Dzień, w którym poszedłem się rozwieść, przebrany za pana młodego, a żona za pannę młodą.
Kiedy moja żona Zuzanna powiedziała, iż chce rozwodu, otworzyłem szafę i sięgnąłem po mój ślubny garnitur.
Co robisz? spytała zdziwiona.
Założę go do sądu odparłem, strzepując kurz z marynarki.
Zwariowałeś? Nie możesz iść na rozwód w garniturze ślubnym!
Oczywiście, iż mogę. Ty też założysz suknię ślubną. Skoro w niej przysięgałaś mi miłość na zawsze, w niej też zakończymy ten rozdział.
Zobaczyłem, jak szuka słów, ale żadnego sensownego nie znalazła. Dwadzieścia minut później szukała na dnie szafy swojej sukni, mrucząc pod nosem.
Gdy weszliśmy do sądu w Warszawie, ochrona zamarła. Jedna kobieta zawołała: Gratulacje!, a druga szturchnęła ją łokciem: Ty głupia, oni się rozwodzą!
Sędzia prawie spadł z krzesła, gdy nas ujrzał mnie w całości na biało, z welonem i wszystkimi dodatkami, a Zuzannę w garniturze, z muchą i wypastowanymi butami.
Proszę pani zwrócił się do żony sędzia, próbując nie wybuchnąć śmiechem mogę zapytać, dlaczego jest pani ubrana jak panna młoda?
Wysoki Sądzie odpowiedziała z powagą Zuzanna ten mężczyzna obiecał mi dopóki śmierć nas nie rozłączy właśnie w taki sposób ubrany. Ponieważ śmierć nas jeszcze nie rozdzieliła, a on chce zakończyć umowę, niech patrzy na mnie dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy składał puste obietnice.
Spojrzałem na nią ze łzami w oczach.
Nigdy cię nie oszukałem szepnąłem. Naprawdę cię kochałem tego dnia.
A dziś? spytała, a jej głos zadrżał.
Sędzia chrząknął.
W wiecie co? Dam wam trzydzieści minut przerwy. Wyjdźcie, przejdźcie się, porozmawiajcie. o ile po powrocie przez cały czas będziecie chcieli rozwodu i będziecie ubrani tak samo, przejdziemy dalej z rozprawą. Ale przeczucie mi mówi, iż ludzie, którzy zdecydowali się na coś takiego, nie powiedzieli sobie jeszcze ostatniego słowa.
Wyszedłem z Zuzanną na korytarz. Poprawiła mi krzywo opadły welon.
Wyglądasz pięknie powiedziałem. Jak wtedy.
Ty też wyglądasz nieźle przyznała z uśmiechem. Chociaż jesteś osłem.
Staliśmy tak, oboje przebrani jak do ślubu, pośrodku sądu i nie wiedzieliśmy, co dalej.
A może zacząłem nieśmiało zamiast rozwodu, pójdziemy zjeść kawałek tortu weselnego i przypomnieć sobie, dlaczego się pobraliśmy?
Może właśnie na tym polega prawdziwa miłość choćby na rozwód ubrać się tak, jak na ślub albo po prostu jesteśmy parą ludzi, która zawsze musi wszystko przeżywać do końca i na całego?







