Zabrzmiał dzwonek Do mieszkania, bez powitania i odpychając syna, wpadła teściowa.
No, opowiadaj mi tu, kochana synowo, jakie masz sekrety przed mężem?…
Mamo?… Co się stało, mamo?…
Gdy Fryderyk wrócił do domu, w mieszkaniu panowała cisza. Jego żona, Weronika, już rano uprzedziła, iż dziś zostanie dłużej w pracy szefostwo zafundowało niespodziewaną kontrolę.
Wszedł do kuchni, zajrzał do lodówki na kolację nie było nic. Westchnął, nastawił czajnik, zrobił sobie parę kanapek z szynką i ułożył się przed telewizorem.
Po kilku minutach bezmyślnego przełączania wreszcie znalazł kanał sportowy. Ale w spokoju przekąsić i nacieszyć się walką bokserów jednak mu nie było dane.
Rozległ się dzwonek do drzwi, a w progu pojawiła się matka Fryderyka Antonina Jankowska. Wpadła do mieszkania jak wichura, nie witając się i zepchnęła syna z korytarza.
Fryderyk, słuchaj uważnie, co ci powiem! Stefania mi o tym doniosła.
Co się stało, mamo? spytał Fryderyk.
A to, iż twoja Weronika ma jeszcze jedno mieszkanie. Wynajmuje je i całą kasę zgarnia dla siebie!
Mamo, naprawdę, po co słuchasz tej Stefanii? Ona po całym osiedlu tylko plotkuje, a ty tylko siedzisz i słuchasz z rozdziawionymi ustami.
Wiem, iż Stefa czasem zmyśla i przesadza, ale tym razem to pewne! Bo dwupokojowe mieszkanie Weroniki wynajmuje teraz bratanica sąsiadki Stefy.
Dziewczyna niedawno wyszła za mąż, więc razem z mężem wynajmują u Weroniki, płacą dwa tysiące złotych miesięcznie i się cieszą, iż tak tanio. A główny numer Weronika wynajmuje to mieszkanie już od ponad dwóch lat, to nie jej pierwsi lokatorzy.
To ciekawe, mruknął Fryderyk. A dlaczego nic mi o tym nie powiedziała?
Poczekaj aż Weronika wróci z pracy, to ją spytaj. Chociaż wszystko i tak jasne: twoja żona szykuje sobie awaryjne wyjście. Nazbiera jeszcze więcej kasy i zostawi cię z niczym. Jeszcze cię obedrze do gołej skóry oświadczyła Antonina Jankowska.
Weronika wróciła po półtorej godzinie. W domu czekali na nią mąż i teściowa. Antonina postanowiła nie wychodzić ciekawiło ją, jak z sytuacji wybrnie synowa. Żeby nie siedzieć bezczynnie, ugotowała obiad i poczęstowała syna.
W pokoju na Weronikę patrzyły surowo i wyczekująco cztery oczy.
Pierwsza odezwała się teściowa:
No, opowiadaj, kochana synowo, co skrywasz przed mężem?
Chyba nic odparła Weronika.
Naprawdę nic? A mieszkanie na ulicy Kwiatowej, numer czterdzieści trzy?
A co ma moje mieszkanie do jakichś sekretów przed mężem? zdziwiła się synowa.
A to, iż wynajmujesz je na lewo, a pieniądze chowasz do własnej kieszeni zarzuciła Antonina.
Naprawdę, Weroniko, odezwał się Fryderyk, dotąd milczący. Skąd masz to mieszkanie? I czemu nigdy nie powiedziałaś, iż je wynajmujesz? I w sumie, gdzie idą te wszystkie pieniądze?
To mieszkanie należało do Zofii Janiszewskiej ciotki mojej mamy. W zasadzie była moją daleką ciotką, w tych rodzinnych powikłaniach już się gubię.
Zofii nie ma już prawie od trzech lat. Mówiłam ci, Fryderyku, wtedy odpowiedziałeś, iż w końcu nie będę do tej starej latać.
Poprosiłam cię o pomoc przy pogrzebie, odpowiedziałeś, iż w pracy zawal i czasu nie masz.
Dlaczego zostawiła mieszkanie akurat tobie? zaciekawiła się teściowa.
Pewnie dlatego, iż poza mną nikt do niej nie zaglądał odpowiedziała Weronika.
A dlaczego Fryderyk nic nie wiedział o spadku? drążyła Antonina.
A co on ma do mojej spuścizny?
Co się pytasz? oburzyła się teściowa. Przecież to twój mąż!
No i co z tego?
Udajesz głupszą niż jesteś? zapytała teściowa. Pieniądze z wynajmu mieszkania powinny wpadać do wspólnego budżetu, a ty je wydajesz na siebie!
Bo mam do tego prawo! Spadek to wyłącznie moja własność. Wszystko, co z niego mam czy to sprzedam, czy wynajmę należy do mnie. Nie muszę się z niczego tłumaczyć oznajmiła Weronika.
Słuchaj, Werka, ja w zeszłym roku naprawiałem samochód, dwa razy premii na to poszło. A ty miałaś pieniądze i nie pomogłaś? Nie spodziewałem się tego po tobie dodał Fryderyk.
Fryderyku, to twój samochód. Ty nim jeździsz. A jak cię proszę, byś mnie gdzieś podwiózł, zawsze mówisz, iż ci nie po drodze albo nie masz czasu żebym wzięła sobie taksówkę.
Rok temu trzy razy mnie podwiozłeś: raz na zakupy przed świętami, raz z pracy, bo klucze zapomniałeś, a trzeci raz do przychodni, jak skręciłam nogę.
To czemu mam z własnych pieniędzy naprawiać samochód, którym nie jeżdżę?
Ile ci się już tego nazbierało? dociekała teściowa. Pewnie milion!
Coś tam mam, ale nie milion. Fryderyku, pamiętasz, iż masz dwie córki-studentki? Kiedy ostatni raz im przelewałeś pieniądze? zapytała Weronika.
Przecież one same pracują odrzekł Fryderyk.
Studiują i dorabiają! Ale jeżeli będą musiały same się utrzymać, nie będą miały czasu w naukę.
Dobrze a czemu od razu nie powiedziałaś o spadku? spytał mąż.
Bo nie chciałam przesłuchań dwa i pół roku temu. Poza tym miałam przykład jak twoja mama wykiwała żonę swojego młodszego syna i jej kawalerkę.
Jak to ją wykiwałam? Co ty wygadujesz?
Jak to nazwać? Cały rok dręczyłyście Otylię: po co ci ta kawalerka, sprzedajmy, kupimy działkę, latem sobie tam odpoczniemy.
Sprzedałyście mieszkanie, kupiłyście działkę. A na kogo zarejestrowałyście? Na ciebie, Antonino Jankowska! I Otylia nie ma prawa choćby przyjechać z rodziną, nie mówiąc o zaproszeniu znajomych na grilla!
Za to zapieprza na ogródku. Dziękuję, ja tak nie chcę!
Bezczelna jesteś, Weroniko! wrzasnęła teściowa. Tylko o sobie myślisz!
Biorę przykład z ciebie, Antonino Jankowska odpowiedziała Weronika.
Fryderyku, słyszysz? Twoja żona mi ubliża!
Według mnie mówię prawdę! Ledwo się dowiedziałaś o moim spadku, już tu lecisz. A po co? zapytała Weronika.
Jak to po co? Żeby Fryderyk wiedział!
No to wie. Co dalej?
Żebyś nie ukrywała pieniędzy przed rodziną, żeby szły na wspólne potrzeby.
Idą na rodzinę. Ale na te potrzeby, które uważam za słuszne nie na twoją działkę ani na samochód Fryderyka!
Moglibyśmy razem podjąć decyzję, na co je wydać dumała teściowa.
Myślicie, iż w wieku czterdziestu sześciu lat nie wiem, jak rozporządzać swoimi pieniędzmi?
Ale powinno się patrzeć też na innych! krzyknęła Antonina.
Na kogo? Na was? Właśnie dlatego nie śpieszyłam się z informowaniem o spadku! Wolę wydawać te pieniądze na siebie i moje dzieci!
I tak też będzie dalej. Dlatego dobrze, jeśli, Antonino Jankowska, zapomnisz o moim spadku jakby go nie było! odpowiedziała Weronika.
Czyli sama wydasz wszystko?
Sama.
I z mężem się nie podzielisz? spytała Antonina.
Podzielę, jeżeli uznam to za słuszne. Wydam wszystko na moją najbliższą rodzinę.
To znaczy, ja nie jestem rodziną?
Antonino Jankowska, rodzina to ja, mój mąż i nasze dzieci. Reszta to krewni! odpowiedziała Weronika.
Krótko mówiąc, niczego nie wskórała Antonina Jankowska u synowej. Ale nie odpuściła i jeszcze nieraz próbowała, jak sama mówiła, dobić się do swojego.
Tyle iż Weronika była nie do ruszenia. Nie na taką trafiła. Jak to u nas mówią gdzie usiadła, tam wstała.













