Dzisiaj chcę opowiedzieć historię ze szpitala położniczego w Warszawie.
Do sali weszła młoda lekarka ginekolog.
Była uśmiechnięta, w białym fartuchu i czystym czepku.
– Dzień dobry, mamusie. Jak się czujecie? – zapytała.
Podeszła do pierwszego łóżka.
Leżała tam młoda dziewczyna, zwrócona twarzą do ściany.
– Kowalska, nie udawaj, iż śpisz – powiedziała stanowczo lekarka.
Dziewczyna niechętnie się odwróciła.
Basia, leżąca obok, od razu ją rozpoznała.
Rodziły tej samej nocy.
Lekarka zbadała brzuch dziewczyny.
– Wszystko w porządku. Przyniosą synka na karmienie. Gotowa?
Młoda matka otworzyła szeroko oczy.
– Nie będę go karmić – szepnęła.
– Dlaczego? – spytała lekarka.
– Proszę, nie przynoście go – błagała dziewczyna.
– Chcesz się go wyrzec? – domyśliła się lekarka.
Dziewczyna skinęła głową.
Lekarka pokręciła głową z niedowierzaniem.
– Dobrze. Po obchodzie porozmawiamy.
Podeszła do Basi.
– A u pani jak? To drugie dziecko?
– Tak, oczywiście – odpowiedziała gwałtownie Basia.
Lekarka spojrzała na nią dłużej, ale nic nie powiedziała.
Westchnęła i wyszła z sali.
Gdy drzwi się zamknęły, Basia usiadła na łóżku.
– Jak masz na imię? – zapytała sąsiadkę.
Cisza.
– Rodziłyśmy razem. Dlaczego nie chcesz widzieć synka?
Młoda matka milczała.
– Mój syn ma już pięć lat – powiedziała Basia.
– Ojciec dziecka cię zostawił?
– Myślisz, iż sama nie dasz rady?
– Jak Bóg da dziecko, to i na dziecko da. Zobaczysz.
Mówiła to do ściany, do której wciąż zwracała się Kowalska.
– Twój syn trafi do domu dziecka. Nie pozna zapachu mamy.
– Będzie szukał miłości w cudzych oczach.
– Będzie płakał i wołał ciebie.
– Całe życie będzie cię szukał. Myślisz, iż zapomnisz?
– Dlaczego wszyscy mnie dręczą? To nie wasza sprawa! – wybuchnęła dziewczyna.
– Masz rację – przyznała Basia. – Ale nikt tak łatwo nie oddaje dziecka.
– Dobrze, iż cię zostawił. Lepiej teraz niż później.
– Wyszłam za mąż na trzecim roku studiów. Egzaminy zdawałam z brzuchem.
– Myślałam, iż mąż będzie szczęśliwy. Ale ojciec w nim się nie obudził.
– Teściowa przyniosła używane rzeczy po wnuczce. Mąż kupił zniszczony wózek.
– Mój synek chodził w różowych ubrankach po dziewczynkach.
– Mąż ciągle mnie krytykował, iż nie pracuję.
– Przytyłam. Rzucał: „Spójrz na siebie”.
– Gdy Szymon miał dwa lata, oddałam go do żłobka.
– Mąż wziął kredyt na nowe auto, a ja chodziłam w starych ubraniach.
– Pewnego dnia odkryłam, iż ma kochankę.
– „A czego się spodziewałaś?” – rzucił, patrząc na moją figurę.
– Wzięłam syna i wyprowadziłam się do rodziców.
– Następnego dnia wprowadził tamtą do naszego mieszkania.
– Przed rozwodem błagał, żebym nie żądała alimentów.
– W pracy poznałam starszego mężczyznę. Podwoził nas do przychodni.
– Bałam się nowego związku. Sparzył się człowiek.
– Dwa lata później wzięliśmy ślub.
– Od razu znalazł wspólny język z Szymonem.
– Gdy zaszłam w ciążę, był szczęśliwy.
– Ex-mąż zaczął się domagać opieki nad Szymonem.
– Trafiłam na zwolnienie, musiałam oddać syna.
– Codziennie dzwoniłam. Szymek był zachwycony nowym życiem.
– Gdy wróciłam, teściowa prosiła, żeby został dłużej.
– Mąż sam go przywiózł. Powiedział, iż utrzymanie syna go przerasta.
Basia zamilkła na chwilę.
Spojrzała na ścianę, za którą leżała Kowalska.
– Wiesz, każdy ma swoją historię – powiedziała cicho.
– Ale dziecko nie wybiera, kim jest jego matka.
Kowalska w końcu się odwróciła.
Jej oczy były pełne łez.
– Ja też się bałam – szepnęła.
– Wszyscy się boją – odpowiedziała Basia.
– Ale strach mija, a dziecko zostaje.
Drzwi się otworzyły.
Lekarka wróciła z dwoma noworodkami na rękach.
Podeszła do łóżka Kowalskiej.
– Zmieniłaś zdanie? – zapytała spokojnie.
Dziewczyna spojrzała na synka.
Wyciągnęła ręce.
Basia uśmiechnęła się i odwróciła wzrok.
Czasem jedno słowo zmienia całe życie.











