Ewelina spędziła cały dzień przy kuchence. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzina Tomka przyjechała i rozsiadła się przy stole.

twojacena.pl 1 tydzień temu

31 grudnia

Dzisiaj spędziłam cały dzień w kuchni. Zaledwie zdążyłam ogarnąć ostatnie przygotowania, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. To rodzina Andrzeja przyjechała rozsiadła się wokół stołu, jeszcze kurtki do końca nie zdjęli. Wuja Jadzia od razu zaczęła się rozglądać.

A gdzie jest mięso? zapytała tonem, który wcale nie oczekiwał odpowiedzi.

No przecież jest, gęś nadziewana, odpowiedziałam uprzejmie, starając się nie okazywać zdenerwowania.

Jadzia podniosła się z miejsca, z nieskrywanym oburzeniem:

To się nie da jeść. Wracamy do domu, Felek już, jedziemy!

Andrzej tylko spojrzał na mnie, zmarszczył brwi, po czym zaczął zbierać się wraz z ciotką.

No popatrz na siebie! Żyj sobie sama, jak nie umiesz gotować! rzucił mi w twarz, pakując swoje rzeczy do torby.

***

Wieczorem zadzwoniłam do Gosi.

Halo, Gosia? To ja, Lena. Co? Lena mówię, zakłócenia są Dzwonię, bo wiesz, w tym roku do was nie przyjadę na święta No nie, Gosiu, naprawdę. A po co? Ty będziesz z Markiem, córka z mężem i dzieciakami. A ja? Najem się sałatki, przepłacę za taksówkę, bo podwójna stawka A u kogoś spać nie umiem, przecież wiesz.

Co będziesz robić, Lena?

Nic, położę się spać i już odpowiedziałam przez szumy na linii.

Od rozwodu już pięć lat świętowałam z Gosią wszystkie Sylwestry i święta, ale w tym roku uznałam, iż odpuszczę.

Co? Ty też właśnie miałaś dzwonić? Wyjeżdżacie? Gdzie?

Do Krakowa, do ciotki Marka.

Miłej podróży i dobrej zabawy! Co? Problem? Jaki? Przerywało coraz bardziej.

Przyjedzie do ciebie może Kasia, moja siostrzenica, wytrzymasz parę dni? Coś tam znowu zaszumiało

Nie lubię obcych w domu, ale w końcu się zgodziłam, nieco poirytowana. I zaraz po odłożeniu słuchawki pomyślałam, iż może to i lepiej nie spędzę świąt całkiem sama. Trzeba by przygotować chociaż jakąś sałatkę Mi wystarczą kanapki, ale gościa trzeba czymś poczęstować.

Znalazłam warzywa, wstawiłam do gotowania, przygotowałam natkę, a w głowie przewijały się dawne wspomnienia.

Kiedy byłam z Andrzejem, już 30 grudnia zjeżdżała się wiejska rodzina. W kuchni był taki rozgardiasz, iż choćby otwarte okno nie pomagało. Wszędzie para, w garnkach pyrkał rosół, w piekarniku piekły się ciasta, smażyły się kotlety I wszystko tłuste! Ja tylko krzątałam się i usługiwałam: raz coś na balkon wynieść, raz ziemniaki obrać. Gotować mi zwykle nie pozwalali od kiedy zrobiłam sałatkę z awokado i usłyszałam, iż to jakieś paskudztwo.

Tylko w tym majonezie wszystko pływa, aż się nie da patrzeć oburzałam się później do Gosi. A jeszcze faceci od razu do stołu, degustacja domowych nalewek.

Na Nowy Rok rodzina wszystko wypiła, wyjadła i się rozjechała. Zostawili mi bałagan na cały tydzień sprzątania. Andrzej w tym czasie bawił w rodzinnym domu i wracał ponury, marudny i od razu była awantura. Nasłuchał się od krewnych, iż niby wziął sobie żonę, co gotować nie potrafi. Złapało mnie poczucie winy, bo faktycznie nie umiem robić takich tłustych dań, jak jego mama. Pozostawało mi się skarżyć Gosi, aż w końcu powiedziała: Dość, spróbuj zorganizować wszystko sama, ale po swojemu. Razem przygotowałyśmy lekkie przekąski, zadowolone, iż wszystko się uda ale rodzina i tak kręciła nosem, pytając o mięso. Gęś nie wystarczyła, gdzie puree?.

W końcu Jadzia wstała od stołu, robiąc wielką scenę.

Nagotowałaś jakiegoś zielska! Felek, do domu!

Wszyscy się zebrali i trzasnęli drzwiami.

