Dziwne sceny w Egipcie. "Turyści zombie" opanowali plażę. Sprawą gwałtownie zajęło się MSW

gazeta.pl 1 godzina temu
Kilka niepokojących kadrów, jedno hasło i fala internetowych spekulacji. Tak zaczęła się historia nagrania z Egiptu, które z prędkością światła obiegło media społecznościowe. Jednak zanim pojawiły się wyjaśnienia, policja i prokuratura były już w akcji, by sprawdzić, kim są "turyści zombie".
W środę, 4 lutego mieszkańcy Dahab oraz turyści spacerujący wzdłuż plaży byli świadkami scen przypominających kadr z filmu grozy. Kilka osób poruszało się wolno i nienaturalnie, inne leżały bez ruchu na piasku. Zgarbione sylwetki i nieskoordynowane ruchy gwałtownie uruchomiły wyobraźnię, a w mediach społecznościowych pojawiły się porównania do filmowych zombie. W sieci niemal natychmiast zaczęły krążyć teorie o narkotykach, co dodatkowo podsyciło atmosferę sensacji. Jednak jak ustaliły egipskie służby, prawda leżała zupełnie gdzie indziej.

REKLAMA







Zobacz wideo Kuchnia egipska, czyli przysmaki znad Nilu, których musisz spróbować



Wiral, który postawił Dahab na nogi. Przechodnie przecierali oczy ze zdumienia
Nagranie, które w kilka chwil rozlało się po mediach społecznościowych, pokazuje grupę cudzoziemców na plaży w Dahab, w pobliżu charakterystycznej latarni morskiej. Na filmie widać osoby leżące na ziemi, obsypujące ciało drobnym piaskiem i poruszające się w sposób, który wielu internautom wydał się co najmniej niepokojący. W komentarzach gwałtownie pojawiły się porównania do tzw. fentanyl fold, czyli charakterystycznej postawy osób będących pod wpływem silnych opioidów, objawiającej się zgarbieniem, "złożeniem na pół" i skrajnie spowolnionymi ruchami. Tym bardziej, iż autor nagrania zasugerował wprost, iż turyści mogli znajdować się pod wpływem narkotyków.
Jak informuje serwis hurghada24.pl, reakcja władz była natychmiastowa. W mieście wprowadzono stan alarmowy, a na plaże wysłano policję turystyczną, służby bezpieczeństwa i przedstawicieli lokalnej administracji. Przeszukiwano okolice popularnych punktów wypoczynkowych, próbując odnaleźć osoby widoczne na nagraniu. Sytuację podgrzewał fakt, iż film gwałtownie trafił poza Egipt, budując w sieci obraz kurortu mierzącego się z niecodziennym kryzysem.


W tym samym czasie internet żył własnym rytmem. Liczba udostępnień rosła, a wraz z nimi coraz śmielsze teorie. Jedni mówili o nowej pladze narkotykowej, inni doszukiwali się tajemniczych rytuałów. Napięcie zaczęło być odczuwalne także lokalnie. Mieszkańcy Dahab domagali się jasnych wyjaśnień i oficjalnego stanowiska władz. Cała eskalacja zajęła zaledwie kilkadziesiąt minut od momentu publikacji wideo.
Przełom przyniosły rozmowy służb ze świadkami zdarzenia. To oni wskazali, iż osoby widoczne na filmie uczestniczyły... w zajęciach jogi i medytacji na świeżym powietrzu. Ta informacja całkowicie zmieniła narrację wokół nagrania i doprowadziła do oficjalnego dementi ze strony egipskich służb.









Joga zamiast narkotyków. Autorowi nagrania grozi do 2 lat więzienia
Egipskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych gwałtownie ucięło spekulacje i opublikowało oficjalny komunikat. Jak przekazano, cudzoziemcy widoczni na filmie praktykowali jogę w plenerze, łącząc ćwiczenia ruchowe z elementami medytacji i świadomego kontaktu z naturą. Leżenie na piasku, obsypywanie ciała czy ekspresyjne, powolne gesty były częścią sesji relaksacyjnej, a nie skutkiem działania substancji odurzających.
Po wyjaśnieniu okoliczności uwaga śledczych skupiła się na autorze filmu. Okazał się nim student mieszkający w Kairze, który przypadkowo trafił na grupę ćwiczących turystów. Mężczyzna nagrał krótkie wideo telefonem i opublikował je w mediach społecznościowych, dodając komentarz sugerujący, iż grupa była pod wpływem środków psychoaktywnych. Podczas przesłuchania przyznał, iż liczył na szybki rozgłos i wzrost zasięgów. Sensacyjna narracja, która wywołała realny niepokój spowodowała, iż wpadł w poważne tarapaty.


Student został zatrzymany, a jego telefon zabezpieczono jako materiał dowodowy. Sprawą zajęła się prokuratura w Sharm el-Sheikh, która postawiła mu zarzuty rozpowszechniania fałszywych informacji i wprowadzania opinii publicznej w błąd. Zgodnie z egipskimi przepisami grozi za to kara do dwóch lat pozbawienia wolności.
Historia z Dahab gwałtownie stała się przykładem tego, jak działają wirale. Kilka sekund nagrania i jeden komentarz wystarczyły, by uruchomić lawinę domysłów. A to, co na pierwszy rzut oka wygląda jak scena z horroru, bywa po prostu jogą na plaży. Czy autor nagrania powinien ponieść konsekwencje? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału