Egzamin
Mam już tego dosyć! Dość! jeżeli jeszcze raz zaczniecie mi truć głowę, po prostu nigdzie nie pójdę! Tak, nie pójdę na żaden egzamin! Usunę się w ogóle! Co wtedy zrobisz, co?! Gienia cisnęła plecak w kąt przedpokoju i ściągnęła z głowy czapkę.
Mama nie odpowiedziała nic. Pokręciła tylko głową i poszła do kuchni.
Gienia ściągnęła kurtkę, już miała ją rzucić obok plecaka, ale się powstrzymała. Otworzyła szafę, powiesiła ją ładnie na wieszaku i westchnęła.
No nie, znowu się pokłóciły! I jak zwykle o nic!
Dlaczego mama ciągle musi ją pilnować, wypytywać i dawać rady? Co ona, ma siedem lat i zgubi się w Żabce? Przecież świetnie pamięta, iż dziś pierwsze zajęcia z nową korepetytorką. Po co co chwilę to powtarzać?!
Jasne, Gienia przesadzała. Mama tylko raz, łagodnie, spytała, czy pamięta o kolejnej już w tym roku nauczycielce języka polskiego i literatury. Problem w tym, iż irytowała ją sama idea nadzoru aż wybuchy złości weszły jej w nawyk. choćby jeżeli wcale nie było do nich powodu.
Gienia umyła ręce i zawiesiła się na chwilę, patrząc w lustro nad umywalką.
No pięknie! Pryszcze, klucha po tacie, rude loki od mamy i mina jak z plakatu o nieszczęśliwych dzieciach. Ile razy prosiła, żeby pozwolono jej przefarbować te włosy! Ale gdzie tam! Mama powtarza, iż uroda to sprawa drugorzędna, jeszcze się jej za to podziękuje.
Tia! Akurat! Większość ludzi wygląda “normalnie”, a ona jedna biega po mieście jak strach na wróble. Warkocze Przepraszam bardzo, kto dziś nosi warkocze?!
Mimo to Gienia lekko się uśmiechnęła, wspominając, jak mama niemal popłakała się ze złości, kiedy obcięła swoje nieszczęsne warkocze najtępszymi dziecinnymi nożyczkami z zestawu do prac ręcznych. Innych nie znalazła. Przycinała pasma, zaciskając zęby, przewidując już zrozpaczone:
Gieniu, dlaczego?!
A dlatego, iż mam już serdecznie dość! Wszyscy się wymądrzają! To jej życie, jej reguły! Będzie robić, co zechce!
Wszyscy gadają o tym, iż trzeba słuchać dorosłych. Tylko po co? Żeby wciskać jej swoje staromodne wypociny o życiu? Ona żyje zupełnie inaczej! Im się pewnie nie śniły takie możliwości! W jej wieku nie mieli choćby Facebooka! Jak w ogóle mogli żyć?! Niemożliwe! I przecież nie przetłumaczysz im, iż dziś wszystko jest inne. Edukacja? Po co? Przecież wystarczy klik i dowiesz się wszystkiego w trzy sekundy! Mama powtarza, iż sieć nie nauczy człowieka być człowiekiem, ale skąd ona może wiedzieć? Może powinna zapisać się na jakiś kurs porozumiewania się z nastoletnimi córkami!
Gienia zdrapała uschniętą skorupkę z pryszcza i skrzywiła się. Dobrze, iż matka tego nie widzi, bo by ją zaraz ciągła po dermatologach. Straszy, iż blizny zostaną do końca życia, ale Gienia ma to w nosie przecież i tak będzie się liczyć to, co człowiek ma w środku! Jak to mamie wytłumaczyć?
O, rodzicielska To fajne słowo rodzicielska. Urodziła ją fakt. Ale to nie znaczy, iż ma na nią akt własności! Gienia nie jest żadną rzeczą! Tak się, proszę szanownej mamy, córki nie traktuje!
Gienia puściła oko do swojego odbicia.
No i co, mamusiu? Smutno? Trzeba było nie zamęczać Gieni bieganiem po korepetytorach! Z tym swoim prawniczym zawodem też nie przesadzałaś. Ona już teraz wie o prawie więcej niż oboje rodziców razem. Jakby mieli chociaż trochę tej wiedzy, to rozwiedliby się z sensem, a nie jak im się podobało.
