Eee tam, iż się uniosła… – A komu ty w ogóle jesteś potrzebna, stara babo? Tylko wszystkim zawadza…

newskey24.com 2 godzin temu

Pomyślałabyś, iż się tylko zdenerwowała
A komu ty w ogóle jesteś potrzebna, stara ropucho? Tylko wszystkim zawracasz głowę. Łazisz tu, smrodzisz. Gdyby to zależało ode mnie, to bym cię dawno A tak to muszę znosić. Nienawidzę cię!

Weronika aż się zakrztusiła herbatą. Właśnie rozmawiała przez wideorozmowę ze swoją babcią, Janiną Mikołajewską. Babcia wyszła na moment do przedpokoju.
Zaczekaj, kochanie, zaraz wrócę powiedziała i z trudem podniosła się z fotela. Telefon został na stole, kamerka i mikrofon cały czas włączone. Weronika sprawdzała wtedy coś na komputerze i wtedy…to się stało. Usłyszała dochodzący z przedpokoju głos.

Weronika przez chwilę myślała, iż się przesłyszała. Może dalej by to tak tłumaczyła, gdyby nie spojrzała na ekran telefonu. Słychać było skrzypnięcie drzwi, do pokoju ktoś wszedł. Po chwili kamerka zarejestrowała obce ręce, potem kawałek boku, a potem twarz.

To była Marta, żona jej brata. No tak, to jej głos.
Marta podeszła do łóżka babci, podniosła poduszkę, potem materac i grzebała pod nim ręką.
Siedzi tu, znowu herbatkę popija Oby już zdechła jak najprędzej, serio. Po co to przeciągać, żadnego pożytku z niej nie ma, tylko miejsce zajmuje i powietrze psuje… mamrotała pod nosem.

Weronika zamarła, przez kilka sekund nie mogła choćby oddychać.
Marta wyszła, choćby nie zauważając kamery w telefonie. Niedługo po niej wróciła babcia. Uśmiechnęła się, ale ten uśmiech nie sięgał oczu.
O już jestem. A tak w ogóle, jak tam praca? Wszystko dobrze? spytała, jakby nic się nie stało.

Weronika tylko skinęła głową, wciąż próbując poukładać w sobie to, co usłyszała. Wszystko w niej się gotowało miała ochotę natychmiast pojechać i wywalić tę bezczelną babę za drzwi.

Janina Mikołajewska zawsze jawiła się Weronice jako kobieta z żelaza. Nigdy nie podnosiła głosu. Miała w sobie nauczycielską surowość, wypracowaną latami w szkole zarówno w rozmowach z uczniami, jak i ich rodzicami.

Przez czterdzieści lat uczyła polskiego. Dzieciaki ją kochały: Janina umiała sprawić, iż choćby Pana Tadeusza czytało się z wypiekami na twarzy.
Po śmierci dziadka nie złamała się, ale jej perfekcyjna postura zamieniła się w lekką przygarbioną sylwetkę. Coraz rzadziej wychodziła z domu, a zdrowie zaczęło szwankować. Uśmiech nie był już tak pogodny. Ale Janina nie straciła swojej energii. Dla niej każdy wiek jest piękny, potrafiła cieszyć się życiem choćby dziś.

Weronika zawsze czuła się przy babci bezpiecznie. Z nią nic nie było straszne na wszystko znajdzie radę. Babcia sprzedała kiedyś swoją działkę, by wnuk mógł zapłacić za studia, a Weronice oddała ostatnie oszczędności dołożyła się jej do wkładu na mieszkanie.

Gdy brat Weroniki, Kuba, marudził po ślubie na drogi wynajem, sama zaproponowała im pokój w swoim trzypokojowym mieszkaniu w Warszawie. I tak mi nudno samej, a młodzi trochę pomogą przy zakupach. W razie czego, jak mi zasłabnie czy cukier wzrośnie, będzie miał kto zareagować mówiła z entuzjazmem.

Kuba miał być zaopiekowany babcią, a Weronika z kolei pomagała przy lekach, zakupach, czasem dorzuciła gotówkę czy opłaciła rachunki, bo jej pensja pozwalała, a sumienie nie dawało być obojętną. Niekiedy wolała po prostu sama dowieźć zakupy: kupowała babci świeżą rybę, mięso, nabiał, owoce wszystko, żeby jadła zdrowo.
To twoje zdrowie, babciu. Szczególnie przy twojej cukrzycy tłumaczyła Weronika.

