Efekt Slotowa: Dlaczego młodzi potrzebują starszych?

wybudzeni.com 4 godzin temu

Efekt Slotowa: Dlaczego młodzi potrzebują starszych?

Historia niesławnej koalicji lwów Mapogo na Piaskach Sabi
Żuk, który zakochał się w butelce po piwie | Australia

W 1994 roku strażnicy w rezerwacie przyrody w RPA zaczęli znajdować martwe nosorożce. Pierwsze podejrzenie? Kłusownicy. Wszystko wskazywało na kłusowników. Tyle iż rogi pozostały na miejscu. Sprawca zostawił najcenniejszą część ciała nosorożca.

Potem znaleziono kolejne martwe zwierzę. I następne. Mniej więcej jedno miesięcznie, miesiąc po miesiącu. Za każdym razem występowały te same, niewytłumaczalne obrażenia: głębokie rany kłute grzbietu i barków, zadane od góry oraz połamane żebra. Jedno ze zwierząt miało obrażenia wewnętrzne, jakby przygniotło je coś ogromnego.

Wokół każdego miejsca ataku znajdowano te same charakterystyczne ślady: połamane zarośla, powyrywane drzewa i odciśnięte w ziemi ślady stóp wielkości talerzy obiadowych.

Ślady słonia.

To właśnie Pilanesberg. To tutaj znaleziono wyjątkowo wyraźną odpowiedź na znacznie starsze pytanie: dlaczego młodzi potrzebują starszych?

Te ślady nie miały sensu. Słonie przecież zwykle nie zabijają nosorożców. Oba gatunki żyły obok siebie w Afryce przez miliony lat, przeważnie nie zwracając na siebie uwagi. W nielicznych znanych przypadkach słoń zabijał nosorożca, gdy samica broniła młodego przy wodopoju.

To było coś innego. Niektóre ofiary ścigano i atakowano wielokrotnie. Sprawca tych ataków niczego nie bronił. Zachowywał się jak podczas polowania.

W 1979 roku w RPA postanowiono przywrócić dziką przyrodę na obszarze dawnych wzgórz wulkanicznych i wyjałowionych pól uprawnych. Ciężarówkami przywieziono około sześciu tysięcy zwierząt. Cały ekosystem odtworzono dzięki transportowi lądowemu.

W 1980 roku przybyły słonie. Osiemnaście osobników. Wszystkie były jeszcze młode, to jest sieroty w wieku od czterech do sześciu lat. Nie było z nimi żadnego dorosłego słonia. Powód stanowi mroczne sedno tej historii.

Sieroty pochodziły z Parku Narodowego Krugera. Tam problem był odwrotny niż w większości innych afrykańskich parków. Park był ogrodzony i chroniony przed kłusownikami, a słoni było w nim zbyt wiele.

Dlatego od 1967 roku stosowano metodę uznawaną wówczas za odpowiedzialne zarządzanie populacją. Co roku przeprowadzano odstrzał słoni.

Śmigłowiec przelatywał nisko nad stadem, a strzelec najpierw zabijał jego przewodniczkę. Najstarszą samicę. Tę, która przechowywała pamięć całej rodziny. Wiedziała, gdzie znaleźć wodę podczas suszy. Potrafiła rozpoznać zagrożenie i ocenić, jak poważne ono jest. Kiedy zachowywała spokój, spokojne było całe stado.

A gdy padała martwa, pozostałe słonie nie uciekały.

Słonie nie porzucają swoich zmarłych. Rodzina gromadziła się wokół jej ciała i próbowała ją podnieść. Strzelcy zabijali pozostałe słonie, jeden po drugim, aż całe stado leżało martwe.

Uzasadniano to przekonaniem, iż takie rozwiązanie jest bardziej humanitarne. Uznawano, iż pozostawienie ocalałych przy życiu u gatunku o tak dobrej pamięci byłoby okrutniejsze niż zabicie całego stada za jednym razem.

W ten sposób w ciągu trzech dekad zabito ponad 14 tysięcy słoni.

Oszczędzano jednak najmłodsze słoniątka. Nie tyle z litości. Oszczędzano je, bo tylko one były na tyle małe, by można je było przewieźć. Ówczesne dźwigi nie pozwalały załadować sześciotonowego dorosłego słonia. Młode można było załadować.

Słoniątka patrzyły więc, jak zabijano ich rodziny. Potem je chwytano, ładowano na ciężarówki i sprzedawano lub przekazywano parkom, które chciały odtworzyć populację słoni.

Parkom takim jak Pilanesberg.

Nie oznacza to, iż wszyscy zaangażowani działali w złej wierze. Urzędnicy wiedzieli, iż sieroty mogą mieć trudności, ale alternatywą było zastrzelenie również ich. Ocalenie młodych wydawało się lepszym wyborem.

W ten sposób nowo utworzony park przyjął osiemnaście osieroconych słoni po traumatycznych przeżyciach, wypuścił je na wolność i pozostawił bez opieki dorosłych.

Na wolności młode słonie dorastają otoczone dorosłymi osobnikami. Każdego dnia obserwują, jak zachowują się starsze słonie. W Pilanesbergu otaczały je tylko inne młode.

Wieczny Wrzesień

Po dwóch latach zarządcy zauważyli niepokojące zachowania. Młode były niespokojne, niezdyscyplinowane i agresywne. Dlatego w 1982 roku sprowadzono dwie dorosłe samice, licząc, iż ich obecność uspokoi młode. Dwie dorosłe samice na grupę młodych, która z czasem rozrosła się do około siedemdziesięciu osobników. A kolejne transporty wciąż nadjeżdżały. Kolejne odstrzały, kolejne sieroty, rok po roku, aż do 1993 roku. W parku było mnóstwo słoni, ale niemal nie było dorosłych. Najstarszymi słoniami, jakie znały te sieroty, były inne sieroty.

W latach osiemdziesiątych młode słonie zaczęły dorastać. W parku zaobserwowano zachowania, których wcześniej nie udokumentowano u tych zwierząt. Słonie najpierw pozorowały szarże na pojazdy parkowe, a potem zaczęły naprawdę je atakować. Ścigały turystów.

W 1993 roku jeden z młodych samców zabił turystę. Wysłano zawodowego myśliwego, żeby zastrzelił słonia. Zwierzę zabiło również jego, zanim myśliwy zdążył oddać strzał. A w następnym roku zaczęły ginąć nosorożce.

W typowym roku w Pilanesbergu z przyczyn naturalnych ginął jeden nosorożec na dwa lub trzy miesiące. Tymczasem w ciągu zaledwie trzech miesięcy, począwszy od kwietnia 1994 roku, gwałtowną śmiercią zginęło dziesięć nosorożców. Kolejnych pięć znaleziono rannych. Do końca roku liczba zabitych wzrosła do dwudziestu.

Sto lat wcześniej populacja nosorożca białego liczyła zaledwie kilkadziesiąt osobników. Odbudowywano ją mozolnie, odchowując kolejne młode. Teraz coś w chronionym rezerwacie zabijało nosorożce w zastraszającym tempie.

Strażnicy zaczęli działać jak śledczy tropiący seryjnego zabójcę. Fotografowali miejsca ataków i dokumentowali znalezione ślady. Kiedy załoga śmigłowca przyłapała napastnika podczas ataku, odpędziła słonia i przetransportowała rannego nosorożca poza park. Zwierzę przeżyło, ale napastnik uciekł. Tropiciele znaleźli potem trzy dorastające samce w pobliżu miejsca ataku. Dowody były poszlakowe i władze parku o tym wiedziały. Mimo to zastrzelono wszystkie trzy słonie. Ataki ustały.

Jednak w 1996 roku zginęło kolejnych dwadzieścia nosorożców. Władze parku zastrzeliły niewłaściwe słonie. A przynajmniej nie wszystkich sprawców.

Rozpoczęto więc dwuletnią obserwację zwierząt. Strażnicy znakowali podejrzane słonie farbą ze śmigłowców. Badacze sporządzili szczegółowe opisy wszystkich samców w parku. Notowali nacięcia na uszach, kształt ciosów i blizny. Tworzyli coś w rodzaju kartoteki podejrzanych i nadawali im imiona.

Jednego młodego samca, często widywanego w pobliżu miejsc ataków, nazwali Tomciem Paluchem. W 1997 roku wreszcie przyłapano młodego samca na gorącym uczynku. W biały dzień zabijał nosorożca białego.

Do tego czasu rozważano dwa konkurencyjne wyjaśnienia. Pierwszym była trauma. Zwierzęta widziały śmierć swoich rodzin. Niektórzy sądzili, iż takie dzieciństwo musiało prowadzić do przemocy. Ekolodzy z parku nie byli jednak przekonani. Trauma mogła tłumaczyć agresję, ale nie wyjaśniała, dlaczego ataki następowały falami i pojawiały się w określonym rytmie.

Gdy porównano dane z obserwacji, rytm ten naprowadził badaczy na odpowiedź. Każdy napastnik był samcem. Wszyscy napastnicy byli osieroconymi samcami, liczącymi wówczas od kilkunastu do nieco ponad dwudziestu lat. I wszyscy podczas ataków znajdowali się w stanie musth.

[Musth to stan wzmożonej aktywności seksualnej i agresji u samców słoni.]

Musth to okresowy stan fizjologiczny związany z hormonami, występujący u samców słoni. Poziom testosteronu może wtedy wzrosnąć wielokrotnie. Gruczoły skroniowe nabrzmiewają i wydzielają oleistą substancję. Samiec niemal nieustannie popuszcza mocz, mało je i staje się wyjątkowo pobudliwy oraz agresywny. To normalne. Ten stan wiąże się z rywalizacją samców o dostęp do samic. Zwykle pojawia się później i początkowo trwa krótko.

Na wolności młody samiec opuszcza rodzinne stado w okresie dorastania i dołącza do luźnych grup samców, w których żyją także osobniki czterdziesto- i pięćdziesięcioletnie. Zajmuje w nich niską pozycję w hierarchii, co wpływa również na jego fizjologię.

Pierwszy musth pojawia się zwykle pod koniec trzeciej dekady życia i początkowo trwa tylko kilka dni. Spotkanie ze znacznie większym samcem może zahamować ten stan, gdy młodszy osobnik ustępuje mu miejsca w hierarchii. Sama obecność starszych samców ogranicza zachowania młodszych. W Pilanesbergu samce wchodziły w musth już około osiemnastego roku życia, o dekadę wcześniej. A stan ten zamiast kilku dni utrzymywał się miesiącami. Trzy miesiące. Pięć miesięcy. Przez niemal pół roku młode samce pozostawały silnie pobudzone hormonalnie i skłonne do agresji.

W normalnej populacji obecność starszego samca mogłaby gwałtownie zahamować taki stan. W Pilanesbergu nie było jednak ani jednego starszego samca. Nie istniała tam społeczność dojrzałych samców. Nie było nikogo, kto wyznaczałby granice.

Słynne zwierzęta-zabójcy w historii prawie zawsze okazywały się mieć jakieś uszkodzenia w ciele, na przykład ze złamaną szczęką lub okaleczoną stopą. Samce z Pilanesbergu dokładnie zbadano, ale były fizycznie zdrowe. Ich problem miał źródło w tym, czego doświadczyły. Agresja znalazła ujście w atakach na nosorożce.

Młode samce dorastały wśród nosorożców. Być może nigdy nie nauczyły się adekwatnych granic kontaktu z innymi gatunkami. Gdy pojawiało się silne pobudzenie hormonalne, za rywala mogły uznać pobliskiego, dwutonowego nosorożca, który nie potrafił ich sobie podporządkować ani przed nimi uciec.

Ostatecznie badacze oszacowali, iż słonie zabiły choćby czterdzieści dziewięć nosorożców. To mniej więcej co dziesiąty nosorożec w parku. Kilka osieroconych słoni zastrzelono w związku z tymi atakami. Odstrzał pozostałych sprawców wydawał się oczywistym rozwiązaniem, ale władze Pilanesbergu nie chciały go zastosować.