U mamy ani ambicji, ani dumy! Ojciec odszedł do młodej, zostawił mamę, podzielił majątek jak mu pasowało, a matka choćby nie zaprotestowała. Mieszkanie i tak zapisali na Gienię normalka! A matka? Alimenty na dziecko? I tyle? A co z rekompensatą za lata bimbania się w związku? Gienia widziała, co się działo w domu ostatnie pięć lat. Przestała być małą “Jeżynką”, jak ją ojciec kiedyś nazywał. Wszystko rozumiała.
Ta cicha nienawiść, gdy mama stawiała kolację na stół Tato dziękował chłodno, bo taka była musztra. Spał na kanapie w swoim mikrobiurku, rzeczy trzymał w szafce w sypialni i co rano wchodził tam jak taran. Mama nastawiała budzik, żeby nie widział jej śpiącej Oboje odetchnęli ulgą, gdy Gienia miała czternaście lat i sama powiedziała: rozstańcie się już! Nie zamęczajcie się nawzajem! Ileż można!
Nie, dorośli są dziwni! Te ich “my żyjemy dla ciebie” albo “jesteś sensem naszego życia”
Kłamstwo! Ludzie zawsze żyją dla siebie! I tak będzie, choćby kto się zarzekał! choćby rzekoma “troska o dziecko” to w istocie dbanie o własny spokój. Ona jest tylko kartą przetargową.
Chociażby mieszkanie, w którym teraz z mamą mieszkają. Ten sam blok, ale inna klatka i o jeden pokój mniej. Miało być trzy, jest “dwa plus kuchnia”. Z ładnym remontem i nowymi meblami, ale to dlatego, iż matka wytargowała je w zamian za winę ojca wobec niej. Dziecko musi mieć warunki! Jak już się rozwodzisz, to zapewnij dziecku wszystko! Ojciec zrobił, co matka chciała. Gienia ma dużą sypialnię więcej niż w pokoiku dziecięcym, ale to nie kwestia troski, tylko wygody rodziców. I Gienia jest dla nich dobrym, tłumiącym zderzenia zderzakiem
Gienia skrzywiła się i sięgnęła po maść na pryszcze z półki, którą przepisała jej lekarka. To nic! To nie znaczy jeszcze, iż mama ma rację Ale pomaga. Schną szybciej i nie zostają ślady. Akurat dziś to się przyda.
Bo wieczór Bo dach
Dach pojawił się w jej życiu niedawno. Kilka miesięcy temu. Wtedy Kuba ten Kuba, na którego Gienia patrzyła ukradkiem, nie mając odwagi podejść do najpopularniejszego chłopaka w szkole napisał jej wiadomość: “Spotkamy się?”
Była przekonana, iż to żart. Cała klasa wiedziała, iż ma na jego punkcie bzika. Śmiali się, ale bez złośliwości. Gienię lubili. Nigdy nie była jędzą, pozwalała odpisywać, zawsze zgłaszała się do odpowiedzi, gdy inni nie umieli.
Piechnik, przecież cię pytałam ostatnio! Po co ta ręka?!
Ale iż temat fascynujący, pani Basiu! A czy król Zygmunt August to był tyran? Jego rządy pasują jako totalitaryzm?
Skąd ci to do głowy przyszło?! historyczka, postrach szkoły, zawsze dawała się na to nabrać i klasa oddychała z ulgą dziś nie będzie odpytywania.
Dlatego, gdy pokazała wiadomość swojej najlepszej frenemie, Jolce, ta tylko parsknęła:
No i co? Z czego ta histeria?
Ale to na pewno on?
Oj, Gienia, jaka ty dziwna! Idź i zapytaj! Co ty, pensjonarka jakaś? W jakim wieku my żyjemy?! Dziewczyny same chłopaków zaczepiają, a ty boisz się zapytać, kto napisał?
Gienia nie odpowiedziała. Nie była w stanie opisać tej burzy w środku, gdy zrozumiała znaczenie pojedynczego słowa w wiadomości Kuby.
Poszła na spotkanie. I jej życie się zmieniło.
Dach starej opuszczonej kamienicy, ulubione miejsce młodzieży z osiedla, nie był najbezpieczniejszy. Gienia wiedziała, ale kiedy Kuba brał ją za rękę i szeptał: “Uważaj, patrz pod nogi”, serce podskakiwało, a ona liczyła schody w środku, jakby był to taniec.
Liczyła, a w głowie brzmiał jej głosik: Piętnaście, szesnaście Dalej! Trzydzieści On tu jest, nie bój się!
