Dramat Polaków. To już się zaczęło, a nasili w przyszłym roku. Ekonomiści nie mają wątpliwości

warszawawpigulce.pl 2 godzin temu

Ekonomiści nie mają dobrych wiadomości. Mimo niewielkiej inflacji Polskie przedsiębiorstwa planują w 2026 roku podnosić ceny o 5-7% rocznie, a co dwunasta firma mówi wprost o podwyżkach przekraczających 10%. To nie wszystko, bo szczyt cen może przypaść na końcówkę roku. Wtedy będzie jeszcze drożej.

Fot. Warszawa w Pigułce

Banki prognozują: taka będzie inflacja

Jeszcze kilka tygodni temu główny scenariusz ekonomistów zakładał inflację w okolicach 2,5-2,7% na 2026 rok. W lutowych prognozach opublikowanych przez największe banki działające w Polsce obraz zmienił się radykalnie. Według zestawienia serwisu Analizy.pl, aż 7 z 8 instytucji finansowych, które opublikowały prognozy w lutym 2026 roku, obniżyło swoje szacunki inflacji na ten rok.

Średnia ich przewidywań nieznacznie przekracza teraz 2%. Trzy banki – w tym PKO BP – spodziewają się inflacji poniżej tego poziomu. PKO BP jako największy bank w Polsce prognozuje, iż średnioroczna inflacja wyniesie w 2026 roku zaledwie 1,8%, co byłoby najniższym wynikiem od 2018 roku. Bank Pekao szacuje ją na 1,9%, BNP Paribas na 2,1%. Na wyższym poziomie plasuje się Alior Bank z prognozą 2,4% oraz Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych z szacunkami na poziomie 2,6%.

Ankieta Makroekonomiczna NBP z grudnia 2025 roku wskazuje na prognozę centralną 2,6% i prawdopodobieństwo 75%, iż inflacja utrzyma się w przedziale 1,5-3,5%. Eksperci ankietowani przez bank centralny spodziewają się przy tym wyraźnego spowolnienia wzrostu płac – z 7,8% w 2025 roku do 6,4% w 2026 roku, co ma ograniczać presję kosztową dla firm.

Skąd tani pieniądz w sklepowych cenach?

Za optymizmem ekonomistów stoi kilka konkretnych czynników, które działają jak tarcza cenowa od strony konsumenta – choćby jeżeli sami producenci windują swoje stawki.

Pierwszy to silny złoty. W ubiegłym roku kurs polskiej waluty wobec dolara był jednym z kluczowych czynników dezinflacyjnych. Mocniejszy złoty oznacza tańszy import – od elektroniki, przez komponenty przemysłowe, po ubrania i sprzęt AGD. Ekonomiści Santander Banku Polska wprost wskazują na „mocny kurs złotego wobec dolara” jako jeden z głównych powodów, dla których inflacja w 2025 roku zamknęła się na poziomie 2,6% zamiast prognozowanych powyżej 3%.

Drugi czynnik to importowana deflacja z Chin. Chińskie towary – przede wszystkim elektronika, tekstylia i tania chemia gospodarcza – trafiają do Europy w coraz większych ilościach i po coraz niższych cenach. Dla polskiego konsumenta oznacza to realne wsparcie siły nabywczej, choćby gdy krajowa firma podnosi cenę swojej usługi.

Trzecim elementem są regulowane ceny energii. BNP Paribas zakłada w swoim scenariuszu bazowym, iż od lipca 2026 roku rachunki za gaz dla gospodarstw domowych mogą spaść o kolejne 6%. Ekonomiści PKO BP wskazują natomiast na decyzje URE dotyczące taryf dystrybucyjnych energii elektrycznej jako czynnik, który wyraźnie obniżył ich ścieżkę inflacji na ten rok.

Przedsiębiorcy chcą odrobić straty, a inne koszty idą do góry

Dlaczego firmy planują podwyżki dużo wyższe od prognozowanej inflacji? Odpowiedź leży w kosztach pracy i energii, które są ciągle wysokie – mimo iż te same koszty wywierają już mniejszą presję na wskaźnik inflacji konsumenckiej.

Bezrobocie w Polsce oscyluje w okolicach 3%, co daje pracownikom silną pozycję negocjacyjną. Presja płacowa jest faktem – choćby jeżeli dynamika wynagrodzeń stopniowo spowalnia. Firmy działające w branżach energochłonnych – metalurgia, ceramika, transport, produkcja materiałów budowlanych – muszą pokrywać rosnące koszty emisji CO2 w ramach systemu ETS.

Szczególnie dotkliwa jest sytuacja w sektorze usług. Według szacunków rynkowych przytaczanych przez serwis WNP.pl, ceny usług księgowych rosną średnio o ok. 12% rocznie – napędza je wzrost wynagrodzeń specjalistów oraz coraz szerszy zakres obowiązków sprawozdawczych wynikający z kolejnych regulacji. Podobna dynamika dotyczy IT, konsultingu, logistyki i outsourcingu.

Ekonomiści są zresztą zgodni: inflacja bazowa – mierząca wzrost cen z wyłączeniem żywności i energii – będzie w 2026 roku istotnie wyższa od ogólnego CPI. Ceny usług rosną powyżej 5% rocznie i na razie nic nie wskazuje na gwałtowne wyhamowanie tej tendencji. To właśnie wzrost kosztów pracy sprawia, iż usługi drożeją szybciej niż towary.

Dobra wiadomość dla konsumentów: ceny żywności mogą zaskoczyć

Jednym z elementów, które mogą ulżyć domowym budżetom, jest sytuacja na rynkach rolnych. Ekonomiści PKO BP wskazują na „dość solidną podaż w wielu obszarach” – dotyczy to produktów zbożowych, owoców, warzyw, a w przypadku mleka mamy wręcz do czynienia z globalną przejściową nadpodażą. W segmencie tłuszczów nie można choćby wykluczyć deflacji, co byłoby odczuwalną ulgą dla przeciętnego gospodarstwa domowego.

W scenariuszu bazowym PKO BP zakłada, iż ceny żywności będą rosły średnio ok. 2,5% rocznie – a więc mniej więcej tyle, ile wynosi cel inflacyjny NBP. To zdecydowanie lepsza perspektywa niż w 2022-2023, gdy żywność drożała kilkanaście procent rocznie i dosłownie wykańczała domowe budżety.

Rok 2027 – wtedy zrobi się ciekawie

Optymizm ekonomistów ma jednak termin ważności. Zdecydowana większość prognoz wskazuje, iż rok 2026 będzie stosunkowo spokojny inflacyjnie, ale presja cenowa zacznie narastać pod koniec roku i pełną siłą uderzy w 2027.

Santander Bank Polska zastrzega wprost, iż „w kolejnych miesiącach inflacja może zacząć odbijać wskutek ożywienia gospodarczego” i prognozuje, iż na koniec 2026 roku inflacja przyspieszy do ok. 3% rdr. Ekonomiści NBP pisali w listopadowej projekcji, iż w 2026 roku „proces dezinflacji przejściowo wyhamuje”, a luka popytowa wzrośnie do nieznacznie dodatniego poziomu – co oznacza rosnącą presję inflacyjną po stronie popytu.

PKB Polski ma w tym roku wzrosnąć o ok. 4% – prognozuje tak m.in. Bank Pekao oraz mBank. Szybki wzrost gospodarczy przy wciąż relatywnie niskich stopach procentowych to środowisko, w którym presja cenowa naturalnie narasta. Firmy, które dziś planują podwyżki 5-7%, mogą w przyszłym roku mieć jeszcze mocniejsze argumenty za kolejnymi korektami cenników.

Obniżki stóp niemal pewne – pytanie tylko jak głębokie

Prawie wszystkie instytucje finansowe zakładają, iż Rada Polityki Pieniężnej obniży w 2026 roku stopę referencyjną z obecnych 4%. Różnią się jednak skalą cięć. Konsensus rynkowy wskazuje na dwie obniżki po 25 punktów bazowych – co sprowadziłoby stopę do 3,5%. Bardziej odważny scenariusz kreśli mBank, który obstawia cięcia o łączny 1 punkt procentowy, docelowo do 3%. Bank Pekao zakłada zakończenie cyklu obniżek wiosną na poziomie 3,25%.

Niższe stopy procentowe to tańsze kredyty, ale też silniejszy impuls dla popytu konsumpcyjnego – co z jednej strony jest dobrą wiadomością dla zadłużonych Polaków, z drugiej zaś może nakręcać właśnie tę presję inflacyjną, o której ostrzegają prognozy na 2027 rok.

Co to oznacza dla ciebie? Teraz może być dobry moment na większe zakupy

Jeśli planujesz większe zakupy – AGD, elektronika, meble, odzież – pierwsza połowa 2026 roku to statystycznie korzystny moment. Silny złoty i tanie towary z Azji powinny trzymać ceny w ryzach jeszcze przez kilka kwartałów. Koszyki zakupowe w tej kategorii raczej nie będą mocno drożeć.

Jeśli jednak korzystasz z usług – księgowości, IT, remontów, transportu, konsultingu – tam podwyżek możesz spodziewać się bez względu na ogólny poziom inflacji. Usługi drożeją szybciej niż towary i trend ten utrzyma się przez cały rok. Warto negocjować kontrakty na dłuższy okres lub zablokować obecne stawki przed kolejnymi podwyżkami cenników.

Jeśli planujesz zaciągnąć kredyt lub masz kredyt ze zmienną stopą – obniżki stóp NBP spodziewane w pierwszym półroczu 2026 powinny obniżyć raty. Nie ma jednak pewności co do skali cięć, a część ekonomistów ostrzega, iż RPP może być ostrożniejsza, niż rynek tego oczekuje.

Żywność – jeden z najbardziej odczuwalnych elementów budżetu – powinna w tym roku rosnąć umiarkowanie. Dobra podaż zbóż, warzyw i owoców oraz stabilna sytuacja na rynku mleka ograniczają ryzyko powtórki ze skokowych podwyżek z lat 2022-2023. Warto natomiast obserwować ceny tłuszczów i olejów – tu sytuacja może być choćby korzystna dla konsumenta.

Idź do oryginalnego materiału