Babcia dziękowała, ale spuszczała wzrok, zażenowana, iż musi zamęczać kogokolwiek swoimi potrzebami.
Od początku Marta, żona Kuby, wydawała się Weronice fałszywa słodka mowa, nadmierna uprzejmość, ale w oczach tylko chłód. Patrzyła na wszystkich z góry, zero ciepła, zero szacunku. Ale Weronika nie wtrącała się w cudze sprawy, tylko pytała babcię czy wszystko w porządku.
Wszystko dobrze, kochanie zapewniała Janina. Marta gotuje, dba o porządek, młoda jeszcze, nauczy się wszystkiego, doświadczenie przyjdzie z czasem.
Teraz Weronika widziała to były kłamstwa. Przy ludziach Marta była pokorną żoną, ale za ich plecami…

Babciu, ja wszystko słyszałam. Co to było?
Babcia zastygła na moment, jakby się zawahała, potem odwróciła wzrok.
Daj spokój Wercia, to nic takiego westchnęła Janina. Marta po prostu ostatnio przemęczona, mają z Kubą trudny okres, on ciągle pracuje na wyjazdach, to i jej puszczają nerwy.

Weronika obserwowała babcię w milczeniu, nagle widząc w niej nowe, głębokie zmarszczki, dostrzegając, iż w oczach już nie ma tej euforii jak kiedyś. Upór został, zmęczenie też, ale pojawiło się coś nowego. Strach.

Uspokój się! Babciu, słyszałaś w ogóle, co ona do ciebie powiedziała? To nie są nerwy. To
Weroniko Janina weszła jej w słowo cicho. Ja naprawdę mogę to znieść. Oj tam, wiesz, młoda jest, gorąca głowa. A ja już swoje przeżyłam, naprawdę kilka mi trzeba…

Dobra, babciu. Nie rób ze mnie głupiej Weronice puściły nerwy. Albo wszystko mi teraz mówisz, albo zaraz wsiadam w samochód i przyjeżdżam do ciebie. Wybieraj.

Babcia zamilkła na kilka sekund, po czym ciężko westchnęła i poprawiła okulary. Iluzja pękła. Teraz patrzyła na nią nie ta zawsze silna kobieta, a zmęczona staruszka.
Nie chciałam ci mówić zaczęła. Ty jesteś ciągle zajęta, zaganiana. Po co ci to? Myślałam, iż jakoś się ułoży

Historia z Martą była dużo dłuższa i dużo bardziej paskudna, niż Weronika mogła przypuszczać.
Młodzi wprowadzili się do babci z walizami i planami, iż przez pół roku odłożą na własne mieszkanie. Babcia choćby się cieszyła w domu zrobiło się gwarniej, na kuchni zawsze ktoś coś gotował, były rozmowy i śmiechy, choć trochę wymuszone. Marta początkowo starała się: piekła ciasta, robiła herbatę babci, choćby kilka razy była z nią w przychodni.

A potem, gdy Kuba wyjechał na delegację, wszystko się zmieniło.
Najpierw zrobiła się drażliwa opowiadała Janina. Myślałam, iż to przez Kubę. Potem zaczęła zabierać produkty dla siebie. Mówiła, iż i tak Weronika zawsze przywozi za dużo, a jej się bardziej przyda. Bo młoda, bo w ciąży, bo dziecko trzeba karmić… A ja co? Mówi, choćby dobrze dla mnie, będę mieć lżej i schudnę trochę.

Okazało się, iż Marta wyciągnęła od babci pożyczkę. Janina oddała jej pieniądze, które Weronika dawała na leki. Marta kupiła sobie za to lodówkę, postawiła we własnym pokoju i założyła na drzwi kłódkę. Wszystko, co dobre, co Weronika przywoziła dla babci, lądowało w tamtej lodówce.

Pieniędzy babci oczywiście nie oddała. Z czasem Marta zaczęła szukać skrytek babci i podbierać to, co znajdowała.
Telewizor mi zabrała. Powiedziała, iż psuje oczy… babcia ocierała łzy palcami. Często wyłącza internet. A mi mi dzwonią przecież, ja czytam wiadomości, przepisy patrzę. Czasem czuję się jak w więzieniu.

Kubie nic nie mówiłaś? spytała Weronika.
Babcia pokręciła głową.
Powiedziała, iż jak się poskarżę, to wszystkim powie, iż przeze mnie poroniła. Że ją zadręczam. Sama już nie wiem, czy ona naprawdę była w ciąży… Powiedziała, iż wszyscy ją będą żałować, a mnie znienawidzą.

Weronika nie wiedziała, co powiedzieć. Chciała krzyczeć, przeklinać Martę, ale zamiast tego powiedziała cicho:
Babciu, nikt się nie ma prawa tak z tobą obchodzić. Nikt. Ani młody, ani stary, ani swój, ani obcy.

Babcia wybuchła płaczem. Weronika próbowała ją uspokoić, sama wiedząc już, iż będzie z tego burza. Nie zamierzała siedzieć cicho.

