Wielu rodziców w ferie zimowe wysyła dzieci na zimowiska lub obozy. Dla części z nich to pierwsza taka przygoda bez mamy i taty. Jedni zapisują dzieci na wyjazdy głównie po to, by zapewnić im atrakcje i oderwanie od codzienności, inni mają też bardziej "wychowawczy" cel, bo chcą nauczyć je samodzielności. Z jakim efektem? Jak się okazuje bardzo różnym. Dzieci wracają bogatsze o nowe doświadczenia, znajomości i wspomnienia, ale czasem także... z cudzymi ubraniami w walizce.
REKLAMA
Zobacz wideo PGE Projekt zgarnął komplet punktów w Olsztynie. Jan Firlej: Mieliśmy w sobie sportową złość
"W walizce były dwie bluzy"
Swoją historią podzieliła się z naszą redakcją pani Marta, mama 8-letniego chłopca. - Kilka dni temu syn wrócił ze swojego pierwszego w życiu zimowiska. Razem z trzema kolegami z klasy pojechał na tydzień w góry. Pierwszego dnia był trochę smutny, ale gwałtownie się rozkręcił. Po powrocie okazało się, iż aż za bardzo. Kiedy zaczęłam wrzucać brudne ubrania do prania, zobaczyłam, iż brakuje najnowszych jeansów, ale za to znalazłam dwie bluzy, które nie należały do nas. Dosłownie zaniemówiłam. Na szczęście właściciele się znaleźli, a i nasze spodnie do nas wróciły. Dobrze, iż rodzice założyli grupę, na której dyskutowali o wyjeździe - dodaje.
Choć sytuacja zakończyła się szczęśliwie, emocji nie brakowało. Jak przyznaje pani Marta, był to dla niej sygnał, iż samodzielność dziecka to proces, taki pełen drobnych potknięć i nauki na własnych błędach.
"Pakuję stare ubrania, żeby nie było szkoda"
Podobne historie słyszymy też od innych czytelniczek. Mama 11-letniej Igi przyznaje, iż z czasem zmieniła podejście do wyjazdowych pakunków.
Nie będę ukrywała, iż kilka razy Iga wróciła bez nowych butów czy spodni. Zawsze coś zgubiła, podarła czy tak poplamiła, iż nie dało się już tego uratować. A iż ona lubi jeździć na kolonie i zimowiska, to od ubiegłego roku daję jej tam same stare ubrania. Nie kupuję nowych jak na na początku. Pakuję jej do plecaka takie rzeczy, których nie będzie szkoda, jak zgubi
- opowiada.
Psycholożka: to nie porażka wychowawcza, tylko nauka samodzielności
O komentarz poprosiliśmy psycholożkę Agnieszkę Czajkowską-Wendorff. - Powrót dziecka z zimowiska z cudzymi ubraniami albo bez części rzeczy to naturalny stan dla wielu pociech. Oczywiście to nie porażka wychowawcza, tylko element uczenia się samodzielności. Rolą rodzica jest pokazywanie dziecku, jak trzeba się przygotować, by przywieźć to, co zabrało się z domu. To stopniowe przekazywanie odpowiedzialności, które warto rozpocząć jeszcze przed wyjazdem. W jaki sposób? Pakując wspólnie torbę według listy i pozwolić dziecku odhaczać kolejne punkty. Taką listę dziecko zabiera ze sobą i w dniu pakowania odhaczać rzeczy, które wkłada do walizki. Po powrocie warto spokojnie przejrzeć rzeczy razem - wyznaje ekspertka.
Po czym dodaje:
Najpierw musimy pokazać dziecku, iż są pewne sposoby na to, by wrócić ze swoimi rzeczami. Nie możemy oczekiwać, iż będzie to dla niego naturalne. Oczywiście dla części dzieci taka lista będzie wyzwaniem (bo listę można zgubić), zwłaszcza dla dzieci z ADHD, mimo to szukamy sposobu, który sprawdzi się w przypadku mojego dziecka.
A co jeżeli ten pomysł nie będzie trafiony? Ekspertka uważa, ze należy z dzieckiem po prostu porozmawiać. - jeżeli ten pomysł się nie sprawdzi, możemy zapytać, co następnym razem pomoże lepiej dopilnować swoich przedmiotów i wraz z dzieckiem szukamy rozwiązań. Samodzielność rozwija się przez doświadczenie, także to niedoskonałe - drobne pomyłki są bezpiecznym treningiem odpowiedzialności. Najbardziej wspiera postawa: "Widzę, iż się uczysz", a nie: "Znowu zapomniałeś". A jeżeli dziecko właśnie wróciło z ferii i nie ma pewnych rzeczy, pokażmy, jak możemy znaleźć rozwiązanie np. pisząc na grupie rodziców o zgubach lub znaleziskach, którymi indywidualnie możemy się wymienić. Dzięki temu dziecko uczy się, iż choćby trudne sprawy da się rozwiązać - podkreśla ekspertka.
Masz jakieś doświadczenia w tym temacie? Jak to wygląda u Twojego dziecka? Napisz na adres: [email protected]. Gwarantujemy anonimowość.






