Drugie życie po pięćdziesiątce: Gdy przypadkowe spotkanie w kolejce, remont łazienki i praca fizyka po wyjściu z więzienia odmieniły losy Rity i jej nowego partnera – historia o miłości, odrzuceniu przez własnego syna-prokuratora i budowaniu wspólnego domu na polskiej wsi

twojacena.pl 1 miesiąc temu

Proszę pana, no nie pchać się tak. Fuj. To od pana tak pachnie?
Przepraszam mruknął mężczyzna, cofając się.
I coś jeszcze mamrotał pod nosem. Z niezadowoleniem, smutkiem. Stał tam, przeliczając drobne na dłoni. Może brakuje mu na piwo? Róża, choć nie chciała, przyjrzała mu się uważniej. Dziwne nie był pijany.
Proszę pana przepraszam, nie chciałam coś nie pozwalało jej po prostu odejść.
W porządku.
Podniósł na nią wzrok przenikliwe, błękitne oczy, zupełnie nie zmatowiałe. Chociaż był w jej wieku. Niesamowite takich oczu nie widziała nigdy, choćby za młodu.
Róża chwyciła go zdecydowanie pod ramię i odciągnęła na bok, dalej od niewielkiej kolejki przy kasie.
Stało się panu coś? Może trzeba pomóc? wysilała się, żeby nie krzywić z obrzydzenia.
Nareszcie zorientowała się, co czuć od tego człowieka to był zwyczajny, stary zapach potu. Milczał, schował drobniaki do kieszeni. Widać, niewygodnie mu było opowiadać swoją historię nieznajomej kobiecie. W dodatku tak zadbanej.
Jestem Róża, a pan?
Jan.
To może jednak jakoś pomóc? poczuła, iż sama się narzuca.
Włóczędze się narzuca! A on tylko rzucił na nią spojrzenie błękitnych oczu i starał się już więcej nie patrzeć. Trudno. Róża już chciała odejść, kiedy Jan wykrztusił:
Pracy mi trzeba. Nie wie pani, czy coś zarobku się nie znajdzie? Coś przy remoncie, przy domu. Macie tu spore osiedle, dobre, ale nikogo tu nie znam Przepraszam
Róża słuchała spokojnie, a Jan znów zaczął mamrotać pod nosem, zakłopotany. Myślała czy można obcemu człowiekowi zaufać i wpuścić do domu? Przecież właśnie miała kłaść nową glazurę w łazience, syn obiecał zrobić to sam, prosił, żeby żadnego partacza nie wpuszczać. Ale on wiecznie zapracowany
Umie pan kłaść kafelki? zapytała właśnie.
Umiem.
Ile pan weźmie za łazienkę, 10 m²?
Jan cmoknął z wrażenia widocznie zaskoczony wielkością łazienki.
Musiałbym zobaczyć Ale w gruncie rzeczy ile pani da, tyle będzie.
Okazało się, iż Jan położył kafelki bardzo porządnie i dokładnie. Najpierw spytał, czy może się wykąpać Róża była wdzięczna, iż sam to zaproponował. Miała nadzieję, iż nie zostawi jej po sobie jakichś chorób. Dała mu jeszcze stare rzeczy zmarłego męża, swoje wyprał. Remont zrobił w dwa dni zdjął starą glazurę, wszystko posprzątał, narzędzia wyczyścił i położył na miejsce. Wziął kielnię i szpachelkę, a w niedzielny wieczór nowa glazura lśniła na ścianach i podłodze. Lekko podenerwowana Róża patrzyła, jak Jan kończy wyglądał na bezdomnego. Zostawić go na noc? Z drugiej strony, wyganiać o północy? Sama nie wiedziała.
W sobotę nie spała dobrze zamknęła się w pokoju i słuchała, ale Jan chyba był naprawdę zmęczony, bo spał mocno na kanapie w salonie.
Proszę przyjąć pracę, pani Różyczko! zawołał.
Nie można było się przyczepić robota wykonana wzorowo.
Janku, a kto pan z zawodu? zapytała, podziwiając efekt.
Nauczyciel fizyki. Skończyłem Uniwersytet Warszawski.
Naprawdę?
Tak, wtedy to był Uniwersytet Warszawski. A kafelki Cóż, każdy szanujący się mężczyzna powinien umieć takie rzeczy. Tak uważam.
Róża skinęła głową, wyjmując z kieszeni przygotowane pieniądze. Nie żałowała zapłaciła tyle, ile dałaby ekipie glazurników. Jan nie patrząc schował pieniądze, zaczął się ubierać. Jego ubranie wyschło, już był przebrany.
Zostawia mnie pan tak po prostu? trochę z lekkim oburzeniem rzuciła Róża.
A co miałbym zrobić? zdziwił się, znów spojrzał na nią tymi oczami.
Przynajmniej coś zjeść! Przez cały dzień pan pracował. Tylko herbatę pił nie chciało się przerywać.
Jan ociągał się trochę, zamachał ręką:
Dobrze, chętnie zjem, dziękuję.
Róża razem z nim zjadła kawałek ryby, choć zwykle po osiemnastej nie jadała. Po prostu rozmowa z nim była przyjemna. Jan był szarmancki, elokwentny, inteligentny, tylko, jakby, zagubiony. To poczucie zagubienia nie znikało ani po kąpieli, ani po ciepłej rozmowie. Pewnie na takie rany potrzebny jest czas.
Janku, co się adekwatnie panu przydarzyło? Wybaczy pan ciekawość.
Chwilę milczał, odpowiedział:
Wie pani, jak opowiem zabrzmi to heroicznie, głupio, może choćby kiczowato. Słyszałem przez ostatnie lata wiele podobnych historyjek. Ale moja naprawdę się wydarzyła. Po co to pani?
Po prostu trudno mi uwierzyć iż taki mężczyzna i w takiej sytuacji
Jan spojrzał na nią uważnie, potem oboje wstali, zaczęli krzątać się przy swoich rzeczach, on ruszył do drzwi, ona przypadkiem stanęła mu na drodze. I dalej już wszystko potoczyło się samo. Róża nie przypuszczała, iż w wieku pięćdziesięciu trzech lat coś podobnego może jej się przytrafić. Myślała, iż namiętność to sprawa młodych szalona, gwałtowna i rozpalająca.
Potem opowiedział jej, iż osiem lat temu wstawił się za swoim uczniem utalentowanym chłopakiem z trudnej rodziny, którego wciągnęli w złe towarzystwo. Chłopak sam nie był zadowolony, ale nie potrafił się zim wyplątać. Wtedy Janek, jako wychowawca, postanowił wyjaśnić sprawę z przywódcą tej ferajny. To był dwudziestodwuletni łobuz, bez zasad nie chciał rozmawiać, rzucili się na Ich. Ale Jan całe życie ćwiczył judo. Bez problemu dał im radę, ale jednego właśnie tego szefa bardzo niefortunnie powalił. Chłopak uderzył w betonową ścianę, złamał kręgosłup i nie przeżył. Jan sam zadzwonił po karetkę i policję, przekonany, iż ewentualnie mogą mu zarzucić przekroczenie obrony koniecznej. Ale czy to było przekroczenie, skoro napadli go w kilka osób?
Odsiadywał za to wyrok z artykułu 148, wyszedł cztery lata przed końcem za dobre sprawowanie. Dali mu nieźle, aż dwanaście lat.
A tam też ludzie żyją rzucił tylko o więzieniu.
A w domu okazało się, iż nikt na niego nie czeka. Mama zmarła, a wcześniej sprzedała mieszkanie, dożywając u brata. Żona brata od progu powiedziała:
Tego kryminalisty tu nie będzie.
Jego własna żona już dawno się rozwiodła, wyszła za innego. Wtedy wyjechał z Warszawy do Poznania, ale i tam miał tragiczne szczęście. Chciał podjąć normalną pracę, ale nikt nie chciał zatrudniać po ośmiu latach odsiadki. Próbował łapać jakieś fuchy u mieszkańców osiedla, do którego trafił przypadkiem, ale wszędzie spotykał się z nieufnością, obrzydzeniem, czasem agresją. W końcu nie było go stać choćby na nocleg znajomy, u którego pomieszkiwał, poprosił, by już się wyprowadził.
Długo tak pan żyje? spytała Róża, patrząc na jarzącą się papierosową iskrę.
Hmm dwa tygodnie już, jak tu się błąkam.
Papierosy palił jej, bo jej leżała jakaś paczka, czasem, raz na kilka lat, zdarzało jej się zapalić. Jan chciał kupić sobie swoje, ale nie puściła go. Teraz Róża myślała, jak to jest przez dwa tygodnie nie mieć dachu nad głową.
W ciemności, przy słabym świetle papierosa łatwiej się było przyznać do prawdy do której Jan w końcu się przyznał. Otworzyła przed nim drzwi do swojej sypialni. Teraz już głupio było milczeć.
A ty masz dowód osobisty?
Mam. parsknął. Zameldowania nie mam. To największy problem.
Jan został. Układało się im świetnie Róża załatwiła mu tymczasowy meldunek przy sobie, znalazł pracę. Nie w zawodzie, ale był szczęśliwy jako sprzedawca w sklepie AGD na razie starczyło. Poza tym miał zmianowy grafik, więc po godzinach dorabiał jako korepetytor, stopniowo zdobywając uczniów. Dwa i pół miesiąca żyli zgodnie i szczęśliwie, aż w końcu do Róży przyjechał syn. Zobaczywszy, co się dzieje, wyciągnął ją na rozmowę poza domem.
Mamo, pozbądź się go.
Co? zaniemówiła Róża.
Od lat nie wtrącali się już w swoje życia.
Mówię poważnie, daj mu spokój. Niepotrzebny ci taki obdartus. Myślisz, po co się wokół ciebie kręci? Bo nie ma gdzie mieszkać! I to ty jesteś naiwna!
Róża wymierzyła Filipowi policzek.
Nie waż się! Nie mieszaj się do mojego życia.
Mamo, chyba zapominasz, iż to ja jestem twoim jedynym spadkobiercą. Nie będę się z nikim dzielić. Wyjdziesz za niego za mąż? Będzie miał roszczenia, jeżeli coś ci się stanie!
A co to, już mnie chcesz chować? rzuciła oskarżycielsko i z bólem. Czego tu masz dzielić? Przeżyję cię jeszcze, zanim się doczekasz!
Mamo, nie zmuszaj mnie do brzydkich kroków. Już ci mówię otwarcie przyjdę za tydzień, żeby go tu nie było. A potem nie miej do mnie żalu, ostrzegłem cię.
Róża weszła do domu, powstrzymując łzy.
On jest z policji? spytał Jan.
Przepraszam, iż nie mówiłam wcześniej
Nic się nie stało, nie musiałaś.
Jest prokuratorem. Bardzo dobrym tylko ostrożnym. Martwi się o mnie.
I co zamierzasz? spojrzał na nią spokojnie.
Róża usiadła przy stole. Nie wiedziała, co zrobić. Miała świadomość, iż Filip nie żartuje. Mógłby choćby wsadzić Jana z powrotem do więzienia, jeżeli sama go nie wyprosi. Bała się uwierzyć, iż jej syn mógłby posunąć się tak daleko, ale kto wie. Był wściekły jak nigdy.
Wiosna… powiedział Jan. Nie wiesz co postanowić? To ja coś powiem.
Róża kiwnęła głową i otarła łzy. Czuła się w potrzasku. Nie chciała rozstawać się z Janem, ale wikłać siebie i jego w konflikty z synem też nie.
Uzbierałem trochę gotówki. Nie pytałaś mnie o to. Na działkę w tej okolicy mi nie wystarczy, ale kawałek dalej, powiedzmy dwadzieścia kilometrów powinno wystarczyć. Możemy kupić barak, a potem powoli budować coś własnego. Korepetycje będę dalej udzielać, bez pracy przeżyję. Zbuduję dom własnymi rękami. Co o tym myślisz?
Róża zaniemówiła. On się niecierpliwił.
Wiem, iż przyzwyczaiłaś się do wygody. Ale to tylko tymczasowe trudności. Potem wszystko wybuduję, urządzę, zobaczysz.
Janku ja też mam oszczędności. Mogę dołożyć do budowy zadumała się.
Nie śmiem prosić.
Ale nie prosisz! Sama chcę. Robimy to dla nas.
Jan podszedł do niej, objął ją i pocałował w czubek głowy. Czuła ciepło, poczucie bezpieczeństwa i miłość. Kto by pomyślał, iż ona jeszcze może taki spokój i euforia odnaleźć
Załatwili wszystko szybko. Kupili działkę. Jan nalegał, by była na Różę, ale się nie zgodziła.
Mam już nieruchomość, zostało mi mieszkanie. To, iż mnie wyganiają, nie znaczy, iż nie mam. A ty nie masz nic. Nie potrzebuję na mnie! Przecież mam spadkobiercę! rzuciła z przekąsem, pamiętając słowa Filipa.
Zamieszkali w baraku, podciągnęli prąd, a Jan zabrał się do pracy. Okazało się, iż pieniędzy Róży nie wystarcza, więc Jan z jeszcze większym zapałem udzielał korepetycji. Zorganizował sobie kącik, gdzie nie było widać, iż pracuje z baraku. Wszystkie pieniądze przeznaczali na dom. Cegła po cegle. W ciepłe, letnie wieczory rozkładali koc na swojej działce i leżeli pod gwiazdami.
Co czujesz? pytał Jan, przytulając ją.
Czuję, jakbym dostała drugie życie odpowiadała.
To ja czuję drugie życie! śmiał się. A ty powinnaś czuć moją miłość.
Czuła. Naprawdę czuła.
Róża zajechała do dawnego mieszkania po rzeczy. Zbliżała się jesień, musiała zabrać ubrania, koce, naczynia. Zastała Filipa w kuchni, palił papierosa.
O, cześć synku. Wpadłam na szybko! Jak tam u ciebie?
Rzucił spojrzenie na rozpromienioną matkę opaloną i szczuplejszą.
Mamo, co się dzieje? Nie dzwonisz.
U nas to raczej nie było w zwyczaju. Ty wiecznie w pracy. Sam dzwonisz.
Dlaczego nie mogę cię tu zastać?
Nie mieszkam tu rzuciła prosto. Wpadłam po rzeczy. Mam nadzieję, iż można?
Filip zaniemówił. Mama stała się inna. Oprócz zmian na zewnątrz, jakby w środku też. Była lżejsza, szczęśliwsza.
Synu, jak skończymy budowę, zaproszę cię w odwiedziny. A teraz wybacz, spieszę się.
Róża narzuciła dwie torby, wybiegając w pośpiechu. W locie ucałowała Filipa w policzek.
Mamo, co się z tobą dzieje? zawołał za nią.
Róża obróciła się w drzwiach, szeroko uśmiechnięta, i odpowiedziała:
Drugie życie, Filipku. I miłość, tego nie zapominaj! Miłość zawsze najważniejsza! Do zobaczenia, kochany zaśmiała się i wybiegła.
Nie było czasu dziś stawiali ganek.

Idź do oryginalnego materiału