Drugie życie w wieku pięćdziesięciu trzech lat: jak Rita znalazła miłość, dach nad głową i nowe szcz…

twojacena.pl 6 dni temu

Proszę pana, nie przepychaj się pan tak. Fuj. To od pana tak pachnie?
Przepraszam mruknął mężczyzna, odsunąwszy się nieco.
I jeszcze coś pod nosem mruczał. Coś smutnego i niezadowolonego. Stał, przesypując w dłoni garść drobnych monet. Pewnie nie starcza na pół litra. Jadwiga mimowolnie przyjrzała się jego twarzy. Dziwne… wcale nie wyglądał na pijaczka.
Proszę pana przepraszam, nie chciałam coś nie pozwalało jej po prostu odejść.
Nic się nie stało.
Podniósł na nią wzrok oczy miał błękitne, wręcz nierealnie, jakby wcale nie wypłowiały z czasem. Był mniej więcej jej równolatkiem, na oko. Niesłychane… takich oczu nie widziała choćby u nikogo w młodości.
Jadwiga chwyciła go delikatnie pod ramię i odciągnęła na bok, z dala od krótkiej kolejki do kasy.
Stało się coś? Może mogę jakoś pomóc? starała się nie krzywić.
Nagle zorientowała się, czym adekwatnie pachniał ten mężczyzna. Starym potem. Milczał tylko, monety wsunął w kieszeń, nie miał ochoty mówić, CO mu się przydarzyło. Przed obcą kobietą. Przed tak zadbaną i miłą osobą.
Jadwiga jestem. A pan?
Zenon.
Tak więc, potrzebuje pan pomocy? uświadomiła sobie, iż adekwatnie się narzuca.
Jakiemuś bezdomnemu się narzuca. Zenon raz jeszcze spojrzał tym swoim przeszywającym spojrzeniem, potem uciekł wzrokiem. Cóż, już miała odejść, gdy on nagle wyszeptał:
Muszę pracę znaleźć. Może pani wie, gdzie można dorobić? Przy remoncie, przy gospodarstwie. Duża tu wieś, ładna, ale ja nikogo nie znam. Przepraszam…
Jadwiga słuchała w ciszy; pod koniec Zenon jeszcze bardziej zmarkotniał. Zastanawiała się, czy rozsądnie wpuszczać zupełnie obcego do domu? Ale akurat planowała remont łazienki, syn się zadeklarował, prosił, by nie brać żadnych budowlańców, ale on wiecznie w pracy, a ile można czekać…
Umie pan kłaść płytki? spytała Zenona.
Umiem.
Ile by pan wziął za łazienkę dziesięć metrów?
Mężczyzna zagwizdał pod nosem. Widać, iż skala zrobiła na nim wrażenie.
Trzeba obejrzeć. A tak szczerze? Ile pani da.
Zenek zrobił łazienkę porządnie, solidnie. Najpierw zapytał, czy może wziąć prysznic Jadwiga była zadowolona, iż sam na to wpadł. Pozostało mieć nadzieję, iż żadnego świństwa jej nie zostawi. Dała Zenonowi ciuchy po zmarłym mężu, a swoje uprał w pralce. Remont skończył w dwa dni. Zbił starą glazurę, wyniósł gruzu, narzędzia poukładał i wytarł. Kiedy nadszedł wieczór w niedzielę, nowiutkie płytki aż lśniły. Jadwiga trochę się niepokoiła, iż Zenon kończy chyba był bezdomny. Zostawić go na noc? Jakoś dziwnie. Wygonić o północy też nie bardzo.
Sobotniej nocy prawie nie spała, zamknęła się w pokoju i nasłuchiwała. Zenon, zmęczony, spał mocno na kanapie w salonie.
Proszę obejrzeć, pani Jadwigo! zawołał.
Co tu ukrywać? Remont był perfekcyjny.
Zenek, a kim pan tak z zawodu? spytała, podziwiając efekty.
Nauczycielem fizyki. Kończyłem uniwersytet w Toruniu.
O, Kopernik.
Wtedy był jeszcze uniwersytetem imienia Kopernika. A jeżeli chodzi o płytki każdy szanujący się mężczyzna powinien tak umieć. No tak myślę.
Pokiwała głową i wyciągnęła z kieszeni przygotowaną gotówkę. Nie była skąpa, dała tyle, ile planowała dla fachowców. Zenon bez liczenia włożył pieniądze do kieszeni i zabrał się do zakładania butów w swoim już wyschniętym ubraniu.
Ale jak to, panie Zenku, po prostu pan wyjdzie? nieco oburzona zapytała.
A co w tym dziwnego? zdziwił się, wbijając w nią znowu te niemożliwe niebieskie oczy.
To chociaż niech pan zje! Cały dzień pan harował. Tylko herbatę pił, bo nie chciał się rozpraszać.
Zenon się zawahał, w końcu machnął ręką.
A, nie odmówię. Dziękuję.
Jadwiga zjadła razem z nim kawałek sandacza, chociaż zwykle po osiemnastej już nie jadła. Po prostu było z nim przyjemnie porozmawiać. Zenek był ujmujący, miał świetne poczucie humoru, a przy tym był naprawdę mądry. Tylko jakiś taki pogubiony. To zagubienie się go nie trzymało, nie schodziło pod prysznicem, nie rozchodziło się pod wpływem ciepła i serdeczności. Może na takie rzeczy trzeba po prostu czasu.
Zenek, co się panu adekwatnie stało? Przepraszam, iż pytam.
Pomyślał, po czym odpowiedział:
Wie pani, jeżeli zacznę opowiadać, wyjdzie patetycznie, głupio albo nie do końca prawdziwie. Napatrzyłem się przez te osiem lat na takie historyjki. Tylko moja była prawdziwa. Po co to pani?
Po prostu dziwi mnie taki pan, w takiej sytuacji
Zenon patrzył na nią bardzo uważnie, a potem równocześnie wstali. Zrobiło się trochę zamieszania ruszył do drzwi, ona stanęła mu na drodze. Zderzyli się, a reszta potoczyła się sama. Jadwiga nie sądziła, iż po pięćdziesiątce mogą jeszcze wydarzyć się takie rzeczy. Myślała, iż namiętność to domena młodych. Potężna, kipiąca i paląca namiętność.

Później wyznał jej, iż osiem lat temu próbował uratować swojego ucznia, zdolnego, ale pochodzącego z trudnej rodziny, którego wciągnięto w podejrzane towarzystwo. Chłopak sam nie był z tego zadowolony, ale nie mógł się odciąć. Zenon był jego wychowawcą i postanowił porozmawiać z szefem tej bandy. Trafił na dwudziestodwuletniego typa bez zahamowań. choćby nie chciał gadać rzucili się na Zenka. Ale Zenek przez lata trenował judo. Dał im radę, ale szef bandy uderzył głową w mur i złamał kręgosłup. Nie przeżył. Zenek sam zadzwonił po karetkę i policję, przekonany, iż najwyżej dostanie przekroczenie obrony koniecznej. W końcu był sam przeciw kilku.
Dali mu dwanaście lat. Wyszedł wcześniej za dobre sprawowanie, po ośmiu.
Tam też mieszkają ludzie tyle powiedział o więzieniu.
W domu nikt nie czekał. Mama zmarła, wcześniej sprzedała mieszkanie i dożyła u brata. Żona brata od razu oznajmiła:
Żebym tego kryminalisty tu nie widziała nawet.
A własna żona już dawno się rozwiodła i wyszła za innego. Wtedy wyjechał z Torunia do Warszawy, ale trafiał ciągle na same trudności. Chciał normalnej pracy, ale z wyrokiem nie chcieli go przyjąć. Próbował prosić o fuchę mieszkańców wioski, w której się zatrzymał przypadkiem, ale spotykał się z niechęcią, nieufnością, czasem choćby agresją. Skończyło się na tym, iż nie miał gdzie spać. Kumpla, u którego tymczasowo mieszkał, starczyło na tydzień potem poprosił, żeby Zenek nie nadużywał gościnności.
Od dawna tak pan żyje? spytała Jadwiga, patrząc na rozżarzoną końcówkę papierosa Zenka.
Dwa tygodnie gdzieś tak
Palił jej papierosy paczka leżała w szufladzie, raz na pięć lat sięgnęła. Zenon chciał kupić własne, ale nie pozwoliła. Jadwiga zastanawiała się, jak wygląda dwutygodniowe życie bez domu.
W półmroku, przy tlącej się papierosie, łatwiej było się przyznać do tego, co Zenon i tak chciał już wyznać. Kobieta wpuściła go do swojego łóżka. Teraz nie było sensu udawać.
A masz chociaż dowód? zapytała.
Mam zaśmiał się krótko Meldunku nie mam. Stąd te problemy.
Zenon został. I mieli cudowny czas Jadwiga wyrobiła dla niego tymczasowy meldunek, Zenon dostał pracę. Nie jako nauczyciel, ale na początek wystarczyło sprzedawca w sklepie z narzędziami. W weekendy miał zmianę dwa na dwa udzielał korepetycji, powoli budował grono uczniów. Tak minęły dwa i pół miesiąca w spokoju i miłości, aż do przyjazdu syna Jadwigi. Ten, obejrzawszy sytuację, wyciągnął matkę na rozmowę do ogródka.
No, cóż załatw tego gościa.
Jak to? zaniemówiła Jadwiga.
Nie wtrącali się sobie od dawna w sprawy prywatne.
Mówię poważnie. Pozbądź się go. Po co ci taki gołodupiec? Myślisz, po co się wokół ciebie kręci? Bo nie ma gdzie mieszkać. A ty naiwna!
Jadwiga spoliczkowała Bartka.
Nie waż się! Nie wtrącaj się do mojego życia.
Przypominam, jestem twoim spadkobiercą. Nie chcę dzielić czegokolwiek z obcymi. Jeszcze się z nim ożenisz?! To będzie miał prawo dziedziczyć.
Ależ ty mnie chcesz już pogrzebać? Co ty sobie wyobrażasz? Ja ciebie przeżyję!
Mamo, nie zmuszaj mnie do nieładnych rzeczy. Wiadomo, iż nie dam wam spokoju. Dbam o własny interes. jeżeli byłby to dobrze sytuowany facet, nie powiedziałbym słowa. Ale tak
Więc przyzwoitość u nas mierzy się zasobem portfela? Co z tobą? Tak cię wychowałam?
Powiedziałem, co wiedziałem Bartek był poważny jak nigdy. Za tydzień znów tu będę i nie chcę go widzieć. Potem nie miej pretensji.
Jadwiga weszła do domu, tłumiąc łzy.
Policjant? spytał Zenon.
Przepraszam, iż nie mówiłam…
Nie musiałaś. Spokojnie.
Jest prokuratorem. Dobry chłopak, Zenku. Tylko bardzo ostrożny, dużo się martwi.
I co zamierzasz? obejrzał ją uważnie.
Jadwiga opadła na krzesło. Co miała zrobić? Bartosz powiedział, iż życia im nie da. I naprawdę mógł zrobić wszystko, choćby wsadzić Zenka z powrotem. Nie chciała w to wierzyć, ale kto go tam zna
Wiosna powiedział Zenek. Dalej nie wiesz? To może ja powiem.
Pokiwała głową ze łzami w oczach, czując się w pułapce. Nie chciała rozstawać się z Zenonem. Ale i koszmaru z Bartkiem nie chciała.
Uzbierałem parę groszy. Nie pytałaś. Na działkę tu nie starczy. Ale dwadzieścia kilometrów dalej już tak. Postawimy barak, zaczniemy budować. Korepetycji nie zabraknie, a jak czegoś zabraknie damy radę. Sam ci dom zbuduję. Co o tym myślisz?
Jadwiga oniemiała. Zenon zaczął się niepokoić.
Wiem, jesteś przyzwyczajona do wygód. To tylko tymczasowe niedogodności. Potem wszystko ci urządzę.
Zenku mam też oszczędności. Mogę dorzucić się do budowy zamyśliła się.
Nie śmiałbym prosić.
Ale nie prosisz! Sama chcę. To w końcu dla nas.
Zenon podszedł do niej, objął za głowę, przytulił i pocałował w czubek. Jadwiga poczuła ciepło, bezpieczeństwo i miłość. Kto by pomyślał, iż to przychodzi choćby w tym wieku
Wszystko załatwili błyskawicznie. Kupili ziemię. Zenek nalegał, by na Jadwigę, ale ona się nie zgodziła.
Mam już gdzie mieszkać. To, iż nas stąd przegonili, nie oznacza, iż nie mam własnego kąta. Ty nie masz nic. Nie patrz na mnie ja mam przecież spadkobiercę! zaśmiała się, wspominając tekst Bartka.
Postawili barak, podciągnęli prąd, Zenon zakasał rękawy i zaczął budować dom. Okazało się, iż oszczędności Jadwigi to za mało, Zenek trzy razy częściej brał korepetycje. Urządził sobie kącik tak, by nie było widać, iż uczy z baraku. Wszystko, każda złotówka, szła w dom. Wieczorami rozkładali koc na łące i leżeli, wpatrując się w gwiazdy.
Co czujesz? pytał Zenon, obejmując Jadwigę.
Drugie życie odpowiadała.
Ja to dopiero czuję drugie życie! śmiał się. Ty czujesz moją miłość!
Czuła. Oczywiście, iż tak.
Jadwiga wpadła do starego domu po rzeczy. Nadchodziła jesień, trzeba było zgarnąć ciepłą odzież, kołdry, trochę naczyń. Zastała Bartka przy stole, palącego papierosa.
Cześć, synku. Wpadłam na minutę! Jak u ciebie?
Spojrzał na swoją promienną matkę, lekko opaloną, szczuplejszą.
Mamo, o co chodzi? Nie dzwonisz
Przecież już tak mamy. Jesteś zajęty w pracy. Sam dzwonisz.
Czemu nie możesz mieszkać tu?
Bo tu nie mieszkam. Jestem tylko po rzeczy. Mam nadzieję, iż mogę?
Bartek oniemiał. Mama się zmieniła nie tylko wyglądem, całym sobą. Była lżejsza. Szczęśliwsza.
Synku, jak się wybudujemy, zaproszę cię w gości. A teraz, wybacz, mam mało czasu.
Szybko wrzucała rzeczy do toreb, przelatując obok Bartka. Cmoknęła go w policzek, pobiegła dalej.
Mamo, co się z tobą dzieje? zapytał.
Jadwiga odwróciła się w drzwiach, szeroko uśmiechnęła i odparła:
Drugie życie, Bartku. I miłość. Oczywiście miłość! Pa, kochanie zaśmiała się i wybiegła z domu.
Nie było czasu dziś właśnie budowali ganek.

Idź do oryginalnego materiału