Pół godziny później z mężem jechali już do Janiny. W drodze opowiedziała Sebastianowi wszystko. Początkowo mu się to nie mieściło w głowie, ale nie miał powodu nie wierzyć własnej żonie.
Babcia otworzyła im drzwi od razu. Nerwowo miętosiła szmatkę, unikając wzroku.
Ojej, a czemu nie zadzwoniliście? Przynajmniej bym czajnik nastawiła…
Babciu, my nie przyjechaliśmy na herbatę powiedziała spokojnie Weronika. Przyszliśmy zrobić tu porządek. Gdzie jest Marta?
Wyszła gdzieś. Nie spowiada mi się… Wejdźcie już, jak przyjechaliście.

Janina cofnęła się, przepuszczając ich do mieszkania. Weronika od razu poszła do kuchni. Lodówka prawie pusta: dwa kartony przeterminowanego mleka, kilka jajek, słoik spleśniałych ogórków. W zamrażarce tylko lód. Spojrzała na męża, Sebastian skinął głową. Przeszli pod drzwi pokoju Marty oczywiście zamknięte, tani zamek. Sebastian otworzył go śrubokrętem.

U Marty rzeczywiście była lodówka. W środku Weronika znalazła jogurty, które sama przywoziła babci zaledwie parę dni wcześniej, dobry ser, domową kiełbasę, świeże pomidory i ogórki.
Weronika była wściekła, ale trzymała emocje na wodzy. Razem z mężem zaszyli się w pokoju babci.

Marta wróciła pół godziny później.
Kto ruszał mój pokój?! wrzasnęła, zaciskając pięści.
Wtedy z pokoju babci wyszła Weronika.
Ja.

Marta na chwilę zamilkła, jej wzrok błądził nerwowo po korytarzu. Ale po chwili znowu próbowała atakować.
A ty niby kim jesteś, żeby łazić mi po pokoju?
Weronika podeszła bardzo blisko i spojrzała na nią z góry Marta była niższa.
Jestem wnuczką właścicielki tego mieszkania. A ty? Masz dziesięć minut na spakowanie się, bo inaczej twoje manatki wylecą za okno. Zrozumiałaś?
Powiem Kubie!
Mów komu chcesz! Kuby nie ma. Jak będzie trzeba sama cię za włosy zaciągnę do wyjścia.

Marta syknęła, ale pognała do swojego pokoju rzucać rzeczy do torby. Rzucała przekleństwa, próbowała jeszcze prowokować Weronikę, ale ta patrzyła na wszystko kamienną twarzą.

Babcia stała w korytarzu, wycierając łzy rękawem.
Werciu Po co tak? Awantura, sąsiedzi usłyszą
Dopiero wtedy Weronika podeszła i mocno ją uściskała.
To żadna awantura, babciu. Po prostu wyrzucamy śmieci.

Zostali na noc u Janiny, a następnego dnia zawieźli jej pełną lodówkę oraz apteczkę pełną leków. Gdy babcia odprowadzała ich do drzwi, płakała. Weronika miała nadzieję, iż nie ze strachu przed samotnością i poczuciem winy. Kategorycznie zakazała wpuszczać Martę z powrotem pod żadnym pozorem.
Jeszcze tego samego dnia zadzwonił Kuba. W słuchawce aż wrzeszczał:
Ty chyba zwariowałaś?! Marta w płaczu! Gdzie ona teraz zamieszka?! Myślisz, iż wszystko ci wolno, bo masz pieniądze?!

Weronika rozłączyła się. Kilka godzin później nagrała mu głosówkę:
Najpierw się dokładnie dowiedz, co się działo. Twoja Martusia głodziła babcię i wykańczała ją psychicznie. Przypomnę: babcia kiedyś oddała ci wszystko, co miała. jeżeli pojawicie się tu razem obojgu urwę uszy.

Kuba już się nie odezwał. I nie musiał.

Marta na chwilę wyniosła się do jakiejś koleżanki. Po internecie rozpuszczała statusy o toksycznej rodzinie i dwulicowych ludziach. Kuba lajkował. Weronika już więcej o nich nie słyszała.

W mieszkaniu babci zapanował wreszcie spokój. Po paru tygodniach Janina poprosiła Weronikę, żeby nauczyła ją oglądać seriale na telefonie. Zaczęły od Lalki, potem leciały komedie. Często oglądały razem.
Dawno się tak nie śmiałam przyznała się kiedyś babcia. Aż mnie bolą policzki. Odwykłam chyba.
Weronika tylko się uśmiechnęła. W końcu jej dusza zaznała spokoju. Kiedyś to babcia chroniła ją, teraz ona chroniła babcię.

Idź do oryginalnego materiału