Dżem z mniszka lekarskiego
Skończyła się już zima była tego roku łagodna, śniegowa, bez większych mrozów. Jednak zima, choć miękka, też potrafi człowieka zmęczyć. Tęskniłem już za zielonymi liśćmi, za kolorami na trawnikach, a najbardziej za chwilą, gdy w końcu będzie można schować do szafy zimowe ubrania.
Do naszego małego miasta w Wielkopolsce przyszła upragniona wiosna. Zofia zawsze kochała tę porę roku długo czekała na przebudzenie przyrody i w końcu się doczekała. Patrząc z okna na trzecim piętrze, myślała:
Jak przychodzi wiosna, to miasto jakby budzi się z długiego, zimowego snu. choćby samochody brzmią jakoś inaczej, a targ jest pełen życia. Ludzie chodzą w kolorowych kurtkach i płaszczach każdy dokądś się spieszy. Rano budzą nas ptaki, a nie budziki. Ach, wiosną jest pięknie, a latem jeszcze lepiej
Zofia mieszka już długo w tym pięciopiętrowym bloku, teraz z wnuczką Jagodą, która jest w czwartej klasie podstawówki. Rok temu rodzice Jagody wyjechali do RPA na kontrakt lekarski oboje są lekarzami, a córkę zostawili na opiece babci.
Mamo, powierzamy ci naszą Jagódkę przecież nie będziemy jej ciągnąć w taką podróż. Wierzymy, iż zaopiekujesz się ukochaną wnuczką tłumaczyła córka Zofii.
A jakże, oczywiście się zaopiekuję. Będzie mi weselej w domu, na emeryturze i tak co tu robić? Jedźcie spokojnie, a my tu z Jagódką damy sobie radę zapewniała matka.
Hura, babciu, będziemy żyć razem! Często pójdziemy do parku rodzice wiecznie zajęci, nie mają dla mnie czasu, cieszyła się Jagoda.
Po śniadaniu dla wnuczki i wyprawieniu jej do szkoły, Zofia zabrała się do domowych obowiązków. Dzień mijał niepostrzeżenie.
Pójdę do sklepu, zanim Jagoda wróci ze szkoły. Obiecałem jej coś słodkiego za dobre oceny myślała, zbierając się do wyjścia.
Wyszedłem z klatki, a na ławce pod blokiem już siedziały dwie sąsiadki podłożyły poduszki, bo ławka zimna. Pani Stanisława samotna, wiek owiany tajemnicą, pewnie coś koło siedemdziesiątki, może więcej. Zawsze tajemnicza co do wieku, mieszka na parterze w jedynce. Pani Waleria starsza, wesoła kobieta, siedemdziesiąt pięć lat, oczytana, świetnie opowiada historie, przeciwieństwo pani Stanisławy, która zawsze na coś narzeka.
Jak tylko znika śnieg, a słońce zacznie przygrzewać, ta ławka nigdy nie jest pusta. Stanisława i Waleria to stałe bywalczynie mogą siedzieć od rana do wieczora, a na obiad tylko wracają do domu i zaraz znowu siadają na ławce. Wiedzą wszystko o wszystkich z bloku, nic im nie umknie.
Czasem Zofia przysiadała się do nich wspólnie omawiają nowinki, czytają artykuły z gazet czy rozmawiają o telewizyjnych programach. Stanisława zawsze lubi opowiadać o swoim ciśnieniu.
Dzień dobry, dziewczyny uśmiechnęła się Zofia. Już na straży?
Dzień dobry, Zośka, tak bo inaczej mandat za lenistwo! A ty chyba do sklepu, co? zagadnęła Stanisława, patrząc na torbę w ręku Zofii.
Zgadłaś, do sklepu, zanim Jagoda wróci ze szkoły. Obiecałem coś słodkiego za piątki, nie zatrzymując się, poszedłem dalej.
Dzień minął jak zwykle: odebrałem Jagodę, zjadła obiad, potem przysiadła do lekcji, a ja zająłem się swoimi sprawami i obejrzałem trochę telewizji.