Na dachu Kuba ją objął. Po prostu, bez zapowiedzi. Przesunął się bliżej, na oczach wszystkich, i położył rękę na jej ramieniu, jakby ogłaszał: “Ona jest moja!”
Nikt nie śmiał zaprotestować, choć Gienia widziała niechętne spojrzenia dziewczyn z innej klasy. Kuba znał je od podstawówki, ale wybrał właśnie ją, nie żadną “swoją”.
Na tym dachu też pierwszy raz ją pocałował
Tego wieczoru zostali sami, bo wszyscy poszli do kina. Gienia też chciała, ale gdy Kuba ścisnął jej dłoń i szepnął, iż pójdą razem kiedyś indziej, została. Już wiedziała, iż ten wieczór odmieni jej życie.
I tak się stało. Czasem łapała się na tym, iż przestając oddychać, przypomina sobie jego głos:
Gienka, jesteś niesamowita Nie potrafię mówić pięknie ale lepszej dziewczyny nie spotkałem Mogę?
I te jego ciepłe, dziwnie czułe usta
Zamknęła oczy, łapała szczęście i wtedy do drzwi zapukała mama:
Gienia, spóźnisz się Obiad na stole
Złość ogarnęła ją od stóp do głów. Ile można?!
Wypadła z łazienki niczym furia, wykrzywiając się jak czarownica.
Czego ode mnie chcesz?! Przecież pamiętam! Przestań mi truć! Ojca przepędziłaś, teraz mnie zamęczysz? Wyjadę do taty, będę z nim mieszkać! Rozumiesz?!
Nie zdążyła dokończyć. Mama westchnęła dziwnie i wymierzyła jej policzek.
Idź już! A jak wrócisz, pamiętaj, iż jutro masz próbny z polskiego. Trzeba się wyspać
Gienia zaniemówiła. Mama nigdy jej nie uderzyła. Ani raz! Czy było jej przykro? Niespecjalnie. W sumie zasłużyła. Ale to, iż mama nagle przestała wszystko znosić, zaskoczyło Gienię kompletnie.
Ale poddać się bez walki? O nie, nie w jej stylu. Plecak, kurtka, słuchawki Chciała trzasnąć drzwiami tak, żeby cały blok się zatrząsł, ale się powstrzymała. Nie będzie robić teatru.
Wyskoczyła z klatki schodowej i spojrzała na zegarek. Rachunek prosty: godzina na dojazd, godzina u korepetytorki, z Kubą spotka się najwcześniej o szóstej. I dobrze! Posiedzą na dachu, a mama niech się trochę pomartwi i przepracuje temat. Rzadko komu wyjdzie na złe. Ojciec już nie odbiera telefonu od razu, więc Gienia ma czas pogadać z Kubą. Może coś podpowie? U Kuby rodzice z głową na karku. Nie wtrącają się do jego życia, limit na karcie ustalony, najlepsze ciuchy, ale żadnej kontroli. Mówi, iż matka nie ma czasu, a ojciec uważa, iż szesnaście lat to akurat na bycie dorosłym. Pozwala zasuwać i brać korepetycje według własnego uznania. Twierdzi, iż przyszłość człowiek wybiera sam.
Czy są na świecie mądrzejsi rodzice? Chyba nie.
Nie to, co mama Gieni
Za to ojciec zadzwonił, kiedy Gienia była już prawie u korepetytorki.
Co znowu u was? Mama mówi, iż się do mnie wyprowadzasz?
Daj spokój, tato! Nie mieszaj mnie w wasze sprawy. Twoja Kasia zaraz rodzi, a ja mam niańczyć niemowlę? Mam własne życie!
Jasne. Ale z matką nie zadzieraj, bo ci obetnę kieszonkowe. Rozumiano?
To lubię, tato. Konkrety! Słyszę, szanuję!
No i elegancko. I nie dręcz matki, nie zasłużyła.
Odstawił słuchawkę, a Gienia zrobiła kwaśną minę.
Tak to zawsze między sobą wojna, ale jak chodzi o sprawy Gieni, nagle grają jeden chór. Co poradzić dorośli są dziwni!
Nowa korepetytorka nie przypadła jej do gustu. Westchnęła półgłosem na jej mądre wywody o frazeologizmach i dała jej jakąś książkę do przeczytania “na następny raz”. Gienia miała ochotę się zbuntować, ale po kilku przykładach uznała, iż nie zaszkodzi się pouczyć.
