Od 1 września edukacja zdrowotna stanie się obowiązkowym elementem szkolnego programu, tak zapowiedziała minister edukacji Barbara Nowacka w rozmowie na antenie TVN24.
Nowy przedmiot ma zostać podzielony na dwie części. Pierwsza – obowiązkowa – obejmie zagadnienia ważne: higienę, aktywność fizyczną, zdrowie psychiczne czy prawidłowe odżywianie. Druga natomiast, dotycząca zdrowia seksualnego, pozostanie nieobowiązkowa i jak zapowiada resort, będzie stanowić niewielką część całego programu.
O tym, czy dziecko weźmie udział w tych zajęciach z nieobowiązkowego modułu zdrowia seksualnego, zdecydują rodzice. W przypadku uczniów pełnoletnich, oni sami. To rozwiązanie ma być kompromisem pomiędzy różnymi oczekiwaniami społecznymi.
Rodzice na pierwszym miejscu?
Ministerstwo podkreśla, iż decyzja o dobrowolności części nieobowiązkowej wynika z poszanowania praw rodziców. Nie sposób nie zgodzić się, iż pierwszym i najważniejszym wychowawcą dziecka są rodzice. To oni mają prawo i obowiązek decydować o tym, w jaki sposób i w jakim systemie wartości ich dzieci poznają tak delikatne sfery osobowe, jak seksualność, relacje czy odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Jednocześnie pojawia się pytanie, na ile ta dobrowolność ma charakter trwały. W przeszłości niejednokrotnie rozwiązania wprowadzane jako „opcjonalne” z czasem stawały się obowiązkowe, co budzi obawy części rodziców o przyszły kierunek zmian. Pojawia się też pytanie praktyczne: jak będzie to wyglądało organizacyjnie w szkołach? jeżeli klasy, w których programowo przewidziano treści z zakresu zdrowia seksualnego, nie rozpoczną zajęć od tej części przedmiotu ani nie zakończą nimi roku szkolnego, co w tym czasie będą robiły dzieci, które z tych lekcji nie korzystają? Jak zapewnić, by harmonogram lekcji był spójny, a pozostali uczniowie nie czuli się wyłączeni lub pozostawieni sami sobie?
Edukacja czy formowanie postaw?
Nie sposób pominąć pytania: czy edukacja zdrowotna rzeczywiście ograniczy się do przekazywania wiedzy, czy z czasem stanie się narzędziem kształtowania określonej wizji człowieka? Część I podstawy programowej przedstawia założenia antropologiczne i aksjologiczne, które mają profilować ujęcie treści kształcenia przewianych w podstawie programowej.
W podręcznikach zostanie komponent zdrowia seksualnego, tak czy inaczej uczniowie będą mieli dostęp w podręczniku do treści, z którymi rodzic się nie zgadza.
Choć element dotyczący zdrowia seksualnego ma pozostać dobrowolny i zależny od decyzji rodziców, to właśnie sposób jego opracowania i prowadzenia będzie miał duże znaczenie dla młodych ludzi.
Zdrowie nie jest jedynie kategorią biologiczną. To także integralny rozwój osoby, który obejmuje ciało, psychikę i ducha. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera sposób mówienia o ludzkiej seksualności: czy będzie ona ukazywana jako przestrzeń odpowiedzialnej miłości i daru z siebie, czy raczej jako obszar technicznych wyborów i indywidualnych preferencji.
Wyzwanie dla nauczycieli
Ministerstwo zapowiada, iż zajęcia będą prowadzić nauczyciele biologii, wychowania fizycznego czy dotychczasowego wychowania do życia w rodzinie. Wsparciem mają być także studia podyplomowe oraz kooperacja ze środowiskiem medycznym.
Jednak choćby najlepsze przygotowanie merytoryczne nie rozwiąże wszystkich trudności. najważniejsze pozostaje pytanie o spójność przekazu – tak, aby nauczyciel nie musiał sam rozstrzygać wątpliwości, które wynikają z nieprecyzyjnych zapisów programu czy podręczników.
Spór o treści i język przekazu
Wątpliwości budzą nie tylko same decyzje organizacyjne, ale również treści, które mają trafić do uczniów. Krytyczne głosy pojawiają się m.in. w odniesieniu do podręcznika przygotowanego dla nauczycieli przez środowisko Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Nowy podręcznik do edukacji zdrowotnej dla nauczycieli wzbudza szereg kontrowersji. Jedna z nich dotyczy sposobu przedstawienia orientacji seksualnych. Jak wskazują autorzy na stronach 561–562:
„Najczęściej wyróżnia się następujące orientacje seksualne: heteroseksualną (pociąg do osób płci przeciwnej), homoseksualną (pociąg do osób tej samej płci), biseksualną (pociąg do osób więcej niż jednej płci) oraz aseksualną, która charakteryzuje się brakiem lub bardzo niskim poziomem pociągu seksualnego, przy zachowanej lub nie umiejętności tworzenia relacji emocjonalnych” (red. Grzebieluch, Basiak-Rasała, Grabowska, 2025, s. 561–562).
Po pierwsze, wskazana typologia jest prezentowana jako ta „najczęściej” przedstawiana, a więc są możliwe jeszcze inne warianty orientacji seksualnej.
