Echo w nocy
Do oddziału rehabilitacyjnego Aleksandra Kowalska trafiła na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Wcześniej się nie udało nie było wolnych miejsc.
Zdrowie jest najważniejsze, dlatego gdy dostała skierowanie, Aleksandra szczerze się ucieszyła: o ośrodku, do którego ją wysłano, krążyło w mieście wiele pozytywnych opinii.
Gdzieś jednak, w środku, poczuła lekką niepewność: Święta już blisko, tradycje, dekorowanie choinki, przygotowanie pierogów
Aleksandra od zawsze kochała ten czas. Uwielbiała ubierać choinkę, ozdabiać dom, czuć przedświąteczny zgiełk. Tym razem musiała się bez tego obyć.
Od pierwszego dnia próbowała przekonać samą siebie, iż to nic wielkiego, iż na pewno jeszcze wiele świąt przed nią, a na Wigilię być może wróci już do domu.
Chyba trochę jej się udało.
***
Przydzielono jej miejsce w przytulnej, dwuosobowej sali z telewizorem. Już mieszkała tam młoda kobieta, o połowę od niej młodsza. Zalecono dużo zdrowych zabiegów i codzienną rehabilitację.
Aleksandra starała się bardzo. Nie opuszczała żadnych ćwiczeń, zapisała się choćby na zajęcia na sali gimnastycznej. Polubiła instruktorkę od rehabilitacji, była bardzo życzliwa.
Lekarze chwalili ją za zaangażowanie, mówili, iż wszystko idzie w dobrym kierunku.
Aleksandra uśmiechała się, przytakiwała z entuzjazmem, ale w głębi duszy czuła smutek.
Po raz pierwszy w życiu nie przygotowywała się do świąt. Nie kupowała prezentów, nie myślała o sałatce jarzynowej i nie wybierała świątecznej sukienki.
Święta przechodziły gdzieś obok, jakby ich w ogóle nie było.
Zdrowie najważniejsze, powtarzała sobie po raz kolejny. Przecież ten wieczór spędzę z sympatyczną współlokatorką.
30 grudnia współlokatorkę wypisano do domu. Gdy za nią zamknęły się drzwi, Aleksandra została sama. Zupełnie sama. W kompletnej ciszy.
***
Rano 31 grudnia zadzwoniły dzieci złożyły życzenia, zapytały o zdrowie, obiecały odwiedzić po świętach.
To zrozumiałe mają swoje rodziny i plany. Kilkoro znajomych wysłało smsy z życzeniami.
A potem nadeszła noc.
***
Aleksandra słyszała, jak po orędziu prezydenta inni pacjenci wyszli na korytarz.
Głośno i entuzjastycznie wołali: Szczęśliwego Nowego Roku!
Aleksandra nie ruszyła się z miejsca.
Miała wrażenie, iż między nią a odgłosami zabawy stoi niewidzialny mur.
Czuła się niepotrzebna nikomu
***
Sięgnęła po telefon; bardzo chciała usłyszeć czyjś głos.
Ale do kogo zadzwonić?
Kontakty przewijały się jeden za drugim.
Marysia koleżanka z liceum, nie widziały się od lat, choć lajkują sobie zdjęcia na Facebooku.
Wygodne. Ale takie puste.
Andrzej były mąż. Do niego nie zadzwoni nigdy.
Szybko przewinęła kontakty dalej.
Paweł syn. Odbierze, porozmawia, jeżeli trzeba rzuci wszystko i przyjedzie.
Nie chciała jednak pokazać mu swojej słabości. Syn przyzwyczaił się do silnej mamy
Przeglądając kolejne numery, nie znalazła nikogo, do kogo mogłaby zadzwonić tu i teraz, choćby z okazji Nowego Roku. Jej telefon wydawał się nie na miejscu. Tak jej się wydawało. A co dopiero tym ludziom?
Komu mogę zadzwonić? Komukolwiek wyszeptała w sterylnej ciszy.
I rozpłakała się
Okazało się, iż ma wszystko: dom, pracę, doświadczenie, wielu znajomych.
A jednak nie ma niczego. Nikogo bliskiego.
***
Poczuła to całym swoim sercem i zapragnęła uciec.
Narzuciła płaszcz i wyszła. Chłodne powietrze aż uderzyło w płuca.
Tuż koło ośrodka był mały, zasypany śniegiem park. Poszła tam, nie wiedząc choćby po co. Musiała po prostu iść.
Na ławce siedział mężczyzna, może w jej wieku, może troszkę starszy.
Nie patrzył na świąteczne światła miasta. Patrzył w pustkę.
Serce Aleksandry ścisnęło się nagle. Chciała powiedzieć temu człowiekowi choć jedno słowo.
Cicho wyszeptała:
Dobry wieczór.
Mężczyzna spojrzał, uśmiechnął się prawdziwie, a w kącikach jego oczu pojawiły się drobne zmarszczki.
Wzajemnie, szczęśliwego nowego roku.
Niechcący uśmiechnęła się również. Tyle emocji w tych prostych słowach. W środku poczuła nagle ciepło.
Co pan tutaj robi?
W domu nie ma z kim porozmawiać odpowiedział spokojnie. Żona zmarła trzy lata temu. Córka w Niemczech, dzwoniła dziś, złożyła życzenia, mówiła, iż zajęta. Więc siedzę. A pani z ośrodka?
Aleksandra skinęła głową:
Tak. Leczę się po chorobie. Dziś uświadomiłam sobie, iż nie mam do kogo zadzwonić w sylwestrową noc. W telefonie setki numerów, a nie mam komu powiedzieć kilku słów.
Nie zdziwił się.
Tak Samotność przychodzi po cichu. Pewnego dnia człowiek pojmuje: jeżeli coś złego się stanie nikt się nie dowie, nikt tego nie usłyszy, nikt nie przyjdzie. spojrzał głęboko w jej oczy. Wtedy, by nie zniknąć, trzeba się odważyć. Na przykład, odezwać się pierwszym. Tak jak pani dziś zdobyła się pani na to. To oznaka siły.
Nie czuję się silna
To nieważne powiedział łagodnie. Silnym się nie rodzimy. Stajemy się, idąc naprzeciw życiu. choćby jeżeli ono nas odwraca. Proszę wiedzieć, iż jeżeli jutro pani tu nie przyjdzie i tak będę czekał. Bo teraz wiem, iż pani jest.
Te słowa zabrzmiały tak autentycznie, iż Aleksandra nagle wyraźnie pojęła: szukała kogoś, kto ją wybawi z samotności Nie wiedziała, iż sama może być ratunkiem dla drugiego człowieka
***
Gdy wracała na oddział, w kieszeni jej płaszcza leżał skrawek papieru ze starannie napisanym numerem telefonu nowego znajomego.
Pustka w środku nie zniknęła. Ale pojawiło się w niej coś ciepłego. Echo obcego głosu:
Będę czekał…
Po raz pierwszy od dawna Aleksandra myślała nie o tym, co straciła, ale o tym, co może czekać ją jutro. Nie w kategorii nowego życia, po prostu jutro. Rano.
Może zadzwonię? myślała, zasypiając choćby po to, żeby powiedzieć: Dzień dobry, panie Stefanie….
W życiu nie zawsze liczy się tłum znajomych i świąteczne stoły pełne ludzi. Czasem wystarczy jeden człowiek i pierwszy krok, by znaleźć sens oraz nadzieję.