Babciu, idę na taniec! krzyknęła Jagoda.
Już stała w przedpokoju z plecakiem i komórką w ręku. Tańczy już od sześciu lat, bardzo to lubi, występuje na różnych imprezach, a ja jestem z niej dumny piękna dziewczyna.
Dobrze, Jagódko, idź zawołała babcia, odprowadzając wnuczkę do drzwi.
Siedziałem sam na ławce przed klatką, czekając na Jagodę wracającą z tańców.
Panie Zofio, tęskni się? przysiadł się sąsiad z drugiego piętra, pan Edward.
Ależ skąd, w taki dzień nie sposób się nudzić! Wiosna, piękna pogoda, stwierdziła Zofia.
Ano, słonko przygrzewa, ptaki śpiewają, wszystko zielenieje, a wszędzie żółto od mniszka! Wyglądają jak małe słońca, żartował Edward, a Zofia przytakiwała.
W tym momencie podbiegła Jagoda i z okrzykiem rzuciła mi się na szyję:
Hau, hau!
Ale psotnica, wystraszyłaś mnie, jeszcze serce by mi stanęło! zaśmiałem się.
Oj tam, za wcześnie na straszenie odpowiedział Edward, klepiąc mnie po ramieniu.
Chodź, młoda damo, zrobiłem ci startą marchewkę z cukrem, pewnie się zmęczyłaś na tańcach. Usmażyłem też twoje ulubione kotleciki zawołałem wnuczkę.
Edward również wstał z ławki i poszedł w naszą stronę.
A wy to z ulicy tak wcześnie uciekacie? zdziwiła się Zofia.
Tak mnie zachęciłaś tymi kotletami, iż od razu zgłodniałem. Idę coś przekąsić i potem może jeszcze wyjdziemy na spacer? zaproponował sąsiad.
Nie obiecuję, dużo pracy, ale… zobaczymy.
I rzeczywiście, wieczorem wyszedłem jeszcze na ławkę pod blokiem. Pożegnałem Edwarda na wszelki wypadek, a Zofia z Jagodą weszły do klatki, a on za nimi.
Babciu, a pan Edward to się chyba w tobie podkochuje zaśmiała się Jagoda.
No co ty, wymyślasz… machnęła ręką Zofia.
Ale naprawdę, widzę jak na ciebie patrzy! Jakby Marian z równoległej klasy tak na mnie patrzył, to wszystkie dziewczyny by mi zazdrościły śmiała się dalej Jagoda, marząc.
Siadaj do stołu, detektywko moja… Marian jeszcze się napatrzy! uśmiechnęła się babcia.
Wieczorem wyszła jeszcze Zofia na ławkę, a Edward już tam czekał. Dziwnie, bo nie było ani Stanisławy, ani Walerii.
Stanisława z Walerią właśnie poszły jeść obiad wyjaśnił sąsiad.
Od tego czasu coraz częściej spotykali się z Edwardem spacerowali do parku naprzeciwko bloku, wspólnie czytali gazety, debatowali o przepisach i artykułach, dzielili się historiami.
Edwarda życie nie rozpieszczało była kiedyś żona, córka i wnuk. Niestety, gwałtownie został wdowcem, samotnie wychowywał córkę, jak umiał. Pracował na dwóch etatach, by Weronka niczego nie brakowało. Czasu miał mało wychodził do pracy, gdy córka jeszcze spała, wracał już spała.
Weronka dorosła, wyszła za mąż i pojechała do Poznania, urodziła syna. Potem kilka razy odwiedzała ojca, aż kontakt się urwał. Gdy przyjeżdżała, nie było w tym wielkiej rodzinnej radości. Rozstała się z mężem po piętnastu latach, syna wychowywała sama.
Zośka, córka ma przyjechać. Dzwoniła dziś, za dwa dni będzie. Dziwne, od tylu lat się nie kontaktujemy powiedział Edward. Rozmawiali ze Zofią już „na ty”, znając swoje sprawy.
Może się stęskniła, im człowiek starszy, tym bardziej chce być blisko rodziny zasugerowała Zofia.
