Każde dziecko jest darem. Każde, bez wyjątku. Również to, które przyszło na świat z ciężką niepełnosprawnością, które potrzebuje opieki przez całą dobę, dla którego każdy kolejny dzień jest walką. Tymczasem Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje zmiany, które mogą zostawić te dzieci bez dachu nad głową i bez specjalistycznej opieki w imię idei, za którą nie stoi żadna realna infrastruktura.
Przez 75 lat siostry z „Domu dla chłopców” były tam, gdzie ich potrzebowano. Kiedy brakowało środków na nowy budynek dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych podopiecznych, Polacy, jak wspomina siostra Eliza Myk, zjednoczyli się ponad podziałami. Przychodziły datki z lewa i z prawa, bez względu na poglądy czy status. Jedna z ofiarodawczyń sprzedała własny dom, żeby wesprzeć budowę. To jest właśnie Polska, o której warto mówić.
Ale jest też inna rzeczywistość! Ta, w której ministerstwo ogłasza reformę i zamierza wygaszać placówki takie jak ta, nie pytając zbyt głęboko o to, co stanie się z dziećmi, które dziś w nich mieszkają.
Idea słuszna. Rzeczywistość zupełnie inna
Wiceminister Katarzyna Nowakowska tłumaczy, iż resort chce kierować dzieci z niepełnosprawnościami do rodzin zastępczych, bo jak podkreśla, każde dziecko zasługuje na to, by wychowywać się w rodzinie. Trudno z tym się nie zgodzić. Rodzina jest pierwszym i najważniejszym środowiskiem, w którym człowiek się rozwija, uczy miłości, uczy świata. Problem w tym, iż idea i rzeczywistość to dwie różne sprawy.
„Od 75 lat ciągle jesteśmy, bo tych rodzin ciągle nie ma”
– mówi siostra Eliza Myk wprost. Nie jako zarzut. Jako fakt.
W Polsce działa około 100 domów całodobowej opieki dla dzieci z niepełnosprawnościami. Setki podopiecznych. Wiele z tych placówek prowadzą siostry zakonne. Kobiety, które pracy z najsłabszymi poświęciły całe życie. Ministerstwo zaprasza ich przedstawicielki na rozmowy, ale jak relacjonuje siostra Karolina Blok, dyrektorka DPS‑u w Kamieniu Krajeńskim, ich uwagi nie są uwzględniane.
„W ministerstwie osobiście zadałam pytanie pani minister, jakimi ekspertami się otoczyła, bo to po prostu nie ma racji bytu” – mówi siostra Blok i dodaje: „Obserwujemy brak rodzin zastępczych, brak rodzin adopcyjnych, to jest coś, co bardzo niepokoi”.
Czym jest troska bez zaplecza?
Opieka nad dzieckiem z głęboką, złożoną niepełnosprawnością to nie jest zadanie, które można wykonywać dobrą wolą i miłością, choć ona jest absolutnie niezbędna. To zadanie wymagające specjalistycznej wiedzy medycznej, rehabilitacyjnej, pielęgniarskiej. Kosztownego sprzętu. Systemu wsparcia działającego całą dobę. Zasobów, których większość rodzin, choćby tych najwspanialszych, najbardziej oddanych, po prostu nie posiada.
Ks. bp Damian Muskus z diecezji krakowskiej zadał w tej sprawie pytanie, które powinno paść w Sejmie, zanim projekt w ogóle trafił pod obrady: „Wszyscy wiemy, iż dziecko powinno rozwijać się w rodzinie, ale czy przerzucenie na nią ciężaru całodobowej opieki, wymagającej specjalistycznej wiedzy, kosztownego sprzętu i często nadludzkich sił, rzeczywiście służy dobru dziecka?”. To jest pytanie, na które ministerstwo jak dotąd nie odpowiedziało przekonująco.
Reforma – tak. Likwidacja – nie
Nikt rozsądny nie twierdzi, iż dotychczasowy system jest doskonały. Domy pomocy społecznej miewają swoje słabości, a wsparcie dla rodzin opiekujących się dziećmi z niepełnosprawnościami jest w Polsce wciąż niewystarczające. To wymaga zmian, prawdziwych, przemyślanych, opartych na wiedzy i wieloletnim doświadczeniu tych, którzy codziennie są przy najsłabszych.
Ale reforma nie może oznaczać likwidacji. Nie może polegać na wygaszeniu placówek, które przez dekady budowały swoją wiedzę, swoje struktury, swoje wspólnoty i zastąpieniu ich systemem, który jeszcze nie istnieje, rodzinami zastępczymi, których dramatycznie brakuje.
Poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk nie pozostawia złudzeń:
„System nie będzie wydolny i skończy się to bardzo dużą katastrofą, ponieważ te dzieci, które wymagają opieki i są często z bardzo wysokim upośledzeniem, nie znajdą miejsca czy rodziny, która by się nimi zaopiekowała”.
Dobro dziecka! Nie slogan, ale kryterium
W centrum każdej debaty o systemie opieki musi stać jedno: dobro konkretnego dziecka. Nie statystyki. Nie ideologia. Nie ministerialny harmonogram. Dziecko!
Dziecko, które nie potrafi samo zadbać o swoje interesy. Które nie wystąpi na konferencji prasowej. Które nie napisze petycji ani nie zorganizuje protestu. Które jest całkowicie zdane na dorosłych i na opiekunów, lekarzy, siostry zakonne i urzędników.
Właśnie dlatego głos w jego imieniu muszą zabierać inni. I właśnie dlatego tak ważne jest, by reformy systemu opieki były prowadzone w dialogu i to prawdziwym, nie fasadowym z tymi, którzy mają wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi dotkniętymi niepełnosprawnością.
W sieci wsparcia dla najsłabszych powinno być miejsce dla różnych form pomocy: od wsparcia rodzin biologicznych, przez opiekę środowiskową, aż po wyspecjalizowane placówki całodobowe dla tych, których potrzeby przekraczają możliwości domowej opieki. To nie jest kwestia wyboru między rodziną a instytucją. To kwestia budowania systemu, który nie zostawia nikogo samego.
Projekt ministerstwa jest w tej chwili w Sejmie. Czas na to, by posłowie zadali trudne pytania, zanim będzie za późno, a dzieci, które dziś mają dom i opiekę, znajdą się w próżni.
Dobro dziecka zawsze na pierwszym miejscu. Nie jako hasło. Jako zobowiązanie.
jb
Źródło: radiomaryja.pl




