Następnego dnia sąsiadka znowu opiera się o nasze ogrodzenie. Moja żona podchodzi do niej i oznajmia, iż mamy dzisiaj mnóstwo roboty, więc nie będziemy mogli posiedzieć tak jak wczoraj. A co z jutrzejszym dniem? pyta interesująca Barbara. To samo, jutro także mamy zaplanowane obowiązki. W ogóle, lepiej nie przychodźcie już do nas.
Moje pragnienie życia w dużym mieście nie przyniosło nic dobrego.
Moja żona, Helena, ma dom na wsi. Kiedy jeszcze jej rodzice teściowa z teściem żyli, często do nich jeździliśmy. Bardzo lubiłem, gdy wieczorami szykowali stół pod rozłożystą gruszą. Mogliśmy wtedy rozmawiać do późna, aż robiło się całkiem ciemno. Tak było za każdym razem, gdy odwiedzaliśmy ich w rodzinnych stronach. Zimą z kolei teściowa rozpalała piec kaflowy. Na stole czekały świeże ciasta. W całym domu unosił się niepowtarzalny zapach.
Ja i moja żona uwielbialiśmy też jeździć na narty i zjeżdżać na sankach. Ale potem rodzice żony odeszli. Dom po nich postanowiliśmy zachować. Plany mieliśmy ambitne chcieliśmy do niego wracać równie często, jak dotąd. Jednak życie napisało inny scenariusz.
Ciągle coś wypadało, wciąż było mnóstwo obowiązków. Z upływem lat przestaliśmy choćby wspominać o rodzinnym domu Heleny. Czas płynął niepostrzeżenie. Nasz syn, Piotr, poznał dziewczynę i się ożenił. Synowa, Apolonia, często powtarzała, iż fantastycznie byłoby spędzać lato na wsi.
Wtedy przypomnieliśmy sobie o starym domu. Pojechaliśmy tam z żoną pierwsi, bo naprawdę sporo czasu minęło od ostatniej wizyty. Na miejscu wszystko wygląda tak samo, tylko dom był trochę zaniedbany.
Postanowiliśmy zrobić porządki. Helena sprzątała w środku, a ja zająłem się podwórkiem. W głowie miałem obawy, czy po tylu latach bez opieki dom nie popadł w ruinę ale nie, po porządnym sprzątaniu wszystko zaczęło wyglądać o wiele lepiej.
Następnego dnia przyjechały dzieci. Zabrali się do pracy razem z nami w ciągu jednego dnia chatę udało się doprowadzić do ładu i porządku. Kobiety przygotowały kolację, a ja z Piotrem zabraliśmy się za naprawę starego stołu i ławek pod gruszą.
Wtedy zauważyłem, iż zza płotu przygląda nam się jakaś kobieta. Podeszła i przedstawiła się mówiła, iż niedawno kupiła sąsiedni dom i chciała się poznać. Jako ludzie uprzejmi zaprosiliśmy ją na kolację. Okazało się, iż nazywa się Barbara. Opowiedziała, iż mieszka tu sama, a dom kupiła dla swojej córki, która ma troje dzieci. Barbara jest rozwiedziona i nie ma męża. Rozmowna, nieustannie coś opowiadała, ale ja już jej nie słuchałem. Nagle poczułem jakiś ruch w okolicach swojej nogi.
Zajrzałem pod stół zobaczyłem nogę sąsiadki. Odsunąłem się dyskretnie, ale Barbara nie przestawała mnie zaczepiać. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Starałem się nie robić niczego gwałtownego, żeby nie zwrócić uwagi mojej żony, ale atmosfera była dla mnie coraz bardziej nieznośna. Barbara gadała jak katarynka, dzieciaki zaczynały się już nudzić. Marzyłem, żeby już sobie poszła. Przy sprzątaniu stołu żona powiedziała, iż Barbara nie robi najlepszego wrażenia całkowicie się z nią zgadzałem, choć nie wspomniałem co działo się pod stołem. Było mi po prostu głupio i wydaje mi się, iż nie pierwszy raz ta kobieta próbowała czegoś takiego z mężczyznami.
Nazajutrz znowu kręci się przy naszym płocie. Helena podchodzi i uprzedza, iż mamy dziś mnóstwo pracy, więc nie możemy posiedzieć razem.
A jutro? pyta Barbara z zainteresowaniem.
Jutro będzie to samo. Proszę, nie odwiedzajcie nas już.
To było bardzo odważne posunięcie mojej żony. Barbara długo pomrukiwała coś pod nosem, ale nie słuchaliśmy jej. W sumie nie obchodziło mnie co mówi, żona zrobiła to, co należało. Jesteśmy otwarci i szczerzy i od razu czujemy, gdy ktoś nam nie pasuje. Dlatego nie zamierzamy kontynuować tej znajomości.