Nie wiem, nie wierzę…
Weronka przyjechała. Wciąż była oschła i powściągliwa, wszystko trzymała dla siebie. Edward czekał na poważną rozmowę ta przyszła szybko.
Tato, przyszłam z konkretem zaczęła Weronka. Sprzedajmy twoje mieszkanie, przeprowadzisz się do nas. Będziesz mieszkał z wnukiem, będzie weselej, narzucała córka, widać było, iż już podjęła własną decyzję.
Edward poczuł się nieswojo nie chciał opuszczać swojego domu, by zamieszkać pod opieką nieprzyjaznej córki w obcym mieście. Odpowiedział, iż się przyzwyczaił do samotności.
Weronka nie dawała za wygraną. Dowiedziała się o przyjaźni ojca z Zofią i przyszła do niej w gości. Usiadła przy stole, Zofia podała herbatę, cukierki i dżem.
Słucham cię Weronko powiedziała łagodnie Zofia.
Widzę, iż jesteście bardzo zaprzyjaźnieni z moim ojcem zaczęła Weronka. Mogłaby mnie pani wesprzeć w ważnej sprawie?
A co to za sprawa?
Proszę, nakłoń go pani, żeby sprzedał mieszkanie. Po co mu tyle metrów? Niech pomyśli o innych powiedziała z oziębłością.
Zofia była zdziwiona chłodem i wyrachowaniem Weronki, odpowiedziała odmową. Weronka wybuchła złością czerwona jak burak, zaczęła krzyczeć:
Ach, już rozumiem. Chcecie razem przejąć mieszkanie, dla wnuczki szykujecie posag! Myślicie tylko o sobie! Siedzą sobie na ławce, rozmawiają o mniszkach Obydwoje jak dwa mniszki, a tu… Pewnie już złożyliście wniosek do urzędu stanu cywilnego? Uważaj, nic wam się nie uda, po czym dodała gniewnie, nic ci się nie uda, stara wariatko! i trzasnęła drzwiami.
Zofii zrobiło się przykro bała się, by sąsiedzi nie słyszeli awantury. niedługo Weronka wyjechała. Zofia zaczęła unikać Edwarda, przechodziła obok niego bokiem, a jeżeli go zobaczyła, pędziła gwałtownie do domu.
I tak piła herbatę z dżemem z mniszka
Ale jak to w życiu, nie da się długo uciekać przed losem. Pewnego dnia, wracałem ze sklepu, a przed klatką siedział Edward, wyraźnie na kogoś czekając. W rękach miał bukiet mniszka lekarskiego, układał już choćby wianek.
Zosiu, nie uciekaj poprosił. Przysiądź na chwilkę. Przepraszam za moją córkę. Wiem, iż była u ciebie i wygadywała różne rzeczy. Ale mimo wszystko pomagam wnukowi i przez cały czas będę pomagać. Ona zachowała się jak nie powinna. Powiedziała, iż już nie ma ojca. A ja… zamilkł, po czym podał mi niedokończony wianek z mniszka. Zrób sobie. A ja ugotowałem dżem z mniszka, bardzo zdrowy i smaczny, musisz koniecznie spróbować. Można też dodać do sałatek uśmiechał się sąsiad.
Po tej rozmowie zrobiliśmy razem sałatkę, a Zofia piła herbatę z dżemem z mniszka lekarskiego bardzo jej smakował. Wieczorem znowu poszliśmy do parku:
Mam najnowszy numer naszego ulubionego tygodnika powiedział Edward. Poczytamy pod lipą na ławce.
Zofia przysiadła się obok, rozmowa płynęła, zapomnieli o całym świecie. Było im dobrze razem.
Podsumowując ten dzień zapisałem w swoim dzienniku: Życie jest pełne niespodzianek, ludzie czasem potrafią zaskoczyć i poruszyć, ale szczęście rodzi się tam, gdzie jest serdeczność, życzliwość i odrobina ciepła. Doceniam te spokojne chwile. Szczęścia wszystkim na codzień!
