Następnym przystankiem po wyruszeniu z
Dundee miał być Edynburg, ninie stolica Szkocji. Przyznam się
szczerze, iż to akurat takie miasto w Wielkiej Brytanii, które
lubię odwiedzać. Przede wszystkim dla tego, iż ma starówkę.
Stare i Nowe Miasto wpisane zostały na Listę Dziedzictwa Ludzkości
UNESCO, choć są zupełnie inne. Najlepiej Edynburg odwiedzać w
sierpniu – wtedy w centrum tętni tam życie (a poza centrum... a
poza centrum to obejrzyjcie sobie Trainspotting, albo przeczytajcie;
swoją drogą oryginalna książka została napisana po szkocku),
odbywa się multum różnych festiwali.
 |
Royal Mile w czasie sierpniowych festiwali
|
 |
Royal Mile gdy festiwali brak
|
Akurat gdy wracałem nie
było sierpnia. Co oznaczało, iż Edynburg stawał się nieco
sennym, acz przez cały czas całkiem ładnym miasteczkiem. Usiadłem więc
sobie na ławeczce, zdaje się, iż niedaleko pomnika sir Waltera
Scotta (to inny Scott niż ten odkrywca z Dundee; ten był pisarzem,
twórcą Ivenhoe'a) – w przyszłości miała niedaleko powstać
statua upamiętniająca Niedźwiedzia Wojtka – i tak se siedziałem.
Gdy wtem! W pole widzenia weszły dwie – bo ja wiem –
jedenastolatki. Był biały dzień, nieco słoneczne popołudnie, a
dziewczynki były kompletnie pijane. Może wśród zachodnich
społeczeństw i celebrytów jest to coś normalnego, ale mnie
napełniło szokiem, zażenowaniem i odrazą (a było to jakieś
naście, raczej nie dziesiąt, lat temu; przez cały czas mnie to zresztą owymi
uczuciami napełnia). Jedno z dzieci podeszło do mnie i coś
zabełkotało – wypity alkohol nie pomagał, ale mówiła ze
szkockim akcentem (na przykład Edinbra is a krejt tałn miast
Edynboł is a głej tał – Edinburgh is a great town). Przyznam się
szczerze, iż nie wiedziałem jak zareagować. Całe szczęście na
horyzoncie pojawił się radiowóz. Na widok policjantów dziewczynki
jęły uciekać. Jedna wybrała losowy kierunek i przydzowniła w
pobliski słup, druga, ta gadająca, z wielką butlą coli w ręce
zrobiła dwa kroki, nogi jej się rozjechały i upadła.
- Znasz
je? - zapytał policjant zbierając nieco wyrywające się dzieci.
-
Nie – odparłem zgodnie z prawdą, acz z pewną nutką niepokoju;
wiadomo co to sobie wymyślą tacy szkoccy stróże prawa?
W tym
czasie drugi policjant podniósł butelkę z colą, otworzył,
powąchał, i wylał prawdopodobnie oktanową substancję za pobliskie
ogrodzenie. Po chwili dziewczynki siedziały w samochodzie, a ja
zostałem na ławeczce sam z myślami o upadku zachodniej
cywilizacji. Przechodzące obok hinduskie dzieci były trzeźwe.
 |
Monument Sir Waltera Scotta i edynburskie planty
|
Może
zresztą przemawia przeze mnie zaścianek, może po prostu nie
nadążam za trendami? Dawno nie byłem u nas w stolicy, może pod
Prąciem Stalina dziś też takie rzeczy się dzieją, i dogoniliśmy
Zachód? Ale chyba nie, na Sylwestra u nas ciągle płoną fajerwerki
a nie samochody. Nie ważne zresztą, wróćmy do tego Edynburga. W
języku gaelickim – szkockim celtyckim – to Dun Edin, Gród
Edwina (książka Trainspotting napisana została po szkocku
germańsku; ów dialekt różni się od angielskiego bardziej niż
serbski od chorwackiego, ot, polityka językowa). Miasto leży na
terenie Lothian, kolejnego z piktyjsko-celtyckich królestw z
wczesnego średniowiecza – to wyjaśnia czemu jeden z czołowych
klubów piłkarskich nazywa się Hearts of Midlothian (druga
edynburska drużyna to Hibernians – na cześć przybyszów z
katolickiej Irlandii; protestancko-katolickie walki między kibicami
w Edynburgu nie są tak znane jak między Rangers i Celtic w Glasgow,
acz uznawane za bardziej krwawe). Związki z Celtami – głównie
historyczne – pozostają jednak dość silne. Charakterystyczne
pochyłe wzgórze górujące nad miastem zwie się Arthur's Seat,
Krzesło Artura. Tak, chodzi o tego legendarnego króla, który miał
stąd spoglądać na jakąś batalię czy na to, na co legendarni
władcy spoglądają. Postać ta wiązana jest najczęściej z
południem Brytanii, ale jest też koncepcja, iż cała arturiańska
epopeja dzieje się na północy, w Szkocji, gdzie Brytowie z Ait
Clud (Strathclyde, kolejne z przedszkockich królestw, ze stolicą w
Dunbarton koło Glasgow) również walczyli z anglosaskimi
najeźdźcami (w tej teorii Artur jest jednym z celtyckich królów).
Generalnie wczesne Średniowiecze w Szkocji to cała karuzela wojen,
najazdów i interesujących postaci, wielka szkoda, iż wżeniony w
wschodnich Piktów Kenneth MacAlpin z Dalriady (zachodnie królestwo
założone przez pochodzących z Irlandii Szkotów) zjednoczył całe
to towarzystwo. A. Właśnie. W jednej z jaskiń w wulkanicznym
masywie Arthur's Seat znaleziono w XIX wieku tajemniczy cmentarz
karłów (znaczy, 17 niewielkich trumienek z drewnianymi figurkami). Hobbici, Krasnoludowie i Teoretycy Starożytnej Astronautyki nie wzięli się znikąd.
 |
Arthur's Seat i szkocka pogoda
|
Arthur's Seat i leżące
obok Sailsbury Crags to nie jedyne pozostałości po prehistorycznych wulkanach w
Edynburgu. Calton Hill z kopią ateńskiego Partenonu (oryginalne
fragmenty znajdują się w Londynie) to dawna wulkaniczna wychodnia,
a samo Stare Miasto z ową Royal Mile leży na pochylonym przez
lądolód wulkanicznym kominie.
 |
Calton Hill i replika Partenonu
|
Royal Mile – główna ulica
miasta, coś jak Piotrkowska w Łodzi – ma, nomen omen, długość
mili. Ciągnie się od edynburskiego zamku (dziś przechowywane są
tam zwrócone przez Anglików szkockie insygnia królewskie) po ruiny
opactwa Holyrood, do którego przylega tak samo zwący się pałac,
rezydencja władców Szkocji (dziś jest nim Niemiec o imieniu
Karol). Całkiem niedawno vis-a-vis pałacu, na fali szkockiego
independyzmu wybudowano ohydnej urody modernistyczny gmach szkockiego
parlamentu. Przeprowadzono choćby referendum niepodległościowe, ale
minimalną większością Szkoci opowiedzieli się za pozostaniem w
Zjednoczonym Królestwie. Było to jednak przed tak zwanym Brexitem,
a dziś rząd centralny jakoś nie kwapi się przeprowadzać
następnego plebiscytu. Co ciekawe, w przeciwieństwie do Katalonii,
za referendum niepodległościowe nikt nie poszedł siedzieć.
 |
Zamek w Edynburgu - jeden koniec Royal Mile
|
 |
| Katedra św Idziego przy Royal Mile |
 |
| Dom Johna Knoxa, szkockiego Kalwina |
 |
| Parlament podle Pałacu Holyrood - drugi koniec Royal Mile |
Swoją
drogą szkoccy lojaliści jakoś swojej szkockości się nie wstydzą,
i z zapałem pałaszują haggisa przepijając go whisky. Ten
nadziewany kaszą i podrobami barani żołądek – uboższy krewny
naszej bezkrwistej kaszanki (z krwią mają tu black pudding, ale
szału nie ma) – to niewielki jaśniejszy punkt w gwiazdozbiorze
smutnej brytyjskiej kuchni – brytyjskiej, bo Anglicy twierdzą, że
haggis to ich wynalazek; whisky pochodzi z Irlandii, gdzie jest nieco
smaczniejsza. Nie wali tak torfem i trociną; w Szkocji są trzy
destylarnie robiące lowlands whisky – zamiast torfu używa się
tam węgla kamiennego – i to chociaż trochę nadaje się do
picia.
 |
Destylarnia Glenkinchie - produkująca lowlandy
|
Kiedyś w Edynburgu był lokal serwujący haggisa jako
fast-food i nie ukrywam, iż pomysł ten wspaniale przypadł mi do
gustu. Kilka lat później usiłowałem go odnaleźć, ale okazało
się, iż upadł. Przegrał z jakimiś tandoori czy innymi masalami (swoją drogą kurczak tikka masala powstał w... Glasgow).
Koniec świata.
 |
Koniec Świata i Autor, mniej więcej w połowie Royal Mile (foto: P. Strzelczyk)
|
Tak zwie się pub na Royal Mile, w miejscu gdzie
kończyły się mury miejskie, mniej więcej w połowie traktu. W
szczęśliwych czasach przed bramą miejską odbywały się publiczne
egzekucje, więc dla wychodzącego skazańca rzeczywiście kończył
się świat. Choć to oczywiście przenośnia, prawdziwy Koniec Świata znajduje się nieopodal Kalisza. Więc i ja ruszam w dalszą
drogę do Polski, wszak muszę udowodnić W. Sz. Czytelnikowi, iż w
podróży przydał mi się makrozoobentos.
 |
Prawdziwy Koniec Świata
|