Sam zostawać nie będę, a ty sobie żyj! rzucił Andrzej, pakując torbę.

Patrzyłam za nim długo, aż czajnik zaczął gwiżdżeć. Zaraz potem usłyszałam dzwonek pomyślałam, iż to na pewno Kasia.

Drzwi otworzyłam mechanicznie. Przed progiem stał mężczyzna, pewnie koło czterdziestki.

Dzień dobry. Aleksander Brzozowski, kuzyn Marka. Przyjechałem niespodziewanie, ich nie było, dowiedziałem się, iż pani jest Lena?

Zatkało mnie. Przecież Gosia wspominała o siostrzenicy

Aleksander się roześmiał:

Może coś się pomyliło przez zakłócenia?

Zaprosiłam go w końcu do środka, zakłopotana. Okazało się, iż Aleksander ma bilet powrotny na wieczór pierwszego i nie będzie kłopotał długo.

Przeszłam do kuchni, żeby odcedzić warzywa, kiedy Aleksander rzucił niby żartem:

A tylko sałatką zamierza pani świętować Nowy Rok?

Prychnęłam bezwiednie:

A co, trzeba bogato żeby był schab pieczony, sałatka jarzynowa w miednicy?

Zaśmiał się serdecznie.

Co pani, ja w ogóle nie lubię tłustego. Rybę to co innego

No to powiedziałam wprost nie umiem dobrze przyrządzić ryby, choćby jej nie mam w domu.

Na to Aleksander, już zakładając kurtkę:

Nic nie szkodzi. Zaraz wrócę, proszę się nie przejmować.

Zamknął za sobą drzwi, zanim zdążyłam zaprotestować. Taki absurdalny dzień

Mijała już półtorej godziny, powoli zaczynałam się martwić, czy się chłop nie zgubił. W końcu dzwonek pędzę do drzwi, a tam Aleksander z pokaźną choinką pod pachą i reklamówkami w rękach.

Po co to wszystko?

No jak to? Tradycja być musi! Bez choinki nie ma Nowego Roku, a tu jeszcze mandarynki i butelka szampana. Chodź, będziemy razem szykować święta.

Śmiałam się i dekorowałam z nim choinkę, obieraliśmy krewetki, szykowałam warzywa, a on piekł karpia. Pierwszy raz gotowałam prawdziwą świąteczną kolację z kimś, kto po prostu lubił gotować i cieszył się z małych rzeczy.

O północy wypiliśmy po lampce szampana:

Za Nowy Rok, za nowe szczęście! wznieśliśmy toast.

Później długo rozmawialiśmy. Powiedziałam, iż kiedyś Andrzej był inny, lepszy, łagodniejszy Może byłam ślepa? Miłość jest chyba zawsze trochę ślepa.

Aleksander westchnął:

Ja też już jestem po rozstaniu. Banał ja wracam z wyjazdu, ona już z innym. Od razu składam papiery, jak wrócę do domu Ale mówmy o czymś weselszym! Opowiemy sobie coś z dzieciństwa.

I tak przegadaliśmy całą noc, śmiejąc się z własnych wygłupów. Ja wspomniałam, jak zakładałam się z chłopakami i wlazłam na drzewo pod blokiem, a potem nie mogłam zejść i pół podwórka się ze mnie śmiało.

Aleksander śmiał się, jak w szkole przykleił krzesło dyrektora do podłogi, a ojciec potem go w domu przepraszał remieniem.

Rano był już czas na pożegnanie. Spałam tak głęboko, iż Aleksander musiał mnie delikatnie obudzić.

Lena, muszę już jechać, zamknij potem dobrze drzwi.

Przyprowadziłam go do przedpokoju, trochę smutna.

Dziękuję, naprawdę za to święto

On chwilę się zawahał, potem zapytał:

Mogę kiedyś wpaść jeszcze raz? Jak wrócę, już oficjalnie?

Zachichotałam, choćby nie przestając się cieszyć:

Przyjedź, będę czekać

Aleksander pocałował mnie w policzek i już był za drzwiami, zanim zdążyłam dokończyć zdania.

Stałam w pustym mieszkaniu, dotykając jeszcze ust i uśmiechając się do siebie. Bo czasem znasz kogoś całe życie i nic z tego, a czasem w ciągu jednej doby pojawia się ktoś, z kim czujesz się, jakbyście znali się od zawsze.

Nie ma co ukrywać cuda w Nowy Rok naprawdę się zdarzają. Trochę zbiegu okoliczności, kapka szczęścia i nowe życie zaczyna się, gdy już straciłeś nadzieję.

Idź do oryginalnego materiału