Dzień, w którym babcia wyszła za mąż za syna mężczyzny, który zostawił ją przed ołtarzem Moja babci…

newsempire24.com 4 godzin temu

Dzień, w którym babcia wyszła za mąż za syna faceta, który zostawił ją przed ołtarzem

Moja babcia, 89 lat na karku, właśnie została główną bohaterką największego skandalu, jaki widziała nasza wieś od czasu, gdy sołtys przyłapał Staszka na wykradaniu pieniędzy ze zbiórki na nowy dach kościoła. U nas już niejeden dramat się wydarzył odwołane wesela, bójki na studniówkach, ten słynny moment, gdy dach kościoła zleciał podczas dożynek Ale to, MOI DRODZY, przebiło wszystko.

Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie babcia poznała pewnego starszego pana w klubie seniora.

To prawdziwy dżentelmen, kochanie opowiadała, mazając usta bladoróżową szminką. I jeszcze jeździ samochodem!

Babciu, on ma 91 lat! Chyba nie powinnaś mu pozwolić prowadzić?

O, daj spokój. Przynajmniej nie na piechotę.

Miłość przyszła piorunem. Po trzech tygodniach miałam już zdjęcie pierścionka rzecz jasna, cyrkonie, ale gest się liczy.

Wychodzę w sobotę za mąż ogłosiła babcia podczas obiadu u mamy.

Mama o mało nie zakrztusiła się kotletem.

W sobotę?! Przecież to za pięć dni!

A co mam czekać? W moim wieku nie ma co odkładać na później. A jak zejdę w piątek?

Kupiłyśmy sukienkę perłowa, szykowna, ale w granicach rozsądku. Wynajęliśmy remizę przy kościele, zamówiliśmy tort. Ciocia Halinka zrobiła choćby kwiaty z krepiny.

Nadszedł dzień wielki. Babcia wyglądała olśniewająco sukienka, naszyjnik z prawdziwych pereł po praprababci, uśmiech taki, iż aż się wzruszyłam.

Remiza pełna. W tle leciało Przez twe oczy zielone, ksiądz sprawdzał jeszcze raz notatki. Wszystko się zgadzało.

No, prawie bo pana młodego ani widu, ani słychu.

Czekaliśmy 20 minut.

Potem czterdzieści.

Po godzinie wujek Janek poszedł do jego domu.

Wrócił sam, z miną jakby wrócił z pogrzebu.

Mówi, iż nie przyjdzie.

Szmer przeszedł przez remizę. Babcia pobladła.

Jak to nie przyjdzie?

Twierdzi, iż się boi. Że za stary, iż jak zachoruje, to będzie dla ciebie ciężarem. Że lepiej nie

Babcia została siedząc z bukietem białych róż na kolanach i miną, jakby wygrała w totka smutek oczywiście.

I wtedy rozwarły się drzwi. Do środka wszedł facet po sześćdziesiątce, włosy siwe, ale bujna czupryna, garnitur taki, iż choćby proboszcz zazdrościłby elegancji, na twarzy malował się spory gniew.

Gdzie jest panna młoda?

A pan kto? zawołał kuzyn Karol.

Syn tego, co właśnie tchórzliwie zostawił tę panią na lodzie.

Wszyscy zaniemówili.

Podszedł do babci, zdjął czapkę i mówi:

Przyszedłem przeprosić w imieniu rodziny. To niewybaczalne.

Babcia spojrzała mu prosto w oczy.

Ile pan ma lat, młody człowieku?

Sześćdziesiąt siedem.

Żonaty?

Wdowiec. Od czterech lat sam.

Dzieci?

Troje. Wszystkie dorosłe.

Pracuje pan?

Emeryt. Mam emeryturę i domek pod Częstochową.

Babcia chwilę pogłówkowała, po czym wstała i oparła się na lasce.

Proszę mi szczerze powiedzieć pan się boi zaangażowania, jak pański ojciec?

Nie. Miałem żonę 35 lat, to był najlepszy czas mojego życia.

A co pan myśli o małżeństwie?

Że to najfajniejsze, co może człowieka spotkać. I iż ojciec zmarnował okazję życia, naprawdę.

Babcia zmierzyła go wzrokiem, po czym zerknęła na nas wszystkich:

Lokal opłacony, jedzenie opłacone, ksiądz jest, tort kosztował krocie

Babciu, chyba nie zamierzasz jęknęłam.

Zrobisz mi ten zaszczyt?

Remiza wybuchła. Piski, śmiechy, ktoś wylał kompot na obrus, pierwszy telefon już nagrywał relację do internetu.

Ale ja przecież wy się

Pan przynajmniej przyszedł bronić mojej czci. Do tego już jestem wystrojona. Sukni drugi raz nie założę. Więc jak? Tak czy nie?

Facet roześmiał się szczerze, aż mu się zmarszczki rozprostowały.

Moja świętej pamięci żona mówiła zawsze, iż pewnego dnia zrobię coś zupełnie szalonego. To chyba ten dzień. Zgadzam się.

No i się pobrali.

Od ręki.

Ksiądz zażyczył sobie chwili na dojście do siebie, a ciocia Halinka chlipała tak, iż aż rzęsy jej opadły. Mama nie wiedziała, czy się śmiać, płakać, czy zemdleć.

Ale pobrali się.

A na weselu, gdy jedliśmy tort z naklejonym na taśmie nowym imieniem pana młodego i dopisanym markerem nazwiskiem, zapytałam:

Babciu, ty się naprawdę hajtnęłaś z facetem, którego znasz dwie godziny?

Babcia zalała się szczęściem.

Mając 89 lat nie ma czasu w randkowanie. Ma klasę, porządną emeryturę i jeszcze na dodatek pęcherzyk żółciowy na miejscu. Myślisz, iż przepuszczę taką okazję?

Ale on jest o 22 lata młodszy!

I bardzo dobrze. Ktoś musi przeżyć, by opiekować się moimi kotami.

Minęły trzy tygodnie. Ten, co ją zostawił, próbował zadzwonić z przeprosinami nowy mąż odebrał i od razu się rozłączył.

Okazało się, iż nowy małżonek gotuje lepiej od babci (czego ona nigdy nie przyzna), tańczy wręcz rewelacyjnie i jeździ na badania starą, ale zadbaną skodą.

Wczoraj minęłam ich w parku on pcha wózek babci, a ona na cały regulator:

Nie szybciej, to nie rajd Dakar!

Jak sobie życzysz, moja królowo!

Były narzeczony przysłał w prezencie ślubnym blender. Babcia stwierdziła, iż bingo jest ciekawsze i rozlosowała blender w klubie emeryta.

No to sami powiedzcie jaka babcia wychodzi za 67-letniego syna faceta, który wystawił ją do wiatru i jaki syn godzi się ożenić z kobietą, która pięć minut temu miała zostać jego macochą?

Idź do oryginalnego materiału