Ewa, idziesz do domu? – Kasia niecierpliwie zapukała paznokciami w blat biurka

twojacena.pl 12 godzin temu

Kasia stała w drzwiach, gotowa do wyjścia.

Niecierpliwie bębniła palcami o blat.

– Ewa, idziesz do domu? – zapytała.

– Nie, zostanę jeszcze. Mąż ma po mnie wpaść – skłamała Ewa bez wahania.

– No, jak chcesz. Do jutra – Kasia wyszła, kołysząc biodrami.

Biuro pustoszało powoli, krok po kroku.

Za drzwiami stukały obcasy, słychać było pośpiech.

Ewa wzięła telefon do ręki.

Pomyślała o mężu z goryczą.

„Pewnie leży z piwem przed telewizorem”.

Westchnęła i wybrała numer.

Po trzech sygnałach usłyszała szum telewizora.

Potem odezwał się głos Jacka.

– Słucham – powiedział krótko.

– Jacek, leje deszcz, a ja mam zamszowe buty. Przyjedź po mnie.

– Ewuniu, przepraszam, już piwo wypiłem. Weź taksówkę.

– Jak zawsze. Niczego innego się nie spodziewałam.

– Przecież obiecywałeś nosić mnie na rękach.

– Kochanie, mecz… – w tle krzyczeli kibice.

Ewa rozłączyła się bez słowa.

Dawno minęły czasy, gdy czekał pod biurem.

Wtedy nie miał choćby samochodu.

A mimo to przyjeżdżał codziennie.

Teraz miał tylko kanapę i pilota.

Wyłączyła komputer i wstała.

Ubrała się szybko, zgasiła światło.

Korytarz był pusty i cichy.

Tylko jej obcasy stukały o podłogę.

W holu stał zastępca dyrektora, Tomasz Kowalski.

Rozmawiał przez telefon, w czarnym płaszczu.

Wyglądał jak aktor z filmu.

Kobiety szeptały, iż jest singlem.

Ewa miała cięty język.

Pomyślała, iż pewnie jest chory na coś.

– Spotyka się z modelką, zapomniałam imię – mówiła kiedyś Kasia.

Jacek też kiedyś był przystojny.

Robił trzydzieści pompek dziennie na drążku.

Potem przyszło lenistwo i piwo.

I ten sam widok każdego wieczoru – kanapa, telewizor, puszka na podłodze.

Nagle usłyszała za plecami przyjemny głos.

– Ewo Piotrowna, trochę się pani spóźniła – powiedział Tomasz.

– Myślałam, iż mąż przyjedzie, ale nie mógł – odpowiedziała, odwracając się z uśmiechem.

Schował telefon i podszedł bliżej.

– Podwiozę panią – otworzył drzwi.

– Nie trzeba, wezmę taksówkę – odmówiła, wychodząc na deszcz.

Przystanęła, patrząc na kałuże i swoje zamszowe buty.

Wiosna, a już leje jak z cebra.

– Niech się pani nie martwi, taksówka czeka – wziął ją pod ramię.

Jak tu odmówić takiemu mężczyźnie?

Szkoda, iż żadna koleżanka tego nie widziała.

Wsiadła do SUV-a, poprawiając spódnicę.

– Obserwuję panią od dawna. Chciałbym zaproponować pani stanowisko szefowej marketingu.

– A co z Haliną Stanisławówną? – zapytała zaskoczona.

– Czas na emeryturę, nie nadąża za nowościami.

Ewa pomyślała o wnuku Haliny i jego ślubie.

– Dostanie godną odprawę, jeżeli to pani niepokoi.

Auto zbliżało się do jej domu.

– W prawo, to mój blok – przerwała ciszę.

Nowa praca czekała, ale cena była wysoka.

Idź do oryginalnego materiału