Po dziesięciu latach małżeństwa mój mąż popełnił błąd i nazwał mnie imieniem innej kobiety – to, czego się później dowiedziałam, zupełnie mnie zdruzgotało.
Mówią, iż prawdziwie poznaje się człowieka dopiero po wielu latach wspólnego życia.
Myślałam, iż znam mojego męża Janusza jak własną kieszeń.
Byliśmy razem ponad dziesięć lat, przeszliśmy wspólną drogę, na której rozwijaliśmy kariery, kupiliśmy nasz pierwszy dom i wychowaliśmy dwoje wspaniałych dzieci.
W naszej codzienności było coś swojskiego, poczucie bezpieczeństwa, które budowaliśmy przez lata.
Lecz to poczucie spokoju miało się niedługo rozsypać w sposób, którego nigdy bym nie przewidziała.
Wszystko zdarzyło się podczas sobotniego popołudnia, jak zwykle.
Janusz właśnie wrócił z delegacji i siedząc razem w kuchni, piliśmy kawę, rozmawiając o jego tygodniu.
Wszystko wydawało się normalne, niemal zbyt zwyczajne — jakby nic się nie zmieniło.
— Dziękuję, iż zajęłaś się dziećmi, moja droga. Trudno uwierzyć, iż konferencja trwała tak długo — powiedział, stawiając filiżankę na stole.
— W każdej chwili — odpowiedziałam z uśmiechem. — Pewnie to był dla ciebie ciężki tydzień, prawda?
Uśmiechnął się i podał mi rękę — gest, który zawsze znaczył dla nas wsparcie, gdy codzienność stawała się przytłaczająca.
Ale w chwili, gdy spojrzałam mu w oczy, zauważyłam coś dziwnego.
Powiedział coś, co od razu wydało się nie na miejscu.
— Tak, ja wiem. Tak długo czekałem, żeby wrócić do ciebie, Małgorzato — powiedział zupełnie spokojnie.
Moje serce zamarło.
Mrugnęłam, upewniając się, iż się nie przesłyszałam.
Ale wyraz na jego twarzy, gdy zdał sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział, potwierdził, iż dobrze słyszałam.
Nastąpiła krótka chwila ciszy.
Potem twarz Janusza poczerwieniała ze wstydu.
— Przepraszam. Chciałem… powiedzieć twoje imię — wydukał, zabierając swoją rękę.
Ale było już za późno.
Jego pomyłka nie była zwykłym nieporozumieniem.
To nie było niewinne przejęzyczenie.
W tej chwili coś się zmieniło.
Nie mogłam przestać myśleć o tym imieniu, które wypowiedział: Małgorzata.
Nie znałam żadnej Małgorzaty w jego życiu – przynajmniej nie takiej, by jej imię coś znaczyło.
Jego ton głosu był tak znajomy, tak naturalny, jakby mówił to imię od lat.
— Kim jest Małgorzata? — zapytałam cicho, niemal szeptem.
Znów się zawahał, potem wziął głęboki oddech, widocznie zaskoczony moim pytaniem.
Przejechał dłonią po włosach i odwrócił wzrok.
— To nic. Nie wiem, dlaczego to powiedziałem.
Jego słowa mnie nie przekonały.
Coś było nie tak, a niepokojące przeczucie we mnie narastało.
Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak wypowiedział to imię.
To nie było zwykłe przejęzyczenie.
W jego słowach było coś ciepłego, coś całkiem mi obcego.
Po tych wszystkich latach, po tym wszystkim, co razem zbudowaliśmy — dlaczego nazwał mnie innym imieniem?
Tej nocy, leżąc w łóżku, próbowałam pozbyć się uczucia niepokoju, które mnie ogarnęło.
Ale sen nie nadchodził.
Wciąż od nowa ten moment odtwarzał się w mojej głowie.
Małgorzata.
Kim ona była?