Po drugie, podręcznik sugeruje, iż brak umiejętności tworzenia relacji emocjonalnych w przypadku orientacji aseksualnej jest uznawany za normę zdrowia psychicznego i seksualnego.
Kilka zdań później znajdujemy dodatkowe wyjaśnienie:
„Współczesna seksuologia jednoznacznie uznaje, iż inne orientacje niż heteroseksualna nie są zaburzeniami ani wyborem, ale naturalnymi i trwałymi wariantami ludzkiej orientacji seksualnej. Zostały one usunięte z klasyfikacji zaburzeń psychicznych (DSM i ICD), a ich patologizowanie nie znajduje uzasadnienia naukowego” (red. Grzebieluch, Basiak-Rasała, Grabowska, 2025, s. 562).
Tym samym uznanie za patologiczną niezdolność do tworzenia relacji emocjonalnych osoby identyfikującej się jako aseksualnej „nie znajduje uzasadnienia naukowego” i nie kwalifikuje się do psychoterapii. Taka niezdolność natomiast jest komponentem „naturalnego i trwałego wariantu” ludzkiej seksualności.
Kolejnym kontrowersyjnym zagadnieniem poruszonym w podręczniku jest opis metod antykoncepcji, a w szczególności wkładki wewnątrzmacicznej (IUD). Na stronie 594 czytamy:
„Wkładka wewnątrzmaciczna (IUD) – to długoterminowa metoda antykoncepcji w postaci niewielkiego, elastycznego elementu w kształcie litery T, wykonanego z tworzywa sztucznego; zakładana jest przez ginekologa bezpośrednio do jamy macicy, zwykle na okres od 3 do 10 lat – po wcześniejszym przeprowadzeniu niezbędnych badań i wykluczeniu przeciwwskazań; mechanizm działania wkładki polega na: zmianie adekwatności endometrium (błony śluzowej macicy), zagęszczeniu śluzu szyjkowego i utrudnieniu poruszania się plemników w drogach rodnych; wyróżnia się 2 główne typy wkładek: hormonalną (IUS) – uwalnia hormon lewonorgestrel, który dodatkowo hamuje owulację i zagęszcza śluz szyjkowy (charakteryzuje się bardzo wysoką skutecznością – wskaźnik Pearla: 0,1–0,2), oraz niehormonalną (miedzianą) – uwalnia jony miedzi, które działają plemnikobójczo i zmieniają środowisko wewnątrzmaciczne (jej skuteczność jest również wysoka – wskaźnik Pearla: 1–3); IUS działa głównie miejscowo, uwalniając lewonorgestrel, co zagęszcza śluz szyjkowy i blokuje plemniki. U większości użytkowniczek naturalny cykl hormonalny może być zachowany (nie blokuje owulacji w każdym cyklu.)” (red. Grzebieluch, Basiak-Rasała, Grabowska, 2025, s. 594).
Choć opis jest szczegółowy technicznie, w podręczniku brakuje jasnego wskazania, iż wkładka może działać również po zapłodnieniu, czyli ma potencjalne działanie wczesnoporodne. W praktyce oznacza to, iż uczniowie mogą odebrać przekaz jako dotyczący wyłącznie zapobiegania ciąży przed poczęciem, bez pełnej informacji o biologicznych skutkach metody.
Dla rodziców i wychowawców rodzi to pytanie: czy w edukacji zdrowotnej powinno się przedstawiać takie metody w oderwaniu od konsekwencji dla życia ludzkiego? Czy młody człowiek, który dopiero uczy się odpowiedzialności i rozumienia znaczenia seksualności, powinien być edukowany w sposób techniczny, bez odniesienia do etycznego i duchowego wymiaru ludzkiego życia?
Podobnie jak w przypadku orientacji aseksualnej, podręcznik przedstawia informacje zgodne z naukową klasyfikacją i aktualnym stanem wiedzy, ale nie uwzględnia w pełni wychowawczego i etycznego kontekstu – co w praktyce może pozostawić uczniów i nauczycieli w niepewności co do tego, jakie wartości i postawy należy wspierać.
Między troską o zdrowie a troską o człowieka
Nie można zapominać, iż szkoła nie zaczyna od zera. Przez lata funkcjonował przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, który choć niepozbawiony wad próbował ujmować temat w sposób zakorzeniony w relacjach, odpowiedzialności i wartościach.
Dziś pojawia się nowa propozycja, która kładzie większy nacisk na aspekt zdrowotny. To zrozumiałe w obliczu rosnących problemów psychicznych czy chorób cywilizacyjnych, z jakimi mierzą się młodzi ludzie. Potrzebują oni wsparcia i rzetelnej wiedzy.
Jednocześnie warto pamiętać, iż człowiek nie jest jedynie organizmem wymagającym profilaktyki. To osoba, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, obdarzona godnością, której nie można sprowadzić do biologii czy statystyk.
Dlatego najważniejsze pozostaje pytanie, czy nowy przedmiot zachowa równowagę między wiedzą a wychowaniem oraz czy nie zgubi tego, co stanowiło istotę wcześniejszego podejścia: spojrzenia na człowieka jako całość, zdolną do miłości, odpowiedzialności i budowania trwałych relacji.
jb






