Dziadek – Letnia historia z treningu: W drodze do domu spotykam staruszka leżącego na chodniku. Wszy…

twojacena.pl 5 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć. Było lato, taki przyjemny wieczór. Wróciłam właśnie z treningu, trochę zmęczona, szłam przez osiedle w Warszawie. I nagle widzę obok bloku, przy chodniku leży starszy pan. Wiesz, taki naprawdę wiekowy, nie może kompletnie się podnieść. Ludzie przechodzą obok jakby był przezroczysty, odwracają głowy, niektórzy przyspieszają kroku, bo pewnie myślą, iż pan jest pijany czy coś. On coś pod nosem mamrocze, wyciąga błagalnie ręce do ludzi, ale nikt się nie zatrzymuje.

Mama zawsze mi powtarzała, żeby pomagać, jeżeli tylko mogę, więc akurat zupełnie naturalnie podchodzę do niego i pytam: Może panu pomóc?. Ale on nie potrafił nic wyraźnego powiedzieć, tylko jeszcze bardziej wyciąga do mnie ręce.

Wtedy jakaś kobieta, która akurat przechodziła, rzuciła do mnie: Dziewczyno, odsuń się od niego! Nie widzisz, iż pijany? Jeszcze się czymś zarazisz albo się pobrudzisz!. Spojrzałam uważniej i zauważyłam, iż starszy pan ma całe dłonie we krwi. Przeraziło mnie to trochę, przyznam szczerze. Zapytałam co się stało, ale odpowiedziało mi tylko to samo niewyraźne mamrotanie.

Obok leżała plastikowa siatka, w środku kilka kawałków potłuczonych butelek po piwie. On podnosił te kawałki i wkładał z powrotem do torby, przez co pociął sobie ręce. Wzięłam swoje chusteczki nawilżane i zaczęłam mu delikatnie przecierać dłonie, żeby już nie rozmazywać krwi na wszystkim dookoła, bo powiem Ci szczerze, nie chciałam się pobrudzić, ale też bardzo chciałam mu pomóc. Oczyściłam te rany, podniosłam dziadka i pytam go o adres, ale on nie był w stanie nic powiedzieć, tylko ciągle wskazywał ręką. Zrozumiałam, żeby iść za nim.

Dotarliśmy tak razem pod klatkę schodową, pokazał mi palcami na domofonie dwa numery chyba numer mieszkania. Zadzwoniłam. Prawie natychmiast w domofonie usłyszałam spanikowany kobiecy głos. Starszy pan znów tylko coś zamamrotał. Po kilku sekundach na dwór wybiegła kobieta z mężczyzną. Najpierw rzucili się do dziadka sprawdzali mu ręce, dopytywali czy nic się nie stało. Mężczyzna podziękował mi i zaniósł dziadka do mieszkania, a kobieta zaczęła pytać, jak może mi się odwdzięczyć.

Od razu zdecydowałam, iż nie chcę niczego, już miałam się żegnać, ale kobieta nagle poprosiła mnie, żebym chwilę poczekała. gwałtownie wbiegła na górę i po krótkiej chwili wróciła z ogromnym koszem malin. Mówi: Nasze, z ogródka, proszę, zabierz, to chociaż tyle możemy zrobić. Grzecznie odmówiłam, ale ona nalegała, wręcz wcisnęła mi je w ręce.

Pomyślisz, ale dziadek otóż okazało się, iż był jeńcem wojennym, Niemcy wzięli go do niewoli podczas wojny. Żeby nikogo nie wydać, a miał wysoki wojskowy stopień, sam sobie uszkodził język. Tam nie było sterylnych warunków, rana się zakażała i w końcu odcięto mu połowę języka. Od tamtej pory praktycznie nie mówi, tylko wydaje dźwięki jak ktoś głuchoniemy.

A problem polega na tym, iż dzieciaki z osiedla wieczorami rozbijają tam butelki po piwie na placu zabaw. Policji już pisali, żeby coś z tym zrobili, bo dzieciaki bawią się wśród szkła, kaleczą ręce i nogi. Kiedyś córka tej kobiety Ania przecięła sobie stopę i od tego czasu ten starszy pan zaczął sprzątać szkło, chociaż ledwo już chodzi. Mimo iż rodzina zabrania, klucze od domu chowali, a on i tak wychodził. Raz choćby pięć godzin leżał na ziemi, zanim ktoś wrócił z pracy i mu pomógł.

Wiesz, jej słowa naprawdę mną wstrząsnęły. Wcisnęła mi ten kosz malin, ja tylko się ukłoniłam i poszłam do domu, po drodze się rozryczałam. Bo jak to u nas jest? Dlaczego tak łatwo oceniamy kogoś po pozorach? Może następnym razem zamiast myśleć, iż ktoś jest pijany, to jednak podejdźmy, zapytajmy, czy wszystko w porządku. To przecież nie takie trudne, być po prostu człowiekiem. Szczególnie my, młodzi. Nie bądźmy obojętni, bo od bycia człowiekiem wszystko się zaczyna.

Idź do oryginalnego materiału