W tym czasie ekolog pracujący w parku, Gus van Dyk, i jego współpracownicy postawili inną diagnozę. Problemem nie były po prostu „złe” słonie. Problem polegał na tym, iż brakowało innych słoni. Przemoc nie była wyłącznie cechą tych zwierząt. Wynikała także z warunków, w jakich dorastały. Zaproponowano więc rozwiązanie, którego wcześniej nie stosowano: sprowadzenie brakujących dorosłych samców.

Przez dwadzieścia lat było to technicznie niemożliwe. Właśnie dlatego wcześniej przenoszono tylko osierocone młode. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych skonstruowano jednak wzmocnione ciężarówki i dźwigi zdolne przewieźć sześciotonowe, żywe i stawiające opór zwierzę. Po raz pierwszy możliwe stało się przewiezienie w pełni dorosłego samca słonia.

Na początku 1998 roku w Parku Krugera schwytano sześć dorosłych samców. Miały od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu lat. Każdy był większy od słoni, które sieroty znały dotąd.

Przewieziono je do Pilanesbergu i przez trzy dni trzymano w zagrodzie, by przyzwyczaiły się do ogrodzenia elektrycznego. Potem je wypuszczono.

Nikt nie szkolił ich do tego zadania. Nikt nie kierował ich późniejszym zachowaniem. Sześć dorosłych samców po prostu zaczęło żyć w parku. W ciągu roku wszystkie słonie z Pilanesbergu zetknęły się z nowo przybyłymi. Młode samce w stanie musth próbowały rzucać im wyzwanie. Po raz pierwszy spotkały osobniki zajmujące wyższą pozycję w hierarchii.

Badacze zaczęli zauważać świeże rany kłute tuż nad ogonami młodszych samców. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie? Starsze samce przywoływały je do porządku, szturchając je ciosami.

Młode samce przestały wędrować samotnie i zaczęły podążać za dorosłymi, tak jak zwykle robią to znacznie wcześniej.

Zmieniła się również ich gospodarka hormonalna. Musth, który wcześniej pojawiał się już około osiemnastego roku życia, zaczął występować później. Trwający miesiącami musth zaczął ustępować, niekiedy już po kilku minutach kontaktu z większym samcem.

Władze parku uznały to za całkowity przełom. Van Dyk porównał sytuację do gangu nastolatków, którzy rozrabiali bez opamiętania, dopóki do pokoju nie weszli ich ojcowie.

Liczba zabijanych nosorożców nie tylko spadła, ataki całkowicie ustały. W kolejnych latach po przybyciu dorosłych samców w Pilanesbergu nie odnotowano nosorożców zabitych przez słonie. choćby Tomcio Paluch przestał atakować nosorożce.

Biolog Rob Slotow, Gus van Dyk i ich współpracownicy opisali to odkrycie w czasopiśmie „Nature”. Tytuł artykułu był krótki: „Starsze samce słoni kontrolują młodsze samce”.

I na tym można by poprzestać. Oto, co pokazał ten przypadek. Społeczeństwo to coś więcej niż pożywienie, przestrzeń i bezpieczeństwo. Osierocone słonie miały zapewnione wszystkie trzy. Społeczność ma również swoją strukturę. A jej starsi członkowie pełnią funkcję, której znaczenie widać dopiero wtedy, gdy ich zabraknie.

Obecność starszych wpływa na tempo dojrzewania młodszych. Pomaga regulować to, kiedy pojawia się agresja, jak długo trwa i jak daleko się posuwa. Nie wszystko to wynika z bezpośredniego uczenia. Czasem wystarcza sama obecność starszych osobników.

Gdy ich zabraknie, początkowo nic nie musi się wydarzyć. Młode przez cały czas mają co jeść. Rosną i dojrzewają. Konsekwencje ujawniają się wiele lat później, gdy młode dorastają bez starszych, którzy mogliby wyznaczać im granice. Przywrócenie tej warstwy społecznej może gwałtownie zmienić działanie całej grupy. Jeden szczegół nadaje temu odkryciu szczególną wagę. Dorosłe samce nie usunęły wcześniejszych urazów.

Po kilkudziesięciu latach badacze ponownie zbadali sieroty z Pilanesbergu. Skutki dawnych przeżyć przez cały czas były widoczne. Słonie wciąż gorzej oceniały zagrożenia niż osobniki dorastające w prawidłowo funkcjonujących rodzinach.