Nie chciała być głupiutka. Kuba jest mądry Wszędzie w tych filmikach o relacjach powtarzają: “Dziewczyna musi być samodzielna i bystra”. O samodzielności na razie mówić nie chciała, ale rozum można wyćwiczyć tak mawiała mama. I tu chyba miała rację. Przecież mimo wszystko ogarnęła studia i pracę, choćby będąc samą z dzieckiem.
Mama rzuciła uczelnię, gdy urodziła Gienię. Najpierw miała dziekankę, potem zabrakło czasu i energii Gienia chorowała, babcie nie żyły, w żłobku wytrzymała pół roku, bo ciągle z katarem. Mama na nowo wróciła na uniwerek, gdy dziewczyna była starsza, a jak przyjęli ją z powrotem na zaoczne, podjęła też pracę.
I dobrze! A nie siedzieć z nosem w ścianie i mieć wszystkim za złe! Przynajmniej ma własną firmę dekorującą sale na wesela. Podobało się Gieni, co robi mama ładne to i babskie. Choć w pracy zmieniała się w silną babkę, którą Gienia podziwiała. Tam mama była szefową i wtedy Gienia chciałaby być jak ona.
Ale matczyna kontrola masakra. Z ojcem już się zgadzała: to męczy! Gienia nauczyła mamę, żeby pukała przed wejściem do pokoju i nie wtrącała się w jej sprawy, ale i tak potrafiła po cichu sprawdzać, co robi córka. Nie szantażami, ale mięciutko:
Gieniu, jak tam w szkole? Co dziś masz w planie? Głodna?
Ta troska aż wywoływała w niej wściekłość i chęć wywrzeszczenia:
Mamooo, daj spokój! Mam piętnaście lat!
Czasem tak robiła krzyki, tupanie nogą, a mama dalej swoje jakby to były tylko dziecięce fanaberie.
Gienia spieszyła się na spotkanie z Kubą, marząc, by choć przez chwilę nie myśleć o egzaminach, rodzicach i tej całej dorosłości. Wszystko wokół toczy się swoim torem, a oni ciągle o swoim. Znudziło ją to!
Pod bramą szkoły, gdzie zwykle spotykali się z Kubą, nie było nikogo. Pokręciła się trochę i postanowiła iść na dach sama. Kuba nie odbierał telefonu pierwszy raz. Niepokój ścisnął serce.
Wchodziła po schodach z dziwnym lękiem. Zawsze biegała, czując jego szeroką dłoń, a dziś każdy krok był wysiłkiem.
Na dachu przywitał ją podmuch wiatru i cisza.
Nie było nikogo
Już miała zejść, wyjęła telefon by włączyć latarkę, bo się ściemniało. Ale wtedy coś zaszeleściło przy krawędzi dachu Gienia zamarła z przerażenia, nim rozpoznała sylwetkę.
Kuba
Siedział sam na krawędzi, zwisając nogami, z opuszczonymi ramionami. Gienia choć znała go krótko, natychmiast poczuła, iż dzieje się coś bardzo złego. Jakby cały świat się sypał.
Strach o niego rozproszył jej własne fochy. Cicho odstawiła plecak i podeszła.
Cześć
Usiadła obok, stopy miała na dachu, bała się spojrzeć w dół. Bała się zawsze wysokości, teraz nie wiedziała, co ją tu pchało.
Cześć Kuba nie spojrzał na nią, wiec Gienia delikatnie chwyciła jego rękę lodowatą od wiatru.
Zmarzłeś
Hę? zmusił się do spojrzenia, jego oczy jakby puste, niepodobne do tych, które znała. Zarazem przerażające i bliskie.
Może właśnie teraz zrozumiała, co czuje jej własna mama podczas ich kłótni. Ten pierwotny strach, iż nie dojdzie do osoby, którą kocha
To samo poczuła, gdy ręka Kuby była zupełnie bezwładna.
Co jest?
Nawet jej głos zabrzmiał teraz zupełnie jak matczyny ten sam ton, ta sama prośba:
“Powiedz mi! Co cię gryzie? Otwórz się! Nie chcę dla ciebie źle!”
Zadziałało.
Źle wydusił w końcu Kuba i lekko ścisnął jej dłoń. Jest mi bardzo źle, Gieniu
Coś się stało.
Nie pytała, stwierdzała fakt. To też podziałało.
Tak.
