„Fałszywe anioły” (fragment 1)

bialyorzel24.com 1 godzina temu

Krzesło było bardzo niewygodne. Wierciłam się przez dłuższą chwilę, chcąc znaleźć pozycję najwygodniejszą. W końcu zrezygnowałam. Nie wypadało się tak kręcić. Drżącą ręką sięgnęłam po szklankę z wodą. Wolałabym kawę, ale nie miałam odwagi o nią poprosić. Upiłam kilka łyków, starając się nie rozchlapać zawartości i nie dzwonić zębami o szkło. Ostrożnie odstawiłam szklankę i spojrzałam na mężczyznę, z wyraźną nadwagą, siedzącego naprzeciwko. Miał niebieskie, wyblakłe oczy. Takie zimne, bezduszne – pomyślałam – nic z nich nie można odczytać. W ogóle był jasnym blondynem. Łysiejącym, jasnym blondynem z białą, nieopalającą się nigdy cerą. Ile może mieć lat? – zaczęłam się zastanawiać – czterdzieści? Nie, chyba więcej. Czterdzieści pięć? Obrączki brak. Samotny? Singiel? Nie, to nic nie znaczy. Mój były też nie nosił obrączki, jak jeszcze był aktualnym, a nie, byłym. Dlaczego tu nie ma klimatyzacji? Czułam, jak bluzka lepi mi się do pleców. Dobrze, iż ubrałam lekką sukienkę. Facet ma koszulę z krótkim rękawem, marynarka wisi na krześle, ale i tak na pewno mu gorąco. Twarz mu się błyszczy. Ma taką nalaną twarz. adekwatnie to dlaczego się tak mówi?

– Proszę mi to wszystko jeszcze raz opowiedzieć.

Drgnęłam.

– Jeszcze raz? – westchnęłam teatralnie. Kątem oka widziałam, jak ten drugi, siedzący z boku przy małym biureczku, ziewnął dyskretnie. Tamten to chociaż jest przystojny – przemknęło mi przez myśl. – Dużo młodszy. Poprawiłam się na krześle i ponownie sięgnęłam po szklankę. Poczułam, iż zaczyna brakować mi powietrza. Drobnymi łykami opróżniłam zawartość. Pomogło. Trochę się uspokoiłam.

– Mówiłam prawdę – wychrypiałam.

– Wierzę pani, ale musimy spisać zeznania – zawiesił na moment głos. – Wyjaśnić parę szczegółów.

– A więc, panie komisarzu, zacznę od początku.

– Świetnie. Gdzie pani była…

– To nie jest początek. Wszystko zaczęło się od starej chałupy, a adekwatnie od momentu otrzymania spadku po mojej ciotecznej babci. Nie, nie jakieś miliony, ale mały drewniany domek pod lasem na Zaborzu.

* * *

Akt notarialny sporządzono dnia 20 stycznia 2021 roku przez Aleksandrę Mirosławę Dobrowolską z d. Zarucką i adwokata Jana Sebastiana.

Małgorzacie Pisarskiej z domu Mariackiej, wnuczce mojej ukochanej siostry Adelajdy Mariackiej z domu Zaruckiej zostawiam w spadku cały swój majątek: dom z ogrodem i inwentarzem we wsi Zaborze. Zapisuję również rodową biżuterię: złoty łańcuszek z krzyżykiem, różaniec z drzewa różanego przywieziony z pielgrzymki do Ziemi Świętej, dwie złote obrączki, pierścionek z rubinem i 19 obrazów olejnych oprawionych w złocone ramy.

Podpisano:

Aleksandra Mirosława Dobrowolska z domu Zarucka

Kancelaria Adwokacka Sebastian i spółka: adwokat Jan Sebastian.

* * *

Małgorzata Pisarska stała pod walącą się ruderą i zastanawiała się, co z tym fantem zrobić. Pamiętała ten dom z dzieciństwa. Przyjeżdżała tu z babcią Adelą. Te dwie babcie były jej całą rodziną. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym, jak miała dziesięć lat. Pamiętała ten dzień bardzo dobrze. Siedziała w swoim pokoju i czytała „W pustyni i puszczy” gdy w przedpokoju posłyszała jakieś męskie głosy, drżący głos babci „to niemożliwe” i „proszę ciszej, tam jest ich córeczka”. Głosy przeszły w szept, a potem nastała cisza. Bała się wyjść z pokoju. Czuła, iż stało się coś okropnego. Po bardzo długim czasie do pokoju weszła babcia Adela z czerwonymi oczami i mówiła. Mówiła i mówiła, a mała Gosia zrozumiała tylko, iż już nigdy rodziców nie zobaczy. Kochana babcia Adela dała jej tyle miłości i ciepła… I babcia Ala…

Przetarła oczy wierzchem dłoni i pociągnęła nosem. Wspomnienia wróciły. Mąż babci Ali zmarł niedługo po ślubie. Gośka nigdy nie zapytała, co było przyczyną jego śmierci. Mąż babci Adeli, czyli jej rodzony dziadek był zapalonym myśliwym i zginął podczas polowania. Pomyłka, czy celowe działanie? Nigdy nie wyjaśniono. Mąż Gośki po prostu pewnego słonecznego ranka powiedział „mam kogoś, wyprowadzam się”. I tyle go widziała. Od tej pory zostały we trzy. „Dom kobiet” śmiała się babcia Ala, nawiązując do dramatu Zofii Nałkowskiej. Babcia Ada, Adelajda Mariacka zmarła na zawał. Nigdy nie pogodziła się ze śmiercią syna i synowej. Gdy czuła, iż zbliża się już koniec, zobowiązała siostrę do opieki nad wnuczką.

