Dusza już nie cierpi i nie płacze

twojacena.pl 1 tydzień temu

Dusza już nie cierpi i nie płacze

Po tragicznej śmierci męża Renata postanowiła wyjechać z miasta, w którym wszędzie widziała wspomnienia o Zbigniewie. Przeżyli razem zaledwie osiem lat, a wypadek przerwał życie ukochanego. Renata sądziła, iż nigdy nie odzyska równowagi, pozostając sama z synem Sławkiem.

Dziewczyny, postanowiłam rzucić wszystko i przenieść się do wsi mówiła dwóm przyjaciółkom, które odwiedzały ją w domu. Rodzinny dom jest pusty, rodzice dawno odeszli. Nie mogę już chodzić po tych ulicach, przebywać w tym mieszkaniu. Zbigniew czuje się jakby wciąż był obok, czasem choćby z kąta oka widzę cień, ale kiedy się odwracam, nikogo nie ma. Co to za złudzenie?

Renatko, nie wiem, czy dasz radę żyć na wsi. Tu dorastałaś, a tu teraz wszystko masz poukładane wątpiła jedna z nich.

Na wsi też jest szkoła, będę uczyć odpowiedziała zdecydowanie Renata.

Wtedy będziemy do ciebie przyjeżdżać w gości dodała druga przyjaciółka, po czym obie wybuchnęły śmiechem.

Renata zamieszkała z synem Sławkiem w małym domku na skraju wsi, przy samym lesie, już od pięciu lat. Pracowała w miejscowej szkole, zyskała szacunek sąsiadów i czuła, iż jest tu naprawdę własną.

Zima tego roku była wyjątkowo mroźna, a druga połowa grudnia przyniosła śnieżycę i zamieć. Zbliżał się Sylwester, pozostał tydzień, a w jednej z późnych nocy zamieć szalała, wiatr trząsł domem, a w środku panował ciepły, przytulny nastrój. Renata i Sławek kochali takie wieczory, kiedy na dworze szaleje burza, a przy stole piją gorącą herbatę z ziołami.

Mamo, chyba ktoś puka do drzwi rzekł Sławek.

To pewnie wiatr odparła, choć słyszała ciche stukanie. Otworzyła drzwi i usłyszała słaby, tęgi głos:

Otwórzcie, proszę.

Wbrew własnym obawom otworzyła drzwi i ujrzała mężczyznę skulonego w śniegu, który ledwo utrzymywał się na nogach. Zawołała syna.

Czy to pijany? przeszło jej przez myśl. Nie, nie możemy go zostawić na dworze.

Wspólnie z Sławkiem wciągnęli go do domu, położyli na podłodze. Mężczyzna był ubrany w strój łowcy, ale nie miał przy sobie broni.

Przez zamieć nie było możliwości wezwaniu karetki. Po kilku minutach mężczyzna odwrócił się na plecy, otworzył oczy. Jego prawa noga była poraniona i krwawiła.

Kim pan jest? Co się stało? zapytała cicho Renata.

Proszę wybaczyć odpowiedział, patrząc na nią błagalnym spojrzeniem błękitnych oczu.

Renata przyjrzała się ranie. Na szczęście nie było złamania, jedynie głęboka rana. Zdecydowała, iż sama ją zaopatrzy. Po przetoczeniu rany i okwieceniu, Protas tak przedstawił się przyszedł usiadł przy piecu, podparł się o ścianę i, jakby dostrzegając własną nogę, uśmiechnął się lekko.

Nazywam się Protas, przepraszam, iż wdarłem się do waszego domu nieproszenie powiedział.

Ja jestem Renata, a to mój syn Sławek odparła.

Jestem lekarzem. Rana nie jest zbyt poważna, po prostu straciłem sporo krwi i wyczerpało mnie to.

Renata odetchnęła z ulgą, iż lekarz wie, jak zadbać o siebie. Po zatamowaniu krwawienia Protas rozgrzał się przy herbacie z tymiankiem i malinowym dżemem. Rozpoczęła się długa rozmowa.

Mam czterdzieści trzy lata, kiedyś byłem lekarzem wojskowym, służyłem za granicą. Praca była niestabilna, rzadko byłem w domu. Moja żona nie wytrzymała takiego życia, odeszła z córką do miasta, gdzie jej rodzice ją przyjęli. Tam wzięła ślub i żyje spokojnie. Nie obwiniam jej nie każda kobieta zniesie taką wędrówkę.

A co z miłością? zapytała Renata, niepewna.

Nie każda kobieta potrafi wytrzymać to, co my. Kiedy poślubiłem ją, obiecałem coś, czego nie mogłem spełnić, więc rozstałem się bez żalu.

Rozmowa trwała do późnych godzin nocnych, aż Protas zapytał:

Nie jesteście zamężni?

Mój mąż zginął w tragicznym wypadku, wyjechałam z miasta pięć lat temu. Tu, w domu rodziców, odnalazłam spokój. Martwiłam się, iż Sławek nie przyzwyczai się do wsi, bo urodził się w mieście, ale już się zaadaptował, ma przyjaciół i czuje się tu jak w domu odpowiedziała Renata, a Sławek już zasnął.

