Dwóch facetów na karku, czyli jak Aline w własnym mieszkaniu zamieniła się w gospodynię dla partnera…

polregion.pl 1 godzina temu

Wybieraj teraz: albo ja, albo twój brat i cały ten cyrk dziewczyn! Naprawdę przeginasz. Najpierw wpakowałeś mi tu swoją rodzinę, teraz jeszcze jakieś obce baby? Nieźle się urządziłeś!

Justyna stała pośrodku sypialni i niemal drżała z emocji. W ręku trzymała z obrzydzeniem nylonową pończochę, którą znalazła chwilę wcześniej pod łóżkiem. Od razu wiedziała, iż nie jest jej.

Marcin, zamiast chociażby przeprosić czy udawać skruchę, zrobił minę, jakby to ona, Justyna, sprowadziła tu do domu obcego faceta. Nerwowo przestępował z nogi na nogę, raz po raz zerkając w stronę korytarza.

No weź, przesadzasz burknął wreszcie. Robisz aferę o nic. Gość był, brat mój, a twój szwagier. Dziewczynę do niego raz przyprowadził, co ci szkodzi?

Justynie nie szkodziło. Czuła coś znacznie gorszego obrzydzenie, jakby zabrudziła swoje ukochane buty w błocie.

Widziała, jak Marcin ucieka wzrokiem, szukając wsparcia u tego, kto od pół roku okupował ich mieszkanie. Michał jego brat choćby nie zareagował.

To moje mieszkanie i nie chcę tu widzieć obcych ludzi! syknęła cicho Justyna, ledwo panując nad głosem. Ani twojego brata, o niego też chodzi. Kupcie sobie własne, tam możecie robić co chcecie, choćby imprezy ze słoniem. Z mojego się wynosicie.

Teraz to Marcin wydawał się zaskoczony. Dla Justyny nie było tu żadnej niespodzianki. To po prostu w końcu musiało się wydarzyć.

Daj spokój, Marcin, pakujmy się westchnął Michał z salonu. Poszukamy czegoś tańszego, przynajmniej nikt nie będzie marudził. Jak kobieta z wozu, to koniom lżej.

Marcin poczuł się w obowiązku zareagować. Otworzył z hukiem szafę, chwycił sportową torbę i zaczął do niej wrzucać byle jak rzeczy. Koszulki, dżinsy, ładowarka, bielizna wszystko leciało razem.

Jeszcze tego pożałujesz, Justyna mruknął bez spojrzenia na żonę. Kto cię będzie chciał, jeżeli nie ja…

Wychodząc, trzasnęli drzwiami tak, iż aż zastukały kieliszki w kredensie.

Justyna została sama. Głucha cisza podkreślała pustkę. Usiadła na łóżku, ciągle zaciskając dłoń na znalezisku. Jak mogła dopuścić do tego, iż jej dwupokojowe mieszkanie po babci stało się noclegownią?

…Justyna Marcina poznała dwa lata wcześniej. Byli zupełnie różni. Ona cicha, nieco nieśmiała, trudno łapała kontakt z ludźmi. On ekstrawertyczny, zawsze w ruchu i rozmowny. Oboje wtedy studiowali, ale Marcin już dorabiał jako kierowca taksówki i potrafił czarować: słodycze, recytowanie wierszy, czasem kolacja w restauracji. Dla skromnej prymuski Justyny to był szczyt romantyzmu.

Propozycja wspólnego mieszkania padła gwałtownie po kilku tygodniach.

Nie umiem bez ciebie żyć, Justyś szeptał, obejmując ją. Chcę zasypiać i budzić się obok ciebie.

Justyna dała się oczarować. Dopiero po pół roku przypadkiem usłyszała prawdę Marcina wyrzucono z wynajmu za hałasy i pilnie potrzebował dachu nad głową. Usprawiedliwiała go jednak: Wszystkim się zdarza. Przypadek.

Ułożyli ciche, dostatnie życie. Justyna biegała rano na wykłady, potem do uczniów na korepetycje, żeby utrzymać lodówkę pełną. Marcin coś dorabiał, zrzucał się na opłaty. Ale po dwóch latach ten porządek runął wraz z pojawieniem się Michała.

Mówiłeś, iż twój brat przyjedzie na studia. Może go zaprosimy do nas, w końcu rodzina… podpowiedziała kiedyś Justyna.

Nie wiedziała jeszcze wtedy, iż Michałowi bardzo spodoba się u nich. Najpierw wpadał co drugi dzień, później codziennie, aż w końcu zamieszkał na stałe. A Justyna, nauczona gościnności, dbała o porządek, podawała ciepłe posiłki i sprzątała po dwóch dorosłych facetach wszystko sama i bez wsparcia. Do głowy jej nie przyszło, iż Michał zapomni o uczelni.

Michał, podobno jesteś już studentem? Dawali wam akademik? zapytała Justyna trzy miesiące później.
Nie dostałem się rzucił sucho. Miałem za mało punktów. Za rok spróbuję.

Wtedy Justyna poczuła zimny dreszcz. Domyśliła się, iż Michał już się nie wyprowadzi. Po co miałby to robić, skoro ma do dyspozycji salon, ktoś mu gotuje, pierze, sprząta, a on tylko śpi do południa i wieczorem spotyka się z kumplami?

Gorzej zrobiło się, gdy Marcin rzucił pracę w sklepie, gdzie pracował ostatni rok.

Szef się czepia, obowiązków pełno, a zarobki jak za cara. Spokojnie, będę jeździł trochę taksówką, w międzyczasie poszukam lepszej roboty.

