W wielu miastach gołębie są jedną z atrakcji turystycznych. Choćby na krakowskim rynku, czy na weneckim placu św. Marka gdzie turyści chętnie robią sobie zdjęcia z ptakami na tle bazyliki. W Nowym Jorku gołębie są stałym elementem krajobrazu, szczególnie w Central Parku czy na placach Manhattanu. Z kolei w Jaipur w Indiach popularną atrakcją są setki gołębi zbierających się na karmienie o określonych porach dnia. To widowiskowy i bardzo fotogeniczny widok.
Właściciele czy administratorzy budynków używanych przez gołębie do budowy gniazd, czy tylko do chwilowego odpoczynku, są mniej zachwyceni. Nadmierna obecność gołębi powoduje liczne problemy – ptaki zanieczyszczają fasady, dachy i inne elementy infrastruktury swoimi odchodami, co generuje wysokie koszty sprzątania oraz budzi obawy dotyczące higieny. Dodatkowo ich obecność wpływa negatywnie na estetykę obiektu i komfort użytkowników i przechodniów.
Z tego typu problemami zmagał się jeden z brytyjskich przewoźników kolejowych – Greater Anglia. Teren stacji w Chelmsford (miasto około 40 km na płn-wsch od Londynu w hrabstwie Essex) stał się ulubionym miejscem wielkiego stada gołębi, ze wszystkimi opisanymi wyżej niedogodnościami.
W odpowiedzi na te problemy zarząd stacji zdecydował się na naturalną metodę odstraszania ptaków. Do współpracy zaangażowano specjalistów zajmujących się sokolnictwem, którzy regularnie wypuszczają wyszkolone ptaki drapieżne – na przykład sokoły lub jastrzębie. Sama obecność drapieżników w przestrzeni stacji sprawia, iż gołębie instynktownie unikają tego miejsca i przenoszą się gdzie indziej. Metoda ta nie polega na fizycznym eliminowaniu ptaków, ale na wywołaniu u nich poczucia zagrożenia.
Przewożnik stwierdził, iż myszołowiec (Parabuteo unicintus) jest szczególnie skuteczny ze względu na swoją naturę łowczą w stadzie i silną więź z treserem, podczas gdy sokół norweski (Falco rusticolus)– naturalny drapieżnik gołębi – może je odstraszać samym swoim widokiem na peronach.
Rozwiązanie jest przedstawiane jako skuteczne, humanitarne i bardziej przyjazne środowisku niż alternatywne sposoby kontroli populacji, takie jak kolce, siatki czy środki chemiczne. Według władz stacji efekty są pozytywne, a liczba gołębi znacząco się zmniejszyła, co poprawiło czystość i komfort korzystania z obiektu.
A na koniec taka ciekawostka: pracownik Greater Anglia odpowiedzialny za wprowadzenie drapieżnych ptaków na stację w Chelmsford nazywa się Krzysztof Drozd.