Nie przyciąga was miasto? dopytał.

Nie, tu jest cisza. Pracuję w szkole, uczę języka polskiego i literatury. A wy w mieście pracujecie w szpitalu? zapytała Renata.

Nie uśmiechnął się Protas. Po czterdziestce odszedłem z wojska, miałem już zasłużone emerytury. Matka poważnie zachorowała, wróciłem na wieś, opiekowałem się nią. Po jej śmierci wróciłem do miasta, otworzyłem aptekę. Działa dobrze, planuję otworzyć kolejną, ale od ostatniej straty czuję niepokój. Dusza boli.

To normalne, iż po stracie bliskiej osoby serce nosi blizny pocieszyła Renata.

Przyjaciele radzą mi iść do psychiatry, ale ja się śmieję. Postanowiłem przyjechać tu, po lesie, polować, to mnie uspokaja. Zgubiłem auto, natknąłem się na stado dzików, jeden mnie zranił w nogę. Strzał oddałem, nie wiem, czy trafiłem. Przyszedłem do waszego domu, zostawiłem broń przy wiaty wyjaśnił, wskazując na zabandażowaną nogę.

Renata przygotowała mu miejsce przy piecu na noc.

Rano Protas miał wysoką gorączkę, rana nie zagoiła się. Nie mógł kontynuować wędrówki. Zamieć uspokoiła się, a Renata z Sławkiem odnalazili w lesie porzucone auto, prawie zakopane w śniegu.

Będę musiał leczyć się sam powiedział Protas, trzymając w ręku apteczkę.

Dajcie nam klucze, przyniesiemy apteczkę zaproponował Sławek.

Apteczka dotarła bezpiecznie. Protas leczył się kilka dni, grał w szachy z Sławkiem, a gdy poczuł się lepiej, postanowił wrócić do miasta. Do Sylwestra pozostały trzy dni.

Renata nie zadawała pytań, wiedziała, iż musi wrócić. Usłyszała go rozmawiającego przez telefon i połączyła jego wyjazd z tymi rozmowami.

Przed odjazdem zapytała:

Czy już dusza przestaje boleć?

Protas pakował rzeczy, spojrzał Renacie w oczy i odpowiedział:

Teraz płacze. Wysiedział z domu, usiadł w swoim samochodzie i odjechał.

Po jego odejściu w domu zapanowała cisza, Renata poczuła pustkę, ale nie oszukiwała się na nadzieję. Zrozumiała, iż Protas był wspaniałym mężczyzną, z którym można było poczuć spokój, ale nie czekała niczego więcej.

Zamiecie wciąż trwały, ale wiatr słabł, a śnieg dopiero co od czasu do czasu dotykał ziemi.

Wszystko dobrze, iż został z nami tylko krótko pocieszała się Renata.

Protas nie dzwonił, choć obiecał, iż zadzwoni po przyjeździe do miasta.

Ma swoje sprawy w mieście, a tutaj miał małą przygodę podsumowała.

Nadszedł Sylwester. 31 grudnia rano wziąła starym samochodem wózek na targ, kupiła produkty i słodycze na cały tydzień, aby przygotować noworoczne dania. Tradycja była taka, iż mimo dwójki, świętują przy pięknie przystrojonym drzewku. Wieczorem znów zaczęła się zamieć, ale Renata cieszyła się, iż zdążyła zrobić zakupy przed burzą. Sławek nakrywał stół, zapalał lampki na choince.

Mamo, ktoś puka zapytał.

To pewnie wiatr odpowiedziała, ale po chwili usłyszała stukanie.

Przy drzwiach stanął olśniewający Protas z torbami.

Czy mogę wejść? wszedł bez czekania.

Sławek wykrzyknął z radością:

Hurra, wujku Protas!

Sławek, poczekaj, weź torby dodał, po czym pocałował Renatę w usta, słysząc przy tym bicie jej serca.

Protas, może się spieszysz? spytała, a on skinął głową.

Wyciągnął z kieszeni małą szkatułkę z pierścionkiem.

Renatko, nie mogę dłużej ukrywać, iż bez was nie ma sensu mojego życia. Czy zostaniesz moją żoną?

Czy pojechałeś do miasta po to? odparła, uśmiechając się.

Sławek patrzył na matkę z nadzieją, a ona skinęła głową.

Zgadzam się, ale nie mogę wyjechać.

Nie musisz. Zostaję tutaj, lubię te okolice, a egery są potrzebni. Do miasta będę jeździł kiedy trzeba, bo mam własny biznes odpowiedział Protas, a Renata położyła głowę na jego ramieniu.

Czas mijał. Sławek miał już dziesięć lat, a potem studiował. Renata i Protas zamieszkali w większym domu, w którym nie brakowało miłości i spokoju. Dusza Protasa już nie bolała i nie płakała, otaczała go jedynie euforia i ciepło rodzinnego ogniska.

Morał tej historii jest prosty: prawdziwe ukojenie przychodzi, gdy otwieramy się na nowe początki, przyjmujemy pomoc i pozwalamy sercu odnaleźć własny dom, gdziekolwiek jest.

Idź do oryginalnego materiału