Mogę się dowiedzieć? Wiem, nie jesteśmy ze sobą aż tak blisko, ale może mi powiesz?
Kuba spojrzał na nią z takim bólem, iż aż zadrżała.
Myślisz, iż nie jesteśmy blisko?
Nie! Chciałam powiedzieć, iż dla mnie jesteś bardzo bliski, ale nie jestem pewna, co ty o tym sądzisz.
Gienia, nie mów tak. Oprócz ciebie nie mam nikogo na świecie.
Serce Gieni zabiło jeszcze szybciej miała wrażenie, iż zaraz usłyszy własny łomot.
Nie masz nikogo? A rodzice? palnęła, nie myśląc, ale minę Kuby natychmiast ściągnęła ją na ziemię.
Kuba drgnął i gwałtownie pokręcił głową.
Uważaj!
Tak! Przytrzymaj mnie! Najlepiej popchnij, jak oni to zrobili!
Kto?!
Ci, których uważałem za rodziców! Są mi obcy, rozumiesz? Mama dziś oddała mi papiery i wytłumaczyła jestem adoptowany. Rozumiesz?! Adoptowany! Cały czas coś przeczuwałem, a dziś zrozumiałem, iż nie mam swojego życia, tylko cudze! Zająłem nie swoje miejsce, Gienia! Nie swoje!
Kuba krzyczał, a Gienia kurczowo trzymała jego rękę, bała się puścić choć na chwilę, pewna, iż może chcieć zrobić coś głupiego.
Myślała, iż żartuje czasem, a on po prostu robi dobrą minę do złej gry. Ale wiedziała ten cały jego superman to tylko fasada. Prawdziwy Kuba był inny czuły, pogubiony, może trochę zagubiony.
Teraz zrozumiała, iż jej “wojny o dorosłość” były tylko maskaradą. Tu siedział człowiek, który musiał dorosnąć w jednej chwili. Ale udźwignąć to nie miał jak. Ona, przy wszystkich rodzinnych dramatach, zawsze miała się na kim oprzeć.
Kuba, ja się boję! nagle się rozpłakała i to pomogło chłopakowi się ocknąć.
Hej! Co jest? objął ją, a ona wtuliła się w niego mocniej niż kiedykolwiek.
Nie rób tego! Błagam Choćby oni cię odrzucili ja już nie. Nikt nie jest dla mnie ważniejszy od ciebie, Kuba!
Nie jestem Kuba szepnął cicho, aż się jej zrobiło zimno. Miałem inne imię.
Jakie?
Alek. Inne nazwisko.
To nie ma żadnego znaczenia! choćby gdybyś się nazywał Papież! Jesteś sobą! Znam cię! I nic mnie nie obchodzi, jak cię nazwali! Słyszysz?!
Tak Ale innym jednak robi różnicę Gienia, co ja mam teraz robić? Gdzie iść?
Nie możesz wrócić do domu? Odrzucili cię?
Nie Mama płakała, prosiła, żebym został. A z ojcem Uderzyłem go
Dlaczego?
Zamknął drzwi, nie chciał mnie wypuścić. Krzyczał, iż nic nie rozumiem
Ale ty rozumiesz? Tak całkiem?
O czym ty? Co tu jeszcze rozumieć?!
Dlaczego powiedzieli ci to właśnie teraz?
Pytanie rozniosło się po wietrze, Kuba znowu się skulił, myśląc, gdzie Gienia zmierza.
Nie wiem wyszeptał w końcu, a Gienia odetchnęła z ulgą.
Już nie było w nim totalnej rozpaczy był tam znak pytania. Dopóki nie znajdzie odpowiedzi nie podejmie najgorszej decyzji.
Chcesz, pójdę z tobą?
Gdzie?
Do was. Pójdziemy razem i dowiesz się, dlaczego prawda wyszła właśnie dziś. Potem, jeżeli będziesz chciał, wrócimy tu i zrobisz, co chcesz. Nie będę już przeszkadzać.
Wytrzymała jego zdziwione spojrzenie. Chwyciła mocniej za rękę, poprosiła gestem, by odszedł od krawędzi.
Chodź.
Kuba posłusznie odwiesił nogi z dachu i podążył za nią. Objęła go, prowadziła dalej od krawędzi, zmuszając go myśleć o tym, co ma zrobić, a nie o tym, co zostawi za sobą.
Ale jestem słabeusz
Guzik prawda! prychnęła, prowadząc go po schodach. Ja bym zwariowała na twoim miejscu! Każdy by zwariował, wiesz?!
