Oszuści nie muszą już wyłamywać drzwi ani nosić kominiarek. Wystarczy pewny ton głosu, wiarygodna opowieść i kilka minut spędzonych w cudzym mieszkaniu. Seniorka z Rzeszowa przekonała się o tym boleśnie w sobotni poranek.
Chwila, która kosztowała fortunę
W jednym z mieszkań przy ulicy Podwisłocze rozległo się zwyczajne pukanie. Za drzwiami stała młoda kobieta, która bez skrupułów przedstawiła się jako krewna sąsiadki. Tłumaczyła, iż nie ma jej w domu i poprosiła, by móc „chwilę poczekać”.
78-latka nie podejrzewała podstępu. Wpuściła nieznajomą do środka, kierując się zwykłą ludzką życzliwością. Po kilkunastu minutach gość wyszedł - a wraz z nim zniknęły pieniądze i szkatułka z biżuterią.
Stara metoda, nowe twarze
Dopiero, gdy drzwi się zamknęły, seniorka zauważyła, iż coś się nie zgadza. Przeszukane szafki i pusta szkatułka nie pozostawiały złudzeń. Straty oszacowała na ponad 72 tysiące złotych - kwotę, która dla wielu oznacza oszczędności życia.
Choć historia brzmi znajomo, sprawcy wciąż liczą na to samo: nadmierne zaufanie i pośpiech. Zmienią imię, wiek i legendę, ale cel pozostaje niezmienny - wejść, rozproszyć uwagę i zniknąć z cudzym dobytkiem.
Zasada ograniczonego zaufania
Mundurowi przypominają, iż do obcych lepiej nie otwierać drzwi ani serca. Każdą historię warto sprawdzić, a w razie wątpliwości zadzwonić pod numer 112. Uprzejmość to cnota - ale ostrożność bywa bezcenna.