Te poszukiwania trwały niemal wiecznie. Marcin z rzadka dorabiał, a przez większość czasu Justyna miała w mieszkaniu dwóch dorosłych facetów na utrzymaniu.

Zapanowanie nad wydatkami robiło się niemożliwe. Zakupy znikały szybciej, kotlety na dwa dni znikały w jeden wieczór, rachunki rosły. Michał i Marcin nic sobie z tego nie robili.

Justyna, przemęczona po pracy, wracała do góry brudnych naczyń, łazienki zawalonej ubraniami i kurzu w kątach.

Kiedy pierwszy raz pozwoliła sobie na sprzeciw, Marcin popatrzył na nią jak na egoistkę.

Naprawdę szkoda ci talerza zupy? Chłopak ma ciężki okres, musi się odnaleźć w dużym mieście. Okazuj trochę serca, jesteś kobietą…

Za każdym razem robili z niej sknerę i zołzę. Ona zaciskała zęby, wracała do kuchni, myła po nich łazienkę i milczała, broniąc złudnego spokoju w domu. Wierzyła, iż trudne czasy kiedyś się kończą.

Aż któregoś dnia znalazła w kuchni niedopitą butelkę taniego wina i trzy kieliszki. To ją zaniepokoiło. Gdy zobaczyła tę pończochę czara goryczy się przelała.

Pierwsza noc w pustym mieszkaniu była nieprzyjemna. Cisza brzmiała aż za bardzo. Brakowało chrapania Michała, brzęczącego telewizora i szurania kapci Marcina.

Następnego dnia pojawiło się jednak poczucie ulgi. Zajrzała do lodówki ser był na swoim miejscu. Sok nienapoczęty. Mleko nikt nie pił prosto z kartonu. Na stole nie było okruchów ani brudnych sztućców. Mieszkanie znów należało tylko do niej.

Wieczorem poczuła pustkę i odwiedziła przyjaciółkę, Zuzannę, żeby się wygadać.

Oj, Justynka, naiwna jesteś… uśmiechnęła się Zuzanna. Pewnie już znalazły się następne panny do wykorzystywania. I powiem ci nie masz pewności, czy to nie Marcin sprowadził tę dziewczynę. Byli jak pijawki, wykorzystali cię na całego. Powinnaś się cieszyć, iż tak los cię wyzwolił.

Po powrocie Justyna zrobiła w mieszkaniu generalne porządki to było jak pożegnanie ze starą sobą. Wyrzuciła z każdego kąta skarpetki, papierki i puste paczki po papierosach. Wszystko, co przypominało jej obozowisko, trafiło do kosza. choćby prezenty od nich. Wyprała pościel, umyła podłogę i poczuła spokój.

Pod koniec miesiąca, pierwszy raz od dawna, zobaczyła, iż zostaje jej trochę pieniędzy mogła choćby coś odłożyć.

Minęło półtora roku…

Justyna bardzo się zmieniła. Pracowała w niepublicznej szkole, nauczyła się mówić nie i nie była już wygodna dla wszystkich. Poznała też Marka. Pięć lat starszy inżynier, własne mieszkanie, choć na kredyt.

Tym razem nie spieszyła się z przeprowadzką. Zanim postanowili zamieszkać razem, mijało pół roku wspólnego poznawania się. Wybrali mieszkanie Justyny było bliżej centrum. Marek swoje wynajmował, by szybciej spłacić kredyt.

Wszystko układało się bez problemów, aż pewnego wieczoru Marek odłożył telefon i powiedział:

Justyna, mam sprawę… Mama dzwoniła, potrzebuje badań w mieście. W naszej wsi się tego nie da zrobić. Musiałaby przyjechać na tydzień, dwa. Co o tym sądzisz?

W Justynie aż zamarło. Przed oczami mignęły wspomnienia: bezczelny Michał na kanapie, chrapanie za ścianą, poczucie bycia gościem u siebie… Serce ścisnęło się ze strachu.

Spojrzała na Marka. Czekał na jej odpowiedź. Wiedziała, iż to może zaważyć na ich związku. Przemilczeć, zgodzić się dla świętego spokoju? Znów być wygodna dla innych, nie dla siebie?

Zebrała oddech i spokojnie zaczęła:

Marek, szanuję twoją mamę, ale mam zasadę żadni goście na noc, w żadną stronę. To nasza twierdza, nasz dom. Nikogo z zewnątrz. Mam takie zasady, bez urazy.

Zapadła cisza. Justyna spodziewała się ataku, złości, może trzaśnięcia drzwiami. Była gotowa się bronić.

Ale Marek tylko lekko się zdziwił, po czym kiwnął głową.

Bez problemu. Rozumiem. W sumie, jak trzeba, to jej wynajmę coś blisko szpitala wszystkim będzie wygodniej i nikt sobie nie będzie przeszkadzał.

Justyna zamarła. Z ulgą wypuściła powietrze.

Nie masz żalu?

Marek spojrzał na nią, odłożył telefon i objął ją.

A za co mam się obrażać? Każdy ma swoje granice. Zawsze można znaleźć rozwiązanie albo kompromis.

Justyna uśmiechnęła się i wtuliła w niego. Nauczyła się mówić nie. I znalazła kogoś, kto jej nie nie odbierał jako ataku. Od tej pory drzwi do jej mieszkania i serca otwierały się tylko przed tymi, którzy wiedzieli, jak je szanować.

W życiu trzeba mieć swoje granice i nie bać się ich bronić. To jedyny sposób, by nie stracić siebie i poczuć się naprawdę u siebie.

Idź do oryginalnego materiału