok, patrząc na nią szeroko otwartymi oczami. Jesteś chora? Albo zwariowałaś? Gdzie twoje piękne włosy? Gdzie naturalna kobiecość? Przecież zawsze wyglądałaś świeżo i ślicznie…
Chciałeś powiedzieć: grubo, nie? załkała Natalia, z trudem powstrzymując łzy, a jej głos zadrżał. Zaciskała i rozluźniała pięści, starając się nie rozpłakać przy wszystkich. Znajome dziewczyny chyba dla podtrzymania na duchu zachichotały, co tylko pogłębiło jej smutek. Rzuciła im spojrzenie pełne żalu.
Możesz nie ściemniać wiem, iż się zapuściłam z trudem wydusiła, próbując być stanowcza, choć głos jej się łamał. Ale przynajmniej teraz nie będziesz się ze mną wstydził pokazywać na ulicy, co? Teraz jestem taka modna i stylowa. Lepiej niż przedtem, prawda?
Kto ci powiedział, iż teraz w ogóle gdziekolwiek chcę z tobą iść? syknąłem zimno. Z pięknej dziewczyny zamieniłaś się w karykaturę samej siebie. Kochałem cię za to, kim byłaś, a teraz choćby nie spytałaś, co o tym myślę! Wspólnie wszystko omawialiśmy, dzieliliśmy się myślami, a tu choćby słowa uprzedzenia!
Michał, co ty gadasz! odezwała się jedna z koleżanek Natalii, ta co stała trochę z tyłu, i zawsze rzucała w moją stronę jakieś oczka. Powinieneś się cieszyć! Teraz Natalia to gwiazda, chłopaki za nią biegają, sama widziałam! A ostatnio, po metamorfozie szaleństwo! przy tym wymownie popatrzyła na rozpięty dekolt Natalii i zamrugała oczami, jakby to wszystko tłumaczyło. Przecież ona wszystko to robiła dla ciebie!
Odwróciłem się do niej gwałtownie, ledwo powstrzymując nerwy.
Nie dla mnie, tylko dla siebie! zwróciłem się do Natalii, głos mi się załamał od bólu i złości równocześnie. Nie rób ze mnie winnego tego cyrku!
Podszedłem do niej bliżej, obniżając głos do szeptu, w którym była sama rozpacz:
Natalia, przecież wiedziałaś, co myślę o takich rzeczach. Kochałem cię naturalną. To, co sobie zrobiłaś Nie umiem tego zaakceptować. Byłaś piękna. A teraz? Wszystko wygląda jakbyś grała cudzą rolę.
Przez moment zamilkłem, przeczesałem włosy dłonią i powiedziałem już spokojniej, choć twardo:
Przez ostatni miesiąc cały czas myślałem tylko o tym, jak wrócę i się ci oświadczę. Kupiłem choćby pierścionek. Chciałem budować z tobą rodzinę Ale teraz Wybacz, z lalką nie umiem żyć.
Natalia zbladła. Łzy pociekły jej ciurkiem po policzkach, wstrzymała oddech, próbując coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Chciała się zbliżyć, zatrzymać mnie, wyjaśnić, iż wszystko da się jeszcze naprawić.
Michał! Poczekaj! wydusiła w końcu, głos załamał się boleśnie. Nie chciałam Myślałam, iż tak będzie lepiej dla nas, iż będziesz dumny…
Ale już się odwróciłem i szedłem w przeciwnym kierunku, nie patrząc wstecz. W środku buzowały we mnie złość, rozczarowanie i żal, iż wszystko się rozpadło inaczej niż sobie wyobrażałem.
Natalia jeszcze wołała coś za mną, próbowała biec, ale koleżanki ją zatrzymały.
Niech idzie! jedna zarzuciła jej rękę na ramię. Co się rozpraszasz? Ma teraz szok, więc taka reakcja.
E, nie martw się! przytaknęła druga, udając wszystko wiedzącą. Prędzej czy później za tobą zatęskni i wróci na kolanach. Zawsze znajdziesz kogoś, kto cię doceni.
Natalia słuchała ich, ale słowa przechodziły mimo niej. Patrzyła w moją stronę, płacząc cicho, z rozmazanym tuszem na policzkach. W głębi duszy wiedziała, iż choć chciała być lepsza, straciła coś najważniejszego
Przecież naprawdę chciałem się oświadczyć zakończyłem opowieść drżącym głosem, chowając twarz w dłoniach. Moje ramiona ledwo dawały radę powstrzymać łzy. Wyobrażałem sobie, jak to będzie Jak ją zaskoczę, a ona ucieszy się i rzuci mi się na szyję. A potem ją zobaczyłem Wszystko we mnie się zawaliło. Po prostu jej nie poznałem.