Potknęła się, a Kuba złapał ją, chroniąc przed upadkiem.
Uważaj!
No popatrz, panie odważny! ścisnęła jego dłoń i włączyła latarkę. Ciśnijmy, mamy dużo na głowie!
To popołudnie zapamiętają na zawsze.
Rozmowa z rodzicami trudna, bolesna, pełna łez.
Pojednanie nastąpiło dopiero, gdy Alek dowiedział się, iż jego biologiczny ojciec wychodzi właśnie z więzienia i grozi, iż opowie mu prawdę sam.
I łzy tej, która była dla niego prawdziwą mamą tej, co wzięła pod skrzydła malutkiego, rocznego chłopca, dziecko najlepszej przyjaciółki, która źle wybrała w życiu i zapłaciła najwyższą cenę.
Moja mama Ta pierwsza mama
Tak, Alku. Twój ojciec to jej zrobił
A teraz chce mnie zobaczyć?
On chce się spotkać.
Ja nie chcę!
Rozumiemy. I dlatego uznaliśmy, iż musisz znać prawdę. Lepiej od nas niż od niego. Przepraszamy, nie planowaliśmy tego akurat teraz. Myśleliśmy, iż jest więcej czasu. Ale wypuścili go wcześniej.
Nie chcę go widzieć.
Twoje prawo. Wesprzemy cię, jak będziesz chciał.
Gadali tak dłużej, a Gienia wiedziała już, iż na dach więcej nie wrócą. Ani dziś, ani nigdy. Coś się zmieniło. Zamiast żalu zaczęła się przyszłość.
Późno, niemal o północy, Gienia wróciła do domu. Cicho otworzyła drzwi, nie zdjęła choćby kurtki, przeszła na palcach do kuchni, gdzie mama stała przy oknie. Przytuliła ją z całej siły, wciskając nos w te znajome, niesforne loki i wdychając zapach ukochanych perfum. Usta szeptnęły jedno słowo, które dawało nadzieję, zmieniało wszystko:
Przepraszam
I zaraz odpowiedź bo dla mamy nigdy nic nie było ważniejsze od Gieni:
Ja ciebie też Jesteś głodna?
Nie, mamo. Dzięki Wiesz, zdaje się, iż dziś zdałam egzamin.
Jaki egzamin, Gieniu? Przecież sprawdzian dopiero za miesiąc!
Ale ten najważniejszy Opowiem ci jutro, dobrze?
Czemu dopiero jutro?
Bo jutro próbny i muszę się wyspać Bo dzisiaj dzisiaj chcę tylko, żebyś była blisko. Gienia ścisnęła dłoń mamy i przez chwilę obie milczały, słuchając cicho szumu miasta za oknem.
Gienia poczuła nagle spokój taki, jakiego nie znała od wielu miesięcy. Przyszłość wydawała się dalej niepewna, wciąż trochę przerażająca, ale już nie była samotna. Zdała egzamin z dorosłości tak, jak potrafiła najlepiej: wysłuchując, okazując czułość, pozwalając sobie na łzy i przepraszanie. Rozumiała, iż czasami to “bycie dorosłym” nie polega na tym, co się wie, ale kogo ma się obok, gdy jest trudno.
Mama delikatnie pogładziła ją po włosach tymi samymi, których Gienia tak nie cierpiała, a dziś czuła, jakby były nicią łączącą ich światy.
Zostaniesz ze mną jeszcze chwilę? szepnęła mama.
Z przyjemnością.
Usiadły razem przy kuchennym stole, nogi wsunięte pod ciepły koc. Światła miasta odbijały się w szybie, a cisza wypełniała cały dom nie ciężka i duszna, ale spokojna, jak po burzy.
I tak, nie rozmawiając już więcej o niczym, Gienia zrozumiała wreszcie coś bardzo dorosłego: iż można popełniać błędy, kłócić się, nie wiedzieć, co dalej byle mieć komu powiedzieć “przepraszam” i “jestem”.
A kiedy sen zaczął już ciężko osiadać na powiekach, mama uśmiechnęła się łagodnie i szepnęła, jakby zawsze na to czekała:
Dziękuję, Gieniu. Za odwagę.
Gienia tylko skinęła głową. Była gotowa na każdy egzamin, jaki przyniesie jutro bo wiedziała, iż nie musi zdawać go sama.