Młode potrzebują wzorców, zwłaszcza gdy nie wiedzą, jak się zachować. W przypadku słoni można było zaobserwować skutki takiej interwencji. W przypadku ludzi podobny eksperyment byłby niemożliwy.

Nie da się po prostu przywieźć sześciu zastępczych ojców do społeczności dotkniętej kryzysem i opublikować wyników. Nie można więc bezpośrednio przenieść wniosków z tej historii na ludzi.

Wyjątkowo agresywne słonie, które wcześniej zabijały nosorożce, w ciągu jednego sezonu zaczęły zachowywać się jak inne osobniki. Ich przeszłość pozostała niezmieniona. Podobnie jak ślady dawnych doświadczeń. Zmieniło się natomiast otoczenie społeczne, w którym żyły.

Zobacz na: Chłopcy: Zrozumieć szorstką i burzliwą zabawę – dr Michael Nagel
Dlaczego chłopcom tak trudno stać się mężczyznami
Dlaczego chłopcy się siłują, bawią w bójki i są ruchliwi – Dr Michael Nagel
DZIECI BEZ MIŁOŚCI: Syndrom deprywacji emocjonalnej u dzieci – dr Zdeněk Matějček [1963]
Dziedzictwo pierwszych 3 lat – prof. Alan Sroufe, Instytut Rozwoju Dziecka, Uniwersytet Minnesoty
Jak wysłać dziecko na terapię – Lori Gottlieb
Tata Wilk, Mama Tygrysica i dlaczego próba bycia dobrym rodzicem to kiepski pomysł
Podstawowy błąd w rodzicielstwie: Jaka jest różnica między mamą tygrysicą a tatą wilkiem?

Efekt Slotowa: dlaczego Młodzi Potrzebują Starszych?

https://rumble.com/v7h019k-efekt-slotowa.html

W latach 90. w południowoafrykańskim rezerwacie Pilanesberg zaczęły ginąć nosorożce. Sprawcami okazały się młode samce słoni, które wykazywały nietypową agresję. Atakowały również pojazdy i ludzi. Wszystkie łączyła podobna przeszłość. Jako słoniątka były świadkami odstrzału swoich rodzin. Następnie przewieziono je do nowego rezerwatu, gdzie dorastały praktycznie bez dorosłych osobników.

Badacze odkryli, iż młode samce przedwcześnie wchodziły w stan musth, to jest okres silnego pobudzenia hormonalnego, związanego ze wzrostem testosteronu i agresywnością. Stan ten, zamiast trwać kilka dni, potrafił utrzymywać się miesiącami. Problemem nie była jednak wyłącznie trauma. Brakowało również naturalnej struktury społecznej, która regulowałaby zachowanie młodych.

W 1998 roku do rezerwatu sprowadzono sześć dorosłych samców słoni. Nie szkolono ich ani nie uczono, jak mają postępować z młodszymi. Po prostu zaczęły żyć wśród nich.

Rezultat był zdumiewający. Młode samce zaczęły podporządkowywać się starszym, ich okresy pobudzenia hormonalnego uległy skróceniu, a ataki na nosorożce ustały. Biolog Rob Slotow i jego współpracownicy opisali to zjawisko w czasopiśmie „Nature”. Historia z Pilanesbergu pokazuje, iż społeczność to coś więcej niż zbiór osobników mających zapewnione pożywienie, przestrzeń i bezpieczeństwo. Liczy się również jej struktura, hierarchia i obecność starszych pokoleń.

Starsze słonie nie usunęły traumatycznej przeszłości młodych. Zmieniły jednak środowisko społeczne, w którym te dorastały i mechanizmy regulujące ich zachowanie. Przypadek ten pokazuje jednak, jak ogromne znaczenie dla rozwoju młodych może mieć obecność dojrzałych osobników. Czasami problemem nie jest to, jacy są młodzi, ale to, kogo zabrakło w ich otoczeniu.

https://rumble.com/embed/v7etoc2/?pub=h88ld

Idź do oryginalnego materiału