Zamilkłem na chwilę, patrząc w bok.
Dlaczego wy, dziewczyny, zawsze nie jesteście zadowolone z siebie? Codziennie mówiłem Natalii komplementy, powtarzałem, jaka jest piękna. Kochałem każdy szczegół jej uśmiech, sposób w jaki zaciągała szalik, jej śmieszne miny. A ona wszystko to odrzuciła. Jakby uciekała przed samą sobą, próbując zmienić się w kogoś innego.
Najgorsze, wiesz co? Odsunąłem dłonie od twarzy. W oczach szkliły mi się łzy, które starłem szybko, zaciskając pięści. To nie był jej pomysł! To jej przyjaciółka do tego namawiała! Jestem pewien.
Skąd ta pewność? Zosia przechyliła się w moją stronę, szczerze zatroskana. Nigdy wcześniej nie widziała mnie takiego zwykle tryskałem energią, a dziś wyglądałem, jakbym został porzucony przez świat. Czułem na ramieniu jej ciepłą, przyjacielską dłoń.
Powiedziała mi to wprost wyrzuciłem z siebie, z niesmakiem. Przyszła do mnie! Teksty w stylu: Jestem lepsza od Natalii, ja jestem prawdziwa. O mało jej nie wywaliłem za drzwi! Uderzyłem pięścią w podłokietnik fotela, potem przeciągnąłem po włosach próbując się uspokoić.
Zacisnąłem szczęki, wziąłem głęboki oddech, próbując zapanować nad sobą.
Najgorsze, iż ona chyba sądziła, iż wskoczę jej w ramiona, jak tylko Natalia się zmieni. Ale ja taki nie jestem. Kochałem Natalię i aż boli, iż pozwoliła komuś tak wpływać na siebie.
Zosia słuchała w ciszy. Wiedziała, jak trudno mi się z tym pogodzić całe życie wierzyłem, iż jesteśmy dla siebie stworzeni, a wszystko runęło przez głupie manipulacje i niepewność jednej strony. Próbowała dodać mi otuchy, choć trudno było znaleźć odpowiednie słowa.
I co teraz? Próbowałeś z nią pogadać? Może da się to jeszcze naprawić Zosia dotknęła mojego ramienia z czułością w głosie.
Ona teraz kocha swoje nowe ja, nie zamierza wracać do dawnych czasów. Wysiliłem się na uśmiech, ale był on pełen rozpaczy. Natalia zadzwoniła, próbowała mnie wzruszyć. “Nie masz prawa mnie rzucić, czekałam na ciebie pół roku!” padłem wtedy na tapczan, czując na sobie ciężar całego świata. Ja ją kocham. Nadal! Ale ona zniknęła Zamiast tej dziewczyny obca lalka, nie moja Natalia!
Zosia ścisnęła moją dłoń jej ciepły dotyk na chwilę ukoił mój smutek. Nic nie mówiła, nie pocieszała banałami, po prostu była ze mną.
Widzi, jak drżą mi dłonie, walczę ze sobą, żeby nie wybuchnąć płaczem, choć jeszcze przed chwilą sądziłem, iż mam wszystko pod kontrolą. Ramiona mi drżały, a oddech rwał się, jakbym walczył o każdy oddech.
Wiesz zacząłem cicho, patrząc gdzieś przez okno kiedyś spacerowaliśmy jesienią, liście wirowały na wietrze, a ona śmiała się, jej kaptur ciągle spadał, a ja go poprawiałem. Powiedziała wtedy: Michał, chcę, żeby tak było zawsze. A ja odpowiedziałem: Tak będzie, maleńka, obiecuję. Wierzyłem w to całym sobą
Zamilkłem, łykając łzy. Zosia dostrzegła mój ból, a jej własne oczy zaszkliły się z żalu.
A teraz? wydusiłem z trudem, teraz ona patrzy w lustro i widzi ideał. A ja widzę już kogoś obcego. Jak to wszystko mogło się tak zepsuć w pół roku? Dlaczego nie porozmawialiśmy wcześniej, nie dogadaliśmy się?
W końcu łzy polały mi się po policzkach, nie próbowałem ich już powstrzymywać. Siedziałem zgarbiony, płakałem jak dziecko, które straciło pewność, iż świat jeszcze kiedyś będzie dobry. Moje ramiona drżały, oddech rwał się, a dłonie raz po raz mocno się zaciskały.
Zosia przytuliła mnie mocno, pomagając mi poczuć choć odrobinę wsparcia.
Michał wyszeptała cicho, starając się mówić pewnym głosem to nie twoja wina. Kochałeś ją, byłeś przy niej, zawsze ją doceniałeś, wspierałeś na każdym kroku. To nie twoja odpowiedzialność. Ktoś inny ponosi za to winę zazdrość czy głupota, nie ty. Nie możesz brać wszystkiego na siebie.
Spojrzałem na nią oczy miałem czerwone, spuchnięte, pełne zagubienia.
Może przesadziłem? Może powinienem próbować rozumieć, a nie odrzucać? Może się bała, iż ją przestanę kochać? Może chciała sprawić mi radość, a ja nie doceniłem jej wysiłku i wszystko rozbiłem swoim niezadowoleniem?
Czułem, iż wewnątrz toczę walkę między żalem, miłością i nadzieją. Gdzieś pod tą nową otoczką szukałem swojej dawnej Natalii, tej, która parzyła mi rano kakao i rysowała uśmiechnięte buźki na zaparowanych szybach. Która śmiała się choćby z moich kiepskich dowcipów i potrafiła poprawić mi humor zawsze.
Zosia ścisnęła moją rękę jeszcze mocniej, patrząc mi prosto w oczy.
Masz prawo do własnych uczuć powiedziała stanowczo. Masz prawo, by nie akceptować tego, co ci nie pasuje. Ale jeżeli naprawdę zależy ci, by to naprawić może powinieneś jeszcze raz spróbować z nią spokojnie porozmawiać. Nie dla niej dla waszej przeszłości. Dla tej miłości, która wciąż żyje w twoim sercu. Porozmawiajcie. Powiedz jej, co czułeś. Niech opowie, dlaczego się zmieniła. Może dzięki temu oboje coś lepiej zrozumiecie.
Głęboko odetchnąłem. Otarłem łzy o rękaw i spojrzałem przez okno. Deszcz ustał, przez chmury wyjrzały pierwsze promienie zachodzącego słońca, oblewając niebo różowo-złotym światłem. Wpatrywałem się w ten obraz długo, jakbym szukał w nim odpowiedzi.
Może masz rację szepnąłem. Ale teraz teraz potrzebuję czasu. Muszę zrozumieć, czego tak naprawdę chcę. Nie mogę wszystkiego zapomnieć od razu, ale nie chcę też stracić tej nadziei, jeżeli jeszcze można coś uratowaćPrzez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, słuchając cichego kapania resztek deszczu i świszczenia wiatru za szybą. Czułem, jak powoli z mojego wnętrza uchodzi napięcie; z każdym oddechem żal stawał się mniej ostry, a tęsknota łagodniała. Była w niej nuta wdzięczności za te wszystkie lata, za śmiechy, wygłupy, wspólne plany, choćby dziś wydawały się przeszłością. Może właśnie tak musiało być. Może czasem miłość to umiejętność odejścia wtedy, kiedy kocha się za bardzo.
Wstałem powoli z fotela i podszedłem do okna. Na opustoszałej ulicy liście tańczyły złote piruety, lśniące w promieniach zachodzącego słońca. Spojrzałem na odbicie swojej twarzy w szybie trochę starszej, trochę smutniejszej, ale też dojrzalszej. Odwróciłem się do Zosi, która patrzyła na mnie ciepło, z nieukrywanym wsparciem.
Dziękuję powiedziałem cicho. Uśmiechnęła się lekko, nie potrzebując słów.
Wiedziałem, iż muszę nauczyć się na nowo patrzeć na świat zaakceptować to, iż ludzie czasem gubią siebie w pogoni za cudzą aprobatą, albo po prostu, jak Natalia, za własnymi lękami. Być może kiedyś jeszcze się spotkamy jako zupełnie inni ludzie, gotowi przywitać się bez żalu. Tymczasem w tym jednym momencie postanowiłem zrobić coś, co, choć nie odwróci czasu, pozwala zacząć dzień od nowa.
Wyciągnąłem z kieszeni małe pudełeczko z pierścionkiem, obracam je w dłoniach, a potem stawiam na parapecie, jakby to był kamień milowy, zamknięcie jednego rozdziału. Zachowam na pamiątkę szepnąłem. Dla tej części mnie, która ją kochała.
A potem po raz pierwszy od miesięcy uśmiechnąłem się naprawdę i poczułem, iż gdzieś tam, za granicą własnego bólu, zaczynam odzyskiwać siebie. Bo prawdziwe piękno, to które zostaje na zawsze, nie rodzi się w lustrze ani w oczach innych ludzi. Ono zaczyna się w środku.
A ja choć trochę poobijany postanowiłem znów zaryzykować, pozwolić jesieni zamienić się w wiosnę. I być może znów nauczyć się kochać.