– Pamiętaj, teraz ty jesteś całą rodziną Gosi. Masz się nią opiekować, choćby nie wiem co! Bo jak nie, to będę cię po śmierci straszyć.

– No wiesz! – Babcia Ala się oburzyła. – Niepotrzebnie to mówisz. Gosia jest tak samo moją wnuczką, jak i twoją. Wychowywałyśmy ją razem, więc po co to gadanie?

Małgorzata z kilkuletnim synkiem Luciem wyprowadziła się do swego, nowo zakupionego mieszkania na osiedlu Chemików. Często odwiedzała babcię Aleksandrę na Zaborzu, a potem w domu spokojnej starości. Tam właśnie jej samodzielna krewna wykupiła sobie miejsce dziesięć lat temu, mimo protestów Gosi. Urządziła się w maleńkim pokoiku z charakterystyczną dla niej fantazją: obrazki, koronki i kwiaty, zarówno sztuczne, jak i doniczkowe. W pokoiku zawsze pachniało świeżo zaparzoną kawą i drożdżowym ciastem. O domku pod lasem zupełnie nie myślały. Stała teraz wpatrzona w rozwalający się dom, z którym wiązało się tyle miłych wspomnień i czuła jak po policzkach płyną łzy. Nagle ktoś objął ją ramieniem, a inna ręka podała jednorazową chusteczkę. Spojrzała na wysokiego mężczyznę i uśmiechnęła się przez łzy – jak to dobrze, iż mam was. – Pomyślała.

– Chodź już, pojedziemy do nas na obiad. Musisz coś zjeść i przestać się martwić. Trzeba też się zastanowić, co zrobić z tym fantem. – Lucjan Pisarski ruchem głowy wskazał na dom, a Amelia objęła ją i pocałowała w policzek.

* * *

Przez następne trzy miesiące prawie codziennie przychodziła do domu babci Ali. Trochę porządkowała, przeglądała pamiątki: stare listy – wspomnienia. Siadała przed domem i patrzyła w stronę lasu, na połyskującą wodę stawów. Drzewa szumiały, śpiewały ptaki. Tak jak dawniej. Zamykała oczy i wsłuchiwała się w te głosy, tak różne od zgiełku miasta. Potem wracała do swego dwupokojowego mieszkania.

* * *

Amelia zadzwoniła do teściowej, iż będzie u niej wieczorem. Gośka po drodze kupiła ptysie, a teraz siedziały w małym pokoiku, przy ulicy Kochanowskiego, nazywanym przez gospodynię szumnie salonem.

– I naprawdę to zrobiłaś?

– Mhmm.

– I pomyśleli, iż prawdziwy?

Amelia kiwnęła głową.

– Przecież jak to się wyda…

– To mama będzie sławna.

Małgorzata przestała mieszać kawę, do której zapomniała wsypać cukier.

– Albo będę zamknięta w celi z mordercami.

– Jak już, to z morderczyniami. Ale, to tym bardziej będzie mama sławna. Sława wymaga wyrzeczeń.

Amelia podsunęła sobie krzesło bliżej fotela i przysiadła na jego brzegu. Z okrągłego, małego stoliczka wzięła dwa kieliszki z czerwonym winem i jeden podała teściowej.

– Proponuję opić ten sukces.

– Tak, pozostało mi tylko się rozpić. Kryminalistka i alkoholiczka. Co na to powiedzą moje wnuki?

– Że babcia jest the best, a życie jest pełne niespodzianek. A propos wnuków. Możemy podrzucić młode dzisiaj wieczorem?

– Możecie, ale ścianę w przedpokoju malujecie w przyszłym tygodniu, bo ten wzór z czekolady jakoś nikomu nie przypadł do gustu.

– Jasne! To ja już lecę! – gwałtownie opróżniła kieliszek, odstawiła na stolik i cmoknęła teściową w policzek. – Wiesz, iż cię kochamy!

– Wiem, bo nie macie innego wyjścia.

Jadwiga Buczak

Jadwiga Buczak – Oświęcimianka z urodzenia, Rzeszowianka z wyboru. Pisarka, poetka i wielbicielka psów. Z zawodu bibliotekarka. Autorka komedii kryminalnych i licznych opowiadań publikowanych w czasopismach i wydaniach zbiorowych. Ma na koncie również trzy tomiki wierszy i bajkę dla dzieci. Oprócz pasji literackiej ma jeszcze inną – malarstwo olejne i rysunek.

Idź do oryginalnego materiału