Dlaczego głos Janusza brzmiał tak znajomo, gdy wypowiadał jej imię?
Czy coś przegapiłam?
Następnego dnia postanowiłam zrobić coś, czego nigdy bym nie przewidziała: sprawdziłam telefon Janusza.
Nie byłam z tego dumna, ale pragnienie poznania prawdy było silniejsze niż poszanowanie jego prywatności.
Przejrzałam jego wiadomości, e-maile, choćby konta w mediach społecznościowych.
I tam ją znalazłam – jej imię.
Małgorzata nie była tylko imieniem, które przypadkowo wymienił.
Nie była zwykłą koleżanką ani przypadkową znajomą.
Była kimś, z kim miał stały kontakt.
Ich wiadomości nie były tylko przyjacielskie — były osobiste, czasami wręcz flirtujące.
Czytając je, czułam, jak moje serce się łamie na kawałki.
Janusz ukrywał coś przede mną, coś, co trwało już od kilku miesięcy.
Nie było tam oczywistych wyznań, niepodważalnych dowodów, ale ton ich rozmów mówił wszystko.
Pisała do niego: „Tęsknię za tobą. Kiedy znów się zobaczymy?” oraz „Zeszłej nocy było idealnie. Nie mogę się doczekać, by to powtórzyć”.
Janusz odpowiadał jej z równie dużą czułością.
Chciałam rzucić jego telefonem o ścianę.
Szok i ból były nie do zniesienia.
Moje ręce drżały, gdy przeglądałam dalej, szukając dowodów jego zdrady.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Dziesięć lat wierzyłam, iż jesteśmy szczęśliwi.
Dzieliliśmy wszystko — marzenia, rozczarowania, trudne chwile i euforia z wychowywania dzieci.
Jak mógł to przede mną ukrywać?
Nie tylko zżerał mnie ból zdrady, ale i poczucie niższości.
Zaczęłam się zastanawiać: gdzie popełniłam błąd?
Czy nie byłam dla niego dość dobra?
Co miała Małgorzata, a czego nie miałam ja?
Te pytania mnie prześladowały, ale jeszcze nie byłam gotowa postawić go przed wyborem.
Potrzebowałam czasu, by to wszystko przemyśleć, by zrozumieć, jak poradzić sobie z tym bólem.
Jednak gdy Janusz wrócił wieczorem do domu, nie mogłam już dłużej udawać, iż nic się nie stało.
Napięcie między nami było wyczuwalne, ciężkie od nie wypowiedzianej prawdy.
— Janusz — powiedziałam drżącym głosem, — musimy porozmawiać.
Spojrzał na mnie zdezorientowany.
— Co się stało?
Nie mogłam dłużej milczeć.
— Kim jest Małgorzata?
Jego twarz natychmiast pobladła.
— Co… co masz na myśli?
— Widziałam wiadomości — powiedziałam, czując, jak w mojej piersi pojawia się dziura.
— Widziałam wszystko. Wiem o tobie i o niej.
Nastąpiła długa, nieznośna cisza.
Janusz otworzył usta, by coś powiedzieć, ale żadne słowo nie padło.
Spojrzał na mnie, a wina i wstyd były wyraźnie widoczne na jego twarzy.
Wziął głęboki oddech i w końcu powiedział:
— Nie chciałem, żebyś w ten sposób się dowiedziała…
— To nie jest to, co myślisz. Nie chciałem sprawić ci bólu.
— Spotykałeś się z nią za moimi plecami, Janusz — powiedziałam, mój głos załamał się.
— Jak mogłeś mi to zrobić? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy?
Westchnął i w desperacji przetarł rękami po włosach.
— To był błąd…
Ale wiedziałam, iż to było więcej niż tylko błąd.
W tym momencie zrozumiałam, iż człowiek, którego uważałam za wiernego, już nim nie jest.
I co gorsza — nie byłam pewna, czy kiedykolwiek będę mogła mu wybaczyć.