Absurdalność sytuacji tyła jak obwód pomidorów pod sierpniowym słońcem. Świat liter, naiwny potworek z pogranicza bajki i horroru, obiecywał niewiadomoco i więcej.
- Do du.. . jeżeli dobrze usłyszał narrator, chyba właśnie tak jasno ujęte, totalne zwątpienie, wypowiedziało cicho dziewczę. Monitor w ramach dyskretnego zalewu pewutek i emotek próbował podnieść ciśnienie stygnącej panience, ale temperatura w niej i na niej nikła niczym woda w zamarzającej przerębli. Krionetowa bynajmniej sztuczka, biologiczny mózg zdecydowanie nie chciał fantomów, omamów i całego tego wirtualnego gówna, atakującego ostatnio choćby jego sny. Sny – parki dendrytowej odnowy - zainfekowane literowymi wirusami kręciły się podskrętnie, ale od czegóż niepodrażniana ciągiem czarnych wyrazów logika szarej masy spoczywającej w łóżku pod słońcem, pięknie wschodzącym w oknie o szóstej zero jeden.
Tak, pani. Tak, ale jak? Aha.
Dziewczę, boso i tylko w prześwitującej koszulince od spania, podeszło do drewnianego blatu starego biurka, kiedyś tam odziedziczonego po dziadku-teściu. Wyrwała dwa kabelki z leżącego na nim potworka, który podstępnie udawał zbawiciela od trosk wszelakich. Podniosła dziadygę na wysokość podniesionych rąk i z uśmiechem, bez cienia furii, ale energicznie, cisnęła nim w białą ścianę pokoju od strony południowej. Dla pewności, odbitego od pokaleczonej gładzi i zdychającego na parkiecie, dobiła siedmioma rozbudowanymi, bardzo dupnymi wulgaryzmami języka zza krat.
I żyć poczęła.
Statystyki: autor: eka — 20 mar 